Republika odrzuconych

Republika odrzuconych

Dodano:   /  Zmieniono: 
25 milionów Rosjan z republik byłego ZSRR kartą przetargową Putina
W Uzbekistanie żyć nie chcę, w Rosji nie mogę - mówi Jurij Agafonow, jeden z tysięcy Rosjan, którzy mimo że całe życie spędzili w Taszkiencie, postanowili wrócić do Moskwy. - Uzbecy traktowali nas jak bydło, ale tutaj nasi bracia Rosjanie odnoszą się do nas jeszcze gorzej - opowiada Jurij w biurze organizacji Memoriał. Trafił tu, ponieważ - jak twierdzi - miejscowe władze urządziły jemu i wielu innym przesiedleńcom "małą Czeczenię pod Moskwą".

Zaklęty krąg
Jurij Agafonow zdecydował się na przyjazd do Rosji dwa lata temu, bo nie chciał być obywatelem drugiej kategorii. Obiecano mu mieszkanie i pracę. Okazało się jednak, że mieszkanie to barakowóz w rejonie czechowskim okręgu moskiewskiego. Pracy nie było, ale można było zarobić na budowach. Wkrótce jednak Agafonowa i innych mężczyzn zaczęli nachodzić milicjanci, odbierając nielegalnie zarobione pieniądze. Kto nie chciał oddać, trafiał na kilka dni do aresztu - za pracę na czarno i brak moskiewskiego zameldowania. Meldunku dostać nie mogli, bo nie byli legalnie zatrudnieni. Koszmar uchodźców z Uzbekistanu trwał ponad rok. Skończył się, gdy o wszystkim dowiedziały się organizacje obrony praw człowieka. Ale - jak twierdzą przedstawiciele Memoriału - to, co spotkało Agafonowa, nie jest wyjątkiem. To typowy los Rosjanina, który zdecydował się wrócić do kraju.
Zderzenie z nową rzeczywistością bywa dla Rosjan bardzo bolesne. Przez długie lata we wszystkich republikach Związku Radzieckiego stanowili grupę uprzywilejowaną. Dziś w starej ojczyźnie stają się pariasami. Leninowski internacjonalizm był fikcją - rosyjska kultura dominowała, rosyjski był językiem władzy w całym ZSRR. Pod przykrywką równości narodów dokonywała się rusyfikacja.

Koniec człowieka radzieckiego
Po upadku ZSRR nagle okazało się, że nie ma ludzi radzieckich, ale są Rosjanie, Ukraińcy czy Kazachowie. Byłe republiki przekształciły się w samodzielne państwa, ale żyją w nich miliony Rosjan, którzy z dnia na dzień stali się gośćmi, chociaż tutaj się urodzili czy mieszkali przez kilkadziesiąt lat.
Ilia Zimin z wydawanej w Ałma Acie gazety "451 Stopni Fahrenheita" potrafi podać kilkanaście przykładów łamania praw ludności rosyjskojęzycznej przez władze kazachskie. Po odzyskaniu niepodległości w wielu byłych republikach radzieckich Rosjanie zaczęli mieć kłopoty ze znalezieniem atrakcyjnej pracy, likwidowane były rosyjskie szkoły i przedszkola. Rektorami czy dyrektorami przedsiębiorstw z dnia na dzień zostawali przedstawiciele ludności miejscowej, a Rosjanie - bez względu na kwalifikacje - byli wyrzucani na bruk. Zimin przyznaje jednak również, że jego rodacy szukający dobrze płatnego zajęcia wciąż uważają za zniewagę wymóg znajomości kazachskiego. Na Łotwie i w Estonii protestowali przeciwko dyskryminacji, kiedy miejscowe władze zażądały, by starający się o pracę zdawali egzaminy językowe.
W dawnych republikach radzieckich żyje około 25 mln Rosjan. Nie są już u siebie, ale nie mają za co i dokąd wrócić. - Cały świat o nich zapomniał - żali się Zimin. - Wszystkie organizacje międzynarodowe zajmujące się obroną praw człowieka, które tak krzyczą w sprawie dyskryminowania Czeczenów, nie robią nic, aby bronić praw tych 25 milionów.

