18 listopada 2001

18 listopada 2001

Dodano:   /  Zmieniono: 
Parlamentaryzm zszedł na poziom jawnego oszustwa i błazenady, a polityka stała się narzędziem prywaty
1 Z kłopotami, ale udało się wymusić pokazywanie w Telewizji Polskiej o przyzwoitej porze, niedzielnym wieczorem, biograficznego serialu o Józefie Piłsudskim (w reżyserii Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego). Widać w tym serialu ubóstwo środków i zapał aktorów. Pieniądze na jego realizację dała wyłącznie telewizja publiczna. Serial ma swoje wady i zalety, konwencja reportażu pozwala na dydaktyczny dystans do opisywanych wydarzeń, ale wydarzeń trochę za mało, bo serial po nich skacze i zakłada niezłą wiedzę o historycznym kontekście, w którym działał bohater. Reżyser jednak uznał, że pominięcie szczegółów ułatwi odbiór i nie chciał zamienić opowieści w podręcznik historii. Nie jest to więc podręcznik, lecz opowieść - chyba jednak dla inteligenckiej mniejszości, do której zresztą Piłsudski należał i w której imieniu dwukrotnie sprawował rządy dyktatorskie w Polsce. Nie jest to opowieść dla szerszych mas, które nazwisko Piłsudskiego znają, chociaż nie wiedzą - może poza zwycięstwem w 1920 r. nad Armią Czerwoną - z czym to nazwisko kojarzyć. Reżyser pyta, czy rzeczywiście nie warto było zainwestować w "Piłsudskiego". I dodaje łagodnie, że kiedy ogląda realizowane głównie dla szkół superprodukcje, nie jest pewien, czy nos nie zawodzi producentów i władze kinematografii.

2 Bohater jest skomplikowany, co serial pokazuje. Pytanie, czy Piłsudski może być bohaterem w XXI wieku. Czy był nim w wieku XX? Już w II Rzeczypospolitej zarzucano mu - obok niewątpliwych zasług - niezrozumienie dla nowoczesności. Miał być postacią anachroniczną w świecie parlamentarnej demokracji, którą pogwałcił, wprowadzając dziwaczny dziś dla nas system rządów paternalistycznych. Po klęsce wrześniowej przypomniano sobie o jego niezrozumieniu potrzeb modernizacji wojska polskiego, które opierając się na jednostkach kawalerii, przegrało ze zmotoryzowanym wojskiem niemieckim. Po zwycięstwie komunistów zarzucano mu wreszcie niewłaściwą politykę wschodnią, wyprawę na Kijów i zdradę ideałów socjalizmu. Krytykowany przez Kościół, zwalczany przez narodową demokrację i antyklerykalnych ludowców, stałby się czarną postacią, gdyby nie szczery patriotyzm, jakiego nie mogli mu odmówić nawet wrogowie.

3 Można powiedzieć, że choć zmieniło się tak wiele, problemy, z którymi musiał sobie radzić Piłsudski, pojawiają się również na początku nowego tysiąclecia. Pierwszym dwunastu latom odzyskanej po raz drugi niepodległości towarzyszy hałaśliwy spór o miejsce Kościoła i religii w życiu publicznym. Kraj jest tak biedny i zacofany, że nie wiadomo, jak dopasować go do Europy, a sił zbrojnych nie stać na prowadzenie ćwiczeń. Potomkowie narodowej demokracji zastąpili w Sejmie potomków marszałka, a ludowy idol mantruje ten najbardziej dla duszy polskiej niebezpieczny wątek: Rosja była, jest i będzie potęgą! Parlamentaryzm zszedł na poziom jawnego oszustwa i błazenady, a polityka stała się narzędziem prywaty.

4 Przypomnienie postaci Piłsudskiego jest niewygodne dla wszystkich. Chciał czynu, gdy naród polski po stu latach niewoli już nie bardzo się do czynu nadawał. Taki człowiek nie bardzo dziś pasuje, tak jak nie bardzo pasował za swoich czasów. Kojarzy się z zażegnanym niebezpieczeństwem, jakie stwarzał Wałęsa. Politycy chcą spokoju i stabilizacji. Lewica ma już dość podkreślania sprawy niepodległości, bo nie ma czystego sumienia po kilkudziesięciu latach kolaboracji z Rosją. Tylko "Nie" wpadło na inteligentny pomysł, by połączyć odrodzenie przyjaźni polsko-rosyjskiej przy okazji wizyty Putina ze złożeniem przezeń hołdu pamięci zwycięzcy z 1920 r. Poza tym, jak kiedyś endecja broniła parlamentaryzmu, tak dzisiaj broni go lewica. Na platformie kapitalistycznej marszałek prezentuje się nie najlepiej, bo jego nikłe zainteresowanie kwestiami finansowymi, pomijając zbrojne rekwizycje na koszty nielegalnej działalności politycznej, jest znane. Może Prawo i Sprawiedliwość przyznałaby się do bohatera? Marszałek ma jednak na sumieniu przewrót majowy, nie może więc patronować demokracji. Rzeczywiście, musimy sobie zadać pytanie, czy jeden z najpopularniejszych obok Tadeusza Kościuszki i Jana Pawła II Polak stanowