Urząd Ochrony Partii

Urząd Ochrony Partii

Dodano:   /  Zmieniono: 
O co chodzi w reformie służb specjalnych i nowelizacji ustawy lustracyjnej
Nie rozumiem manii reformatorskiej ogarniającej niektóre rządy krajów Europy Środkowej. W wypadku służb specjalnych liczy się treść, a nie forma. Mam tymczasem wrażenie, że na treści mało komu zależy. Nie jest ważne, jak agent jest ubrany. Ważne jest, co potrafi - powiedziała specjalnie dla "Wprost" Stella Rimington, była szefowa brytyjskiego MI5.
Wyjaśnienie, o co w obecnym zamieszaniu wokół UOP chodzi, jest stosunkowo proste. Po pierwsze, trzeba było spełnić obietnice (złożone rok temu w obecności prezydenta) powołania Zbigniewa Siemiątkowskiego na szefa UOP i Marka Dukaczewskiego na szefa WSI. Po drugie, najwięcej nie chcianych ludzi można wymienić tylko podczas restrukturyzacji, stąd plany likwidacji UOP i WSI oraz powołania Agencji Wywiadu, Agencji Kontrwywiadu oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po trzecie, kilkuset byłym funkcjonariuszom zebranym przez Zbigniewa Siemiątkowskiego w Stowarzyszeniu Byłych Oficerów UOP obiecano pracę, ale etatów starczy zaledwie dla kilkudziesięciu. Niedotrzymanie obietnic można więc usprawiedliwić tylko restrukturyzacją. Po czwarte, nowa władza - jak każda w III RP - przecenia znaczenie opanowania służb przez swoich ludzi, bo ich wiedza o przeciwnikach politycznych jest mizerna i nie pomaga wygrywać wyborów. Bywało wręcz odwrotnie. Po piąte, każda władza chce coś w służbach zmienić, po czym okazuje się, że pozostają one takie same. Mało tego, nadzorujący je cywile dają się uwieść bijącym obcasami oficerom.

Pośpiech w fatalnym stylu
Takie są realia - wszystko inne jest tylko zaciemnianiem intencji. Nowa władza twierdzi, że chodzi jej wyłącznie o interes państwa, uproszczenie i odpolitycznienie służb. Mówi tak każdy koalicyjny członek Komisji ds. Służb Specjalnych, ze Zbigniewem Siemiątkowskim, głównym orędownikiem zmian, na czele. Mówi tak Lech Nikolski, szef gabinetu politycznego premiera, a wreszcie sam Leszek Miller. Jedno w tym, co mówią, ma głębszy sens - zerwanie z mianowaniem oficerów na szefów służb. Taki jest standard w krajach demokratycznych. Opozycja mówi o czystkach i ustawianiu służb wedle własnych interesów. I to jest prawda, tyle że żadnej władzy nie można odmówić do tego prawa: chce pracować z ludźmi, do których ma zaufanie.
Pozostaje tylko kwestia stylu, w jakim przeprowadza się zmiany. I tym razem ten styl jest po prostu kiepski. Chcąc się szybko pozbyć Zbigniewa Nowka, szefa UOP, koalicja zaczęła działać jak czekiści. Bez konsultacji z klubami prezydium Sejmu powołało Komisję ds. Służb Specjalnych, w której znalazł się tylko jeden przedstawiciel opozycji. - Komisja powstała na zasadzie dyktatu. To wyraźny sygnał: nie będzie żartów i żadnej taryfy ulgowej. Służby specjalne będą poddane partyjnemu dyktatowi - mówi rozczarowany Konstanty Miodowicz, poseł PO. - Komisja po prostu była potrzebna, żeby szybko zaopiniować wniosek o odwołanie szefa UOP - tłumaczy jej członek, poseł Józef Gruszka (PSL). Tyle że komisja spieszyła się aż tak bardzo, iż opinii nie wydała. Wprawdzie Zbigniew Wassermann, jej przewodniczący, poseł Prawa i Sprawiedliwości, przyznał, że komisja przyjęła do wiadomości wniosek o odwołaniu szefa UOP, ale przyjęcie do wiadomości to nie to samo co opinia. Na szczęście sam Zbigniew Nowek podał się następnego dnia do dymisji.

