Liga kryminalistów

Liga kryminalistów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Aż 21 procent zawodników amerykańskiej ligi futbolowej popełniło poważne przestępstwa
Nazwiska gwiazd amerykańskiego futbolu częściej trafiają ostatnio do kroniki policyjnej niż sportowej. Rae Carruth z Carolina Panthers stał się sławny z powodu wynajęcia zabójców swej ciężarnej dziewczyny, Ray Lewis, gracz Baltimore Ravens, jest podejrzany o podwójne morderstwo w stylu O.J. Simpsona, a na kilku innych zawodnikach National Football League ciąży podejrzenie o handel narkotykami, napady i kradzieże.
O stosowanie przemocy i handlowanie narkotykami oskarżani są nie tylko sportowcy z NFL, bożyszcza setek milionów kibiców na całym świecie, ale także zawodnicy z drugiej popularnej ligi USA - National Basketball Association (NBA). Sytuacja ta wzbudza strach nawet wśród amerykańskiej prasy, która potrafiła obalić prezydenta Stanów Zjednoczonych, dziś zaś nie umie przyznać, że sportowcy ci to zwykli przestępcy, a nierzadko gangsterzy.
Kathy Redmond, przewodniczącą Narodowej Koalicji przeciwko Przemocy Sportowców (NCAV), nie zaskoczyło oskarżenie Lewisa o podwójne zabójstwo w Atlancie czy wiadomość o domniemanej zbrodni Carrutha. - Od dawna spodziewałam się podobnych wypadków. A będzie jeszcze gorzej, chyba że sponsorzy, trenerzy i media zrozumieją, z kim mają do czynienia - mówi Redmond. Przewodnicząca NCAV, która została zgwałcona na pierwszym roku studiów przez członka drużyny futbolowej University of Nebraska, przekonuje, że programy wychowawcze w ramach zawodowych lig USA mają wyłącznie charakter kosmetyczny. Ich głównym zadaniem jest obrona szefów przed ewentualnymi pozwami sądowymi. - Zawodnik nigdy nie zgwałci córki trenera, nie obrabuje jego domu, bo wie, co go czeka. Jest bezkarny, bo przynosi miliony swojemu miastu i drużynie. A trener zarabia dzięki niemu na nowego mercedesa - twierdzi Redmond.
Łagodniejsze traktowanie utalentowanych sportowców zaczyna się w USA już w szkole średniej. Dobry baseballista czy koszykarz nie musi się przejmować odrabianiem lekcji, bo dyrektor umie liczyć. Zdobyte przez zawodnika punkty przynoszą szkolnej kasie więcej niż wypracowania. Nierzadko sportowcy otrzymujący stypendia szanujących się uniwersytetów mają problemy z czytaniem czy rozwiązywaniem zadań z programu ósmej klasy szkoły podstawowej. Dlaczego? Bo komisja uczelniana do spraw sportu poświęca czas na szukanie zastępców, którzy przyjdą na zajęcia zamiast zawodnika, czy pomocników zajmujących się pisaniem za niego testów semestralnych. Wszyscy doskonale wiedzą, że Mr Smith nie potrzebuje dyplomu inżyniera czy prawnika i często już po pierwszym roku nauki dziękuje za współpracę. Studia kończy tylko 40 proc. koszykarzy i 
50 proc. futbolistów. Zamiast wyższego wykształcenia wybierają milionowe kontrakty w ligach zawodowych. Dwa lata temu w koszykarskiej drużynie Minnesoty wybuchł skandal. Wyszło na jaw, że wynajęte przez trenera osoby pisały prace semestralne najlepszym zawodnikom.
Aż 21 proc. zawodników grających w lidze futbolowej karanych jest za poważne przestępstwa kryminalne. Tak wynika z książki "Pros and Cons: The Criminals Who Play in the NFL", opublikowanej w 1998 r. Jej autorzy, Jeff Benedict i Don Yeager, nie zdobyli się jednak na analizę wciąż żywych związków sportowców multimilionerów z przestępcami, z którymi nawiązali kontakt w młodości. Ujawnienie ich mogłoby bowiem zagrozić już nie milionowym, ale miliardowym kontraktom korporacji stacji telewizyjnych z ligami oraz samymi zawodnikami. Kto będzie oglądał nawet najlepszego koszykarza, futbolistę czy baseballistę, wiedząc, że z części jego wynagrodzenia finansuje się gangi?
Każdy klub NFL wydaje co roku ponad milion dolarów na analizy psychologiczne mające ustalić, czy sportowiec przysporzy drużynie problemów poważniejszych niż faulowanie rywala. To pieniądze wyrzucone w błoto. Znacznie łatwiejsze i tańsze byłoby przejrzenie kartotek kryminalnych z czasów młodości zawodników oraz dokumentów sądowych dotyczących odsiadek ich kumpli. Ray Lewis z Ravens, zamiast rozsławiać NFL występem w meczu gwiazd w Honolulu, siedział w więzieniu i zastanawiał się, czy podać nazwiska kumpli, którzy - zdaniem policji - mieli wiele wspólnego z zasztyletowaniem dwóch młodych mężczyzn przed nocnym klubem w Atlancie. Miał nad czym myśleć.