Lobby ludzi bez ojczyzny
W czasach Jelcyna temat rosyjskiej diaspory prawie wcale się nie pojawiał w moskiewskiej polityce zagranicznej. Oprócz pisania oświadczeń i not protestacyjnych władze nie robiły niemal niczego dla swoich pobratymców. Kilka miesięcy temu sytuacja diametralnie się zmieniła - prawa Rosjan stały się kartą przetargową w kontaktach z krajami WNP. Żelaznym punktem wizyt Władimira Putina w tych państwach są spotkania z przedstawicielami organizacji ludności rosyjskojęzycznej.
Na Kremlu niedawno zakończył się Kongres Wspólnot Rosyjskich. Było to pierwsze tego typu spotkanie. "Każdy Rosjanin musi mieć prawo powrotu do ojczyzny, ale też nikt nie może być dyskryminowany z powodów narodowościowych w kraju, w którym mieszka. Rosja o was nie zapomni" - powiedział prezydent Putin. Delegaci przyjęli jego słowa owacją.
Co zrobić z milionami Rosjan, którzy zamieszkują tzw. bliską zagranicę? "Komsomolskaja Prawda" ogłosiła akcję "Wybierz Rosję na miejsce życia". Redakcja namawia wszystkich, którzy chcą wrócić do ojczyzny, aby zrobili to jak najszybciej, i pomaga przesiedleńcom znaleźć pomoc w Rosji. Akcja prowadzona jest nie tylko z pobudek patriotycznych. Na jej zorganizowanie miał również wpływ kryzys demograficzny. Co roku liczba mieszkańców federacji zmniejsza się o 700 tys. osób.
Inaczej problem opisuje "Niezawisimaja Gazieta", według której w republikach poradzieckich trwa "duchowe unicestwianie Rosjan", a receptą na to są samoorganizacja i naciski władz na rządy państw ościennych. "Rosja jest chyba jedynym krajem, który nie umie wyegzekwować u swoich dłużników praw dla swoich obywateli" - twierdzi gazeta, przypominając, że wszystkie państwa WNP są mniej lub bardziej uzależnione finansowo od Moskwy. Zdaniem "Niezawisimej Gaziety", Rosjanie powinni umacniać swoją pozycję, pielęgnować własny język i kulturę, ale nie wracać do kraju, tylko raczej starać się przetrwać w obcym żywiole.

Witajcie w domu
Jeśli wierzyć deklaracjom, nowa imigracyjna polityka Moskwy ma głównie ułatwić Rosjanom powrót do ojczyzny. Znikną wszelkie utrudnienia proceduralne. Osobom, które w rosyjskim konsulacie złożą oświadczenie o gotowości do przeprowadzki, automatycznie zostanie przyznany statut uchodźcy. Będą mogły bez opłaty celnej wwieźć do kraju cały majątek, otrzymają zameldowanie w wybranym przez siebie miejscu, a także prawo do pomocy finansowej i mieszkania. Automatycznie mieszkania dostają jedynie osoby powyżej 60. roku życia. Według Aleksandra Błochina, ministra do spraw federacji, Rosja może w ciągu trzech lat przyjąć 4-5 mln osób. Są to w większości wysoko wykwalifikowani pracownicy.
Błochin przyznaje, że chętnych do przyjazdu jest znacznie więcej, niż zakłada rząd. Na razie na pomoc dla przesiedleńców przeznaczono 1,8 mld rubli; za rok ma to być dwa razy taka kwota. Paradoksalnie sytuacja ludności rosyjskojęzycznej w krajach WNP stale się poprawia, natomiast los migrantów nie. Tysiące żyją w stanie zawieszenia. Dyrektorzy kołchozów traktują ich jak zakładników. Obiecują zameldowanie, ale "później". W oczekiwaniu na poprawę losu uciekinierzy (głównie z republik środkowoazjatyckich) pracują prawie za darmo.

Etniczny czynnik polityczny
Nie wszyscy Rosjanie skłonni są do opuszczenia miejsca, w którym się urodzili. Wielu zna miejscowy język, akceptuje niezależność małej ojczyzny i szuka w niej swojego miejsca. Także przywódcy nowo powstałych państw zaczynają dochodzić do wniosku, że rosyjscy naukowcy i specjaliści są przydatni. W krajach nadbałtyckich istotny okazuje się jeszcze jeden czynnik: Bruksela (a zwłaszcza Parlament Europejski w Strasburgu) ograniczenia praw mniejszości traktuje jak przeszkodę na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej. Właśnie dlatego - przynajmniej oficjalnie - Estonia i Łotwa zmieniły politykę wobec Rosjan. Dzisiaj nie mówią już o asymilacji, lecz integracji z rosyjskojęzycznymi współobywatelami. Kirgizja pierwsza (naturalnie po Rosji) wprowadzi język rosyjski jako urzędowy. Na razie jednak ani rosyjskie media, ani władze zdają się tego nie dostrzegać. Czyżby Kongres Wspólnot Rosyjskich miał być pretekstem dla Putina do wykorzystania problemów mniejszości rosyjskiej w polityce zagranicznej?


Więcej możesz przeczytać w 44/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0