Uczulenie na UOP
Wybór Zbigniewa Wassermanna na przewodniczącego był bardzo sprytnym posunięciem koalicji. Wassermann wielokrotnie publicznie manifestował swoją niechęć do UOP. Jako prokurator nadzorował śledztwo przeciwko funkcjonariuszom urzędu. Gdy minister sprawiedliwości Lech Kaczyński zwracał się do premiera, by mianował Wassermanna prokuratorem krajowym, Jerzy Buzek odmówił, twierdząc, że będzie on "niszczył UOP". Wassermann będzie więc firmował likwidatorskie posunięcia rządzącej koalicji, bo jego nastawienie do UOP jest jeszcze bardziej negatywne niż koalicyjnych członków komisji. - Nie rozumiem PiS. Zbigniew Wassermann będzie odgrywał rolę listka figowego - mówi Bronisław Komorowski, były minister obrony, poseł PO. - Ten wybór jest wielce niepokojący dla przyszłości służb. Przecież to człowiek, który otwarcie oskarżał UOP o utrudnianie śledztw - dodaje Jan Lityński (UW), członek Komisji ds. Służb Specjalnych w poprzedniej kadencji. Zapowiedziano wprawdzie poszerzenie komisji do dziewięciu członków, ale najważniejsze decyzje podejmie ona w pięcioosobowym składzie.

Lustrowanie lustracji
Podobnie koalicja, wspierana przez kancelarię prezydenta, postępuje w sprawie lustracji. Zmiana ustawy lustracyjnej przedstawiana jest jako akt sprawiedliwości dziejowej, tymczasem w sądzie lustracja de facto przebiega w trybie postulowanym przez reformatorów, nie trzeba nawet definiować pojęcia współpracy. - Obowiązuje przecież wykładnia tego pojęcia dokonana przez Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy. Propozycja prezydenta jest do niej podobna. Dotychczas sąd nie orzekał wyłącznie na podstawie zapisów ewidencji i kartotek służb bezpieczeństwa. W każdym wypadku badał teczkę pracy, teczkę personalną i analizował zeznania świadków - tłumaczy sędzia Barbara Trębska, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Zamieszanie wokół lustracji ma udowodnić, że poprzednia praktyka była wadliwa i teraz SLD to naprawi, jak zresztą naprawi wszystko, co zepsuł rząd Jerzego Buzka. Czy dla tak banalnych powodów warto się tą sprawą zajmować? - Nawet najwięksi przeciwnicy lustracji dobrze wiedzą, że obecnie obowiązująca ustawa jest liberalna. Podobny stosunek do niej mają sami sędziowie. Nie widzę więc potrzeby, by ją zmieniać - mówi Bogdan Pęk, poseł PSL, jeden z twórców ustawy.

Igrzyska emocji
Reformatorzy nie są jednak tak do końca bezinteresowni. Projekt nowelizacji wyłącza bowiem spod ustawy lustracyjnej agentów wywiadu, kontrwywiadu i Straży Granicznej. A z tymi służbami najczęściej współpracowali członkowie byłej PZPR, z których część znalazła się w szeregach SLD. Nowela jest więc dla nich prezentem. - Tak szerokie wyłączenie współpracowników wywiadu i kontrwywiadu spowoduje, moim zdaniem, że lustracja będzie dotyczyła wąskiego grona. Jej zasięg będzie więc ograniczony - mówi sędzia Trębska. - Takie propozycje mogą doprowadzić do ewentualnego uniknięcia procesów polityków, którzy znaleźli się w nowym Sejmie lub weszli do rządu - uważa Bogdan Pęk. I jeśli nowelizacja ustawy ma jakikolwiek sens, to właśnie taki.
A może zmiany w służbach specjalnych i nowelizacja ustawy lustracyjnej mają jeszcze inny podtekst, na który uwagę zwraca Bronisław Komorowski: - SLD nie ma pomysłów na rozwiązanie trudnych problemów gospodarczych, więc funduje społeczeństwu igrzyska emocji. Działalność UOP zawsze rodziła kontrowersje, a więc w ten sposób łatwo można odwrócić uwagę od rzeczywistych problemów.

Więcej możesz przeczytać w 44/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0