Talibowie - zdrajcy islamu

Talibowie - zdrajcy islamu

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Duszanbe można kupić samochód, broń, narkotyki i wynająć przewodnika do Afganistanu
Nauczyciel Salech Hoszem, uciekinier z Kabulu osiadły w wiosce Karauł Tiube na północy Afganistanu, marzy o powrocie do rodzinnego miasta. - Co noc śni mi się, że chodzę po ulicach Kabulu, ale nie tego, który jest teraz, ale tego z czasów doktora Nadżibullacha - mówi. Takiego Kabulu już jednak nie ma. Salech uciekł, by nie stać się ofiarą walk między odłamami opozycji. Później uciekał przed talibami - do Mazar-i-Szarif. Kiedy talibowie zajęli to miasto, schronił się w Karauł Tiube. Dalej nie ma dokąd uciekać. W Karauł Tiube żyje 1800 rodzin - uchodźcy stanowią przynajmniej połowę mieszkańców. Wszyscy przeszli podobną drogę, a teraz wegetują w katastrofalnych warunkach: nie ma bieżącej wody, brakuje jedzenia i lekarstw.
Dla nich - paradoksalnie - jedyną szansą powrotu do domów są amerykańskie bombardowania Afganistanu i wyzwolenie przez wojska Sojuszu Północnego.
- Gdzie mamy pójść? Tadżykistan nas nie wpuści, chociaż to nasi rodacy, a do talibów nie wrócimy - wzdycha Hoszem. Na razie talibowie są zaledwie cztery kilometry od wioski. Hoszem obawia się jednak nie tylko ich, ale także kłótni w obozie Sojuszu Północnego i dalszych walk, nawet po zajęciu Kabulu.

Islamska Republika Afganistanu
W mozaice politycznej i etnicznej Afganistanu Karauł Tiube to nic szczególnego - mieszkańcy są Tadżykami i uważają za swego przywódcę prezydenta Burhanuddina Rabbaniego. Kaiu Khan, naczelnik wioski, podkreśla, że to oni są bogobojnymi muzułmanami, a talibowie oszustami, wręcz zdrajcami islamu. Kaiu Khan z pogardą traktował wszystkich uchodźców z dużych miast. Kilka lat temu walczył przeciwko nim i Rosjanom w górach o stworzenie Islamskiej Republiki Afganistanu. Dzisiaj ta republika to zaledwie 15 proc. terytorium kraju.
Kaiu Khan nie lubi Pakistanu i Ameryki, bo to oni wymyślili talibów i ich popierali. - Najpierw walczyliśmy z Rosją, a potem z Pakistanem - twierdzi. To właśnie takich jak on boją się nastawione laicko władze w tadżyckim Duszanbe. Kaiu Khan nie myśli jednak o eksporcie rewolucji - marzy mu się, że on i jego ludzie będą mieli co jeść i co pić, a wojsko wypędzi talibów. Paradoksalnie to właśnie Amerykanie mogą spełnić jego marzenia.

Wrota Afganistanu
Na lotnisku w Duszanbe codziennie zbiera się tłum oczekujący przybycia zagranicznych dziennikarzy, którzy stali się atrakcją miasta i głównym źródłem dochodów. Od razu po przylocie można kupić samochód, broń, narkotyki i wynająć przewodnika do Afganistanu. Tadżykistan stał się wrotami Afganistanu, a dokładnie do antytalibańskiego Sojuszu Północnego. Tędy idą transporty z pomocą humanitarną i bronią, a także pieniądze dla tadżyckich władz.
Mieszkańcy Tadżykistanu patrzą na to, co się dzieje za południową granicą, nie tylko z nadzieją na szybki zysk, ale także z trwogą. Politolog Ustod Muczacharai, którego rodzina uciekła do sąsiedniego Kazachstanu, dobrze pamięta wojnę domową. - Dopiero teraz dzięki prezydentowi, który rozprawił się z fundamentalistami islamskimi, nie boję się wyjść nocą na ulicę. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia - wspomina.
Dzięki temu Tadżykistan nie stał się drugim Afganistanem. Ustod z trwogą patrzy na Kabul - dla niego głównym zagrożeniem są afgańscy uchodźcy. Według oficjalnych danych, na granicy tadżycko-afgańskiej koczuje 10 tys. osób. W razie wybuchu walk w Afganistanie ta liczba może wzrosnąć nawet do 300 tys., co w biednym Tadżykistanie mogłoby spowodować klęskę głodu. Oprócz problemów ekonomicznych Tadżycy obawiają się eksportu islamskiej rewolucji. To oni stanowią trzon Sojuszu Północnego, a nie tak dawno pomagali rodakom w czasie wojny domowej.

Rosyjski gwarant
Od kilku lat głównym gwarantem pokoju w Tadżykistanie jest rosyjska armia.
Na granicy tadżycko-afgańskiej stacjonuje 20 tys. rosyjskich żołnierzy z 201. Dywizji Desantowej. Ostatnio rosyjskie posterunki pograniczne są codziennie ostrzeliwane przez talibów. Tadżycko-afgańska granica to jeden z najbardziej uczęszczanych szlaków narkotykowych na świecie. Tylko w tym roku zarekwirowano tam osiem ton narkotyków, głównie heroiny. Wojna przyczyniła się do rozwoju tego procederu - w ostatnim
roku przemyt wzrósł dwukrotnie. Oficjalnie w Afganistanie uprawa maku opiumowego jest zabroniona, ale w rzeczywistości jest to główne źródło dochodów dla obu stron konfliktu. Tylko za pieniądze z narkobiznesu można kupić broń.



Więcej możesz przeczytać w 41/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0