Dyplomacja kulturalna

Dyplomacja kulturalna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Największą prezentację polskiej kultury na Zachodzie współtworzyli i reklamują Belgowie
Decyzja o tym, by ostatnie edycje festiwalu Europalia poświęcić kandydatom do Unii Europejskiej, była w jakimś sensie decyzją polityczną. Tak się złożyło, że po prezentacjach czeskiej i węgierskiej polskie Europalia wypadają efektowniej, a ich program jest daleko obszerniejszy. Świetnym pomysłem było oficjalne otwarcie festiwalu koncertem Sinfonii Varsovia pod batutą Jerzego Semkowa, ponieważ koncert jest wydarzeniem bardziej spektakularnym niż na przykład wernisaż, dłużej skupiając uwagę większej grupy ludzi. 1 października w sali brukselskiego Palais des Beaux-Arts dwutysięczna publiczność z belgijską parą królewską i polską parą prezydencką gorąco oklaskiwała naszych muzyków (był nawet bis). Podobno było to pierwsze takie rozpoczęcie Europaliów po szesnastu już edycjach tego festiwalu.
Stało się tak nie bez kozery - muzyka, zwłaszcza poważna, jest dziedziną, w której mamy szczególnie wiele osiągnięć. Koncertów na Europaliach, licząc łącznie z nikłą niestety prezentacją jazzu (tylko trzy występy Tomasza Stańki) i folku (Zespół Polski, Trebunie-Tutki i Kroke), przewidziano aż sto czterdzieści. Nie tylko zresztą nasze, ale i belgijskie orkiestry grają polską muzykę - Szymanowskiego, Moniuszkę, Lutosławskiego. Prasa pochwaliła już pierwsze koncerty, w tym inauguracyjny, a Piotr Anderszewski, który wystąpił tu parę dni wcześniej, został okrzyknięty nowym Glennem Gouldem.

Atrakcje dla oka
Sztandarowa ekspozycja "Przedwiośnie", prezentująca sztukę Młodej Polski w Palais des Beaux-Arts, także otwarta z udziałem głów obu państw, została w jednych gazetach pochwalona, w innych zganiona za nadmierną obecność malarstwa wtórnego. Ta sama jednak dziennikarka "Le Soir", która tak negatywnie oceniła wystawę, nazajutrz opublikowała entuzjastyczny artykuł o Brunonie Schulzu, którego rysunki można obejrzeć w galerii na przedmieściach Brukseli.
Ostatnio w belgijskiej stolicy otwarto też wystawę polskiej art deco, a za kilka dni brukselczycy zapoznają się z pracami międzywojennych awangardzistów z grupy a.r. - Katarzyny Kobro, Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego. Inną część słynnej kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi obejrzą mieszkańcy Gandawy. Z zainteresowaniem oczekiwana jest wystawa fotograficzna "I ciągle widzę ich twarze", poświęcona przedwojennej społeczności polskich Żydów. Ale nie będzie tylko poważnie. Pod koniec miesiąca Polacy ubiorą symbol Brukseli - siusiającego chłopczyka zwanego Manneken-Pis - w husarską zbroję (nie będziemy pierwsi, kolekcję jego strojów przechowuje Muzeum Miasta Brukseli). Planowana jest bogata prezentacja polskiej twórczości filmowej - największych osiągnięć nie tylko fabuły, ale i dokumentu oraz animacji. Na projekcjach niektórych filmów będą obecni ich reżyserzy.

Dla zwykłego Belga
W wyborze poszczególnych dziedzin, wydarzeń i artystów decydujący głos miała strona belgijska. Z powodu bariery językowej ograniczono prezentację teatru i literatury. Polscy organizatorzy chcieli włączyć do programu muzycznego o wiele więcej utworów współczesnych. Belgowie się nie zgodzili, twierdząc, że zwykła publiczność na takie imprezy nie przyjdzie. Pod tym kątem ułożono też program koncertu inauguracyjnego: oczywiście Chopin i Moniuszko, uzupełnieni... Brahmsem. O wiele ciekawszy był przecież koncert sprzed paru dni, na którym orkiestrą z LiŻge dyrygował Antoni Wit, a Piotr Anderszewski grał IV Symfonię "Koncertującą" Szymanowskiego. Wcześniej orkiestra ze Strasburga z polskimi solistami przedstawiła wykonanie koncertowe "Króla Rogera". Szymanowski jednak był za trudny na "wejście".
Uważnie czuwano nad programem plastycznym: belgijski komisarz nie zgodził się na przykład na włączenie do "Przedwiośnia" obrazów Piotra Michałowskiego. Jednak to właśnie gospodarzom wystawa zawdzięcza atrakcyjny sposób prezentacji, zwłaszcza znakomite przedstawienie twórczości Wyspiańskiego, który - obok Witkacego - jest dla tamtejszej publiczności odkryciem. Wizyjność malarstwa Witolda Wojtkiewicza czy Wojciecha Weissa, Władysława Podkowińskiego czy Aleksandra Gierymskiego ma swoje odpowiedniki w sztuce belgijskiej (na przykład niektóre obrazy Weissa mogą się kojarzyć z twórczością Jamesa Ensora), ale jest jednak nieco inna, więcej w niej gorączki i desperacji. Dlatego zakładano, że może Belgów zaciekawić. Wzgląd na zwykłego widza zaowocował również całkowitą niemal nieobecnością sztuki współczesnej – poza prezentacjami Abakanowicz, Kantora i Dwurnika oraz (jako impreza towarzysząca) gandawską wystawą Mirosława Bałki.
Belgowie dyktują i promują. Okrojeniu polskiego bud-żetu Europaliów "zawdzięczamy" brak szczegółowych materiałów promocyjnych. Instytut Adama Mickiewicza sam wydał tylko katalog ogólny. Pozostałe materiały wydaje strona belgijska - w tym tylko niektóre we współpracy z Polakami. Może to i lepiej? Jest w tym kraju wielu znawców polskiej kultury (o wiele więcej niż w Polsce specjalistów od kultury belgijskiej).


Więcej możesz przeczytać w 41/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0