Armia w czadorach

Armia w czadorach

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak Afganki walczą z reżimem talibów
W każdej chwili mogą zostać zlinczowane za niestosowny gest, zbyt głośny śmiech czy nie wypowiedziane jeszcze słowo. Te, które nie mają mężów (po 23 latach wojen co czwarta jest wdową), skazane są na żebractwo, prostytucję albo śmierć głodową - nawet jeżeli kiedyś zrobiły doktorat. W biurach, szkołach i sklepach nie mają czego szukać. Do autobusów wsiadają wyłącznie przez klapę od bagażnika. Na ulicy mogą przebywać jedynie w towarzystwie krewnego, aby niczym koraniczna pramatka Hawwa (biblijna Ewa) nie wystawiały mężczyzn na pokuszenie. Jeśli się nie podporządkują, tłum ma prawo je biczować i ukamienować. Ponieważ nie wolno im pracować, nie ma wśród nich lekarzy, a według szarijatu nie może ich dotykać obcy mężczyzna. Nie mają więc możliwości leczenia się. Tak żyją kobiety w rządzonym przez talibów Afganistanie. Nic dziwnego, że odsetek Afganek popełniających samobójstwa rośnie w zastraszającym tempie.
Przed talibami większość Afganek nie spotkała się z taką dyskryminacją. "Na boga, moja babcia ma 78 lat i nigdy nie nosiła burki" - mówi Ahmadi, żyjąca w USA aktywistka organizacji broniących praw człowieka. Jeszcze przed kilkunastu laty 46-letnia Chandi należała do elity kabulskich adwokatów. Jej sąsiadka Marian, doświadczony chirurg, przeprowadzała skomplikowane operacje w stołecznym szpitalu. Wówczas w Afganistanie kobiety wykładały na uniwersytetach i zajmowały połowę stanowisk w rządzie. Talibowie pod wodzą mułły Omara pozbawili je wszelkich praw i skazali na areszt domowy. Nie wszystkie pogodziły się z losem. Zbuntowane Afganki prowadzą własną podziemną wojnę. Członkinie istniejącego od 1977 r. Rewolucyjnego Stowarzyszenia Kobiet Afganistanu (RAWA), opatulone dzisiaj od stóp do głów w średniowieczne burki, walczą o przywrócenie równych praw dla obu płci. Jak na ironię, gdyby nie wydany przez talibów nakaz chodzenia w workowatych strojach, prowadzenie takiej walki byłoby niemożliwe.

Burka - mundur polowy
Dla członkiń RAWA obowiązek noszenia burki stał się niespodziewanym dobrodziejstwem. Anonimowe, z zasłoniętymi twarzami, przemycają pod fałdami bezkształtnej garderoby książki, ulotki i gazety. Z ukrycia, jakie oferuje czador, filmują okrucieństwa, których dopuszczają się talibowie, a następnie publikują zebrane materiały na własnej stronie internetowej (www.rawa.org). W kraju, w którym kobiety nie mają prawa do edukacji, prowadzą podziemne kursy dla dziewcząt. Informują o istocie praw człowieka i przekonują, że malowanie paznokci nie jest niczym zdrożnym. "Naszym głównym celem jest uświadomienie tym biednym kobietom, że mają prawa i powinny o nie walczyć" - mówi 36-letnia Weeda Mansoor, zasiadająca w jedenastoosobowej radzie oddziału RAWA, działającej w obozie dla uchodźców w pakistańskim Dżalozai.
Afganki nie mogą uczęszczać do szkół, ale zachęcane są do studiowania Koranu. Pod pretekstem wyjaśniania zawiłości księgi RAWA prowadzi ponad sto tajnych szkół w całym kraju. Gdy podczas nauki do domu wkracza urzędnik, dziewczęta ukrywają podręczniki pod burką i zaczynają recytować wersy Koranu. "Nawet żony talibów popierają nasze działania" - podkreśla Mansoor.
Mansoor podróżuje po całym kraju, opowiadając Afgankom, jak wygląda sytuacja kobiet w innych państwach, w tym muzułmańskich. Uczestniczki tych spotkań uczą potem inne kobiety, o co powinny walczyć. - Zgodnie z prawem koranicznym, kobiety tak jak mężczyźni mogą pracować, uczyć się, a nawet zawierać i rozwiązywać małżeństwa. Dopiero dowolna interpretacja prawa w poszczególnych krajach doprowadziła do stopniowego zamykania ich w domach - mówi prof. Ingrid Mattson z Instytutu Studiów nad Islamem Uniwersytetu w Hartford. Benazir Bhutto, premier Pakistanu w latach 1988-1990 i 1993-1996, Megawati Sukarnoputri, obecna prezydent Indonezji, czy Tansu Ciller, premier Turcji w latach 1993-1999, to tylko niektóre przykłady silnej pozycji kobiet w krajach islamskich.

Wiedza i karabin
- Kwestia reprezentacji politycznej kobiet stanie się jednym z pierwszych problemów, jakie będzie musiało rozwikłać narodowe zgromadzenie wybrane wedle demokratycznych procedur. Bez tego rekonstrukcja afgańskiej demokracji nie będzie wiarygodna dla większości społeczeństwa - mówi Thomas Gouttiere, dyrektor Centrum Studiów nad Afganistanem Uniwersytetu Stanu Nebraska w Omaha. Niestety, wyzwolenie kobiet nie jest głównym celem obecnej wojny. Może się stać najwyżej jednym z efektów ubocznych zwycięstwa nad talibami.
W Afganistanie tylko kilka tysięcy dziewcząt otrzymało jakieś wykształcenie. Pozostałe setki tysięcy dorastały, wychodziły za mąż i rodziły dzieci, nie umiejąc czytać ani pisać. Dlatego te, które zdążyły zasiąść w szkolnej ławie przed nadejściem talibów, prowadzą teraz tajne kursy dla młodszych koleżanek. Wierzą, że w wojnie z talibami wykształcenie jest równie ważnym orężem jak karabiny.


Więcej możesz przeczytać w 45/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0