Smak cukru

Smak cukru

Związki zawodowe są większymi zwolennikami prywatyzacji cukrowni niż Ministerstwo Skarbu Państwa

Minister skarbu państwa wstrzymał wydawanie pracowniczych akcji cukrowni przeznaczonych do prywatyzacji. Wpłynie to na dalsze opóźnienie restrukturyzacji branży cukrowniczej oraz pogłębi jej i tak trudną sytuację. Przeciwko tej decyzji zgodnie zaprotestowały wszystkie związki i organizacje zawodowe. Za swojego sojusznika obrały one wicepremiera Leszka Balcerowicza, którego rolnicy uważają na ogół za wroga numer jeden. Jednocześnie ulegając presji niektórych polityków AWS Ministerstwo Skarbu Państwa konsekwentnie dąży do realizacji pomysłu utworzenia quasi-państwowego holdingu Polski Cukier. Czy polskie cukrownictwo obroni się przed niektórymi politykami traktującymi je jako kartę przetargową w wojnie o swoje wpływy polityczne i gospodarcze? Ile za polityczne gry zapłacą konsumenci?

Polskie cukrownie pod koniec 1999 r. były zadłużone na niemal 2 mld zł - wynika z informacji Ministerstwa Skarbu Państwa. Najprawdopodobniej po pierwszym kwartale tego roku zadłużenie to będzie znacznie większe. Wiele cukrowni nadal nie rozliczyło się z plantatorami buraków. - Już mamy wiosnę, a plantatorzy nie mogą podjąć decyzji o tegorocznych zasiewach buraków. Cukrownie zaś nie są w stanie zawrzeć z nimi umów kontraktacyjnych - wylicza Stanisław Gierszewski, prezes Cukrowniczej Izby Gospodarczej. Tymczasem, aby przestarzałe polskie przetwórnie mogły się stać równorzędnym partnerem cukrowni z Unii Europejskiej, trzeba znaleźć co najmniej miliard złotych na inwestycje. Kosztami modernizacji obciążeni zostaną przyszli inwestorzy. Ponadto wraz z zakupionymi cukrowniami przejmą oni wynegocjowane wcześniej pakiety socjalne cukrowników i plantatorów, a ich wartość ocenia się na niemal miliard złotych. Tak więc przyszli właściciele cukrowni przejmą je z obciążeniami sięgającymi 4 mld zł.
Nic zatem dziwnego, że przed drzwiami resortu skarbu nie ma kolejek chętnych do udziału w prywatyzacji w polskich cukrowni. Dość powiedzieć, że do negocjacji sprawie prywatyzacji słodkiego sektora zaproszono ok. 240 podmiotów, a po materiały informacyjne zgłosiło się zaledwie 18 firm, w tym tylko dwie krajowe. Zakupem akcji cukrowni przeznaczonych do prywatyzacji poważnie interesuje się jedynie kilka zagranicznych koncernów, przede wszystkim z Francji i Niemiec.
Paradoksem jest, że do 1996 r., czyli zanim branżą tą zainteresowali się politycy, polskie cukrownie przynosiły wysokie zyski. Zdaniem prof. Macieja Bałtowskiego z Politechniki Lubelskiej, zjawiska kryzysowe zaczęły się w sezonie 1996 - 1997. W następnym sezonie wszystkie holdingi odnotowały już straty. Ujemny wynik finansowy całej branży wyniósł ok. 200 mln zł. W ostatniej kampanii cukrowniczej zanotowała ona straty w wysokości 500-600 mln zł. W tym okresie wyprodukowano ponad 2 mln ton cukru, co powiększyło nadwyżkę na rynku o 350-400 tys. ton. Niektórzy uważają, że teraz wynosi ona niemal 900 tys. ton, podczas gdy roczne krajowe spożycie cukru szacuje się na 1,45-1,55 mln ton. Profesor Bałtowski ocenia, że tak złe wyniki finansowe obniżyły wartość rynkową przeznaczonych do prywatyzacji cukrowni o 30-40 proc. Ostatnie zawirowania wokół prywatyzacji zapewne sprawią, że ich wartość będzie jeszcze mniejsza.