Nikt w Ameryce nie chce słyszeć, ilu sławnych sportowców podpisuje w swoim życiu dwa kontrakty sponsorskie. - Pierwszy w wieku dwunastu, czternastu lat - z miejscowym gangiem i handlarzami kokainą, a drugi już później - ze słynnymi klubami oraz koncernami szczycącymi się tym, że dany zawodnik reklamuje ich produkty - mówi Kelly Davis, detektyw z chicagowskiej policji i współwłaściciel firmy zajmującej się ochroną sławnych sportowców. Davis, będący szefem ochrony Dennisa Rodmana, kiedy ten ostatni grał w Chicago Bulls, jest jedyną osobą, która zgodziła się rozmawiać na ten temat.
Zasada jest prosta. - Kiedy członkom gangu wpada w oko młody utalentowany chłopak z getta Nowego Jorku, Miami, Chicago czy Los Angeles, przedstawia mu się propozycję nie do odrzucenia: my zajmujemy się twoją ochroną przed innymi gangami, dajemy ci najlepszy sprzęt sportowy, finansujemy twoje wyżywienie, a ty masz tylko jedno życiowe zadanie - trafić do ligi zawodowej. Wtedy zaczniesz nam spłacać swoje długi - opowiada Davis. Kilkunastoletni chłopak często nie ma wyboru. Odmowa może oznaczać wyrok śmierci.
Z takiego "sponsorowania" korzystało podobno wielu grających do dziś i podziwianych zawodników. Na przykład najlepszy snajper NBA minionego roku, rozgrywający Philadelphia 76ers Allen Iverson, Kevin Garnett z Minnesoty Timberwolves, który po skończeniu gry w szkole średniej w czarnej dzielnicy Chicago podpisał największy zawodowy kontrakt w historii amerykańskiego sportu (127 mln USD), czy rozgrywający Chicago Bulls Randy Brown. Na meczach w najdroższych rzędach United Center (450 USD za miejsce) można spotkać handlarzy narkotykami czy szefów gangów.
Bilety to drobna część spłaty za przeszłość. Do obowiązku supergwiazdy należy też kupienie "sponsorom" flotylli mercedesów i dostarczenie potrzebnej gotówki. Kelly Davis nie wie, ile milionów dolarów będzie kosztowało Raya Lewisa wyjście z więzienia. Nie wątpi jednak, że wkrótce zgłosi się na policję ktoś, kto weźmie na siebie jego winę, nie bacząc, że resztę życia spędzi w zamknięciu. Przyjaciele Lewisa zadbają o swoją inwestycję. Zmuszą któregoś z mniej ważnych członków gangu, by przyznał się do winy. W zamian zapewnią mu w więzieniu dostęp do narkotyków, panienek i innych rozrywek, które opłaci zarabiający miliony gwiazdor Baltimore Ravens.
"Można człowieka wyrwać z getta, ale nigdy nie wyrwie się getta z człowieka". To powiedzenie sprawdza się też w wypadku bokserów. Podczas pobytu w Wielkiej Brytanii Mike Tyson wydał na zakupy dla siebie i swoich kumpli ponad dwa miliony dolarów. Zapytany, jak może przepuścić taką fortunę przez kilka godzin, odparł bez chwili zastanowienia: "Jutro mogę już być w więzieniu albo nie żyć. Muszę korzystać z życia, póki je jeszcze mam". Kiedy Andrzej Gołota rozpoczynał treningi w sali Windy City Roberta O'Donnella, jej właściciel miał podpisany kontrakt z Kennym Bowmanem, obiecującym pięściarzem wagi średniej, który miał wkrótce walczyć o ćwierć miliona dolarów i szansę na mistrzostwo świata z samym Pernellem Whitakerem. - Do walki nigdy nie doszło - mówi O'Donnell. - Kenny nie zapłacił za ochronę "promotorom", więc kazali mu to odrobić, sprzedając tanią kokainę (crack) na ulicach getta. Wpadł w ręce policji podczas dwudziestodolarowej transakcji.
Nietrudno się domyślić, dlaczego milczą na ten temat zarówno media, jak i szefowie ligi, tacy jak Paul Tagliabue z NFL. Po oskarżeniu Lewisa i informacjach, że Cecil Collins z Miami Dolphins będzie odpowiadał za włamanie, a Tamarick Vanover z Kansas City Chiefs jest pod obserwacją FBI z powodu handlu kradzionymi samochodami i przewozu kokainy, komisarz NFL powiedział: "Nie jesteśmy odseparowani od społeczeństwa, ale nie możemy też być przygotowani na poważne problemy, jakie mają nasi zawodnicy". Paul Tagliabue nie wspomniał jednak, że otrzymywanie milionów dolarów za uprawianie sportu powinno być przywilejem i że problem wykroczeń można zlikwidować poprzez zakaz zatrudniania graczy z poważnymi wyrokami sądowymi. Ale kto by chciał płacić za oglądanie uczciwych przeciętniaków?


Więcej możesz przeczytać w 14/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0