Ministerstwo Finansów szacuje, że 61 państwowych cukrowni wartych jest 2-4 mld zł. Łącznie w kraju mamy 74 fabryki cukru. Polski sektor cukrowniczy jest jednak zbyt rozdrobniony, a cukrownie - w porównaniu z ich zachodnioeuropejskimi konkurentami - zbyt małe. Ocenia się, że już za trzy lata liczba fabryk powinna się zmniejszyć do 40-50. Za pięć lat będziemy ich mieć nie więcej niż 30-35. Złą sytuację polskich cukrowników pogłębia stały spadek cen na światowych rynkach. W ostatnich kilku latach cena cukru obniżyła się z 300 do 200, a nawet 180 USD za tonę.
Za tę cenę można jednak kupić przede wszystkim tani produkt z trzciny cukrowej, przed którego napływem Unia Europejska broni się poprzez ustanawianie ceł zaporowych. Po opłaceniu cła, kosztów ubezpieczenia i transportu importerzy byliby w stanie oferować w Polsce cukier w cenie ok. 400 USD za tonę, czyli ok. 1,6 zł za kilogram. Obecnie hurtownicy zaopatrujący się u krajowych wytwórców powinni płacić za kilogram cukru nie mniej niż 2,1 zł (netto). Polski cukier jest jednym z najdroższych w Europie. Z cukrem jest tak samo jak z węglem: im więcej go wyeksportujemy, tym większe muszą być dopłaty z budżetu państwa. W tej sytuacji eksport cukru, nawet z dopłatą eksportową, jest nieopłacalny i każda nadwyżka produkcji oznacza powiększanie strat. Nic więc dziwnego, że polskim cukrowniom najbardziej zależy na zyskaniu tego, co jest najcenniejsze w naszym cukrownictwie - ustalanych corocznie przez Ministerstwo Rolnictwa dopuszczalnych kwot produkcyjnych.
Kolejny etap ingerencji polityków w sektor cukrowy (po utworzeniu nieefektywnych holdingów) zaczął się w grudniu ubiegłego roku, kiedy grupa posłów NSZZ RI "Solidarność" przedstawiła w Sejmie projekt ustawy dotyczącej powołania spółki akcyjnej Polski Cukier. Przy pomocy posłów AWS przegłosowano uchwałę wzywającą rząd do podjęcia pilnych działań, które miałyby doprowadzić do powstania tej spółki. Wywołało to burzę w parlamencie. Wydawało się, że przeciwnikiem spółki burzącej dotychczasowy program prywatyzacji cukrownictwa jest także minister skarbu Emil Wąsacz. Wkrótce przedłożył on jednak na posiedzeniu Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów projekt zawierający wniosek, że co prawda nie należy wstrzymywać już rozpoczętego procesu prywatyzacji, lecz powinno się rozważyć możliwość utworzenia spółki Polski Cukier. Miałaby ona powstać po zakończeniu prywatyzacji grupowej; w jej skład weszłoby szesnaście wydzielonych cukrowni. Ministerstwo Skarbu Państwa już wybrało doradcę, który ma zbadać możliwości utworzenia Polskiego Cukru. Ale na posiedzeniu KERM wręcz zakwestionowano celowość proponowanego przedsięwzięcia. Najwięcej wątpliwości wywołały jego konsekwencje ekonomiczne - wobec cukrowni i skarbu państwa. Nie zrażone takim przyjęciem projektu MSP przedłożyło rządowi dodatkowe wyjaśnienia.
Równocześnie zwolennicy powołania Polskiego Cukru SA przekonywali, że ich pomysł jest możliwy do realizacji. Negocjacje doprowadziły do dość oczywistej konkluzji, że aby spółka mogła istnieć i przynosić zyski, powinna objąć jak największy limit produkcji cukru. Przy osiągnięciu rentowności nie niższej niż 8 proc. (co jest wyjątkowo ryzykownym założeniem) miałaby ona spłacić swoje zadłużenie (szacowane na kilkaset milionów złotych) w ciągu 1,5-2 lat. - Minister skarbu obiecał, że na dofinansowanie Polskiego Cukru SA jest w stanie przekazać ok. 30 proc. wpływów z prywatyzacji sektorowej, czyli 300 mln zł - tłumaczy Grzegorz Ryczek, jeden z twórców projektu. W zamian państwo zwiększyłoby swoje udziały w spółce. Twórcy projektu nie kryją, że dążą do tego, by cukrowy holding objął więcej niż szesnaście wcześniej proponowanych fabryk, co jest zupełnie sprzeczne z realizowanym w Polsce programem prywatyzacji tej branży.
Tymczasem w połowie marca 2000 r. minister Wąsacz, nie czekając na decyzję rządu w sprawie powołania Polskiego Cukru SA, wysłał do prezesów wszystkich cukrowni pismo nakazujące im wstrzymanie wydawania tzw. akcji pracowniczych. - Jest to decyzja ministerstwa - twierdzi Beata Jarosz, rzecznik prasowy resortu. Jednakże z wydanego 29 lutego oświadczenia czterech posłów AWS (Elżbiety Barys, Adama Bieli, Mariana Dembińskiego i Tomasza Wójcika) jednoznacznie wynika, że zrobiono to na ich żądanie! - Decyzja ta wpłynie na dalsze opóźnienie prywatyzacji cukrowni oraz może doprowadzić do ich bankructw - ocenia poseł Jan Wyrowiński (UW), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ministerstwo Skarbu nie zgadza się z taką oceną i tłumaczy, że decyzja szefa resortu ma wręcz usprawnić podnoszenie kapitału w cukrowniach, zaraz po prywatyzacji. Z kolei Grzegorz Ryczek tłumaczy, że powodem wstrzymania wydawania akcji jest to, że każdy ich właściciel mógłby blokować, choćby poprzez pozew do sądu, proces tworzenia Polskiego Cukru SA.
17 marca wicepremier Balcerowicz przyjął szefów największych organizacji działających w branży cukrowniczej. Wszyscy wyrazili swoje zaniepokojenie decyzją ministra Wąsacza i wskazali, że próby tworzenia holdingu Polski Cukier i wstrzymania realizacji przyjętego programu prywatyzacji cukrowni są sprzeczne z interesami nie tylko producentów, ale prze-de wszystkim konsumentów. Przy okazji wicepremier Balcerowicz zakomunikował, że KERM nie zaakceptował żadnej formy ustanowienia spółki Polski Cukier. - W tej sytuacji zupełnie nie rozumiem powodów takiego zaangażowania ministra skarbu w proces jej utworzenia. Czyżby istotnie stał się on jej zakładnikiem? - zastanawia się poseł Wyrowiński. - Tu nie chodzi o dobro polskiego cukrownictwa, lecz o polityczne i finansowe interesy wąskiego grona osób - ocenia Stanisław Barnaś ze związku plantatorów. - Zaproponowana przez zwolenników powołania Polskiego Cukru SA restrukturyzacja może się zakończyć takim samym fiaskiem jak program NFI - obawia się Zygmunt Auguścik, wiceprzewodniczący Sekcji Krajowej NSZZ "Solidarność" Pracowników Przemysłu Cukrowniczego.
Pesymiści przewidują jeszcze gorszy scenariusz: zniecierpliwione banki, które dały cukrowniom kredyty, gdyż liczyły na rychłą ich prywatyzację, zlicytują je za długi. Inwestorzy kupią zbankrutowane cukrownie nie od ministra skarbu, lecz od syndyków za 30 albo nawet 10 proc. ich wartości. Pracownicy i plantatorzy stracą pakiety socjalne, a skarb państwa wpływy, z których miałby finansować utworzenie Polskiego Cukru SA. W rezultacie za prywatyzację cukrownictwa zapłaci podatnik.
Okładka tygodnika WPROST: 14/2000
Więcej możesz przeczytać w 14/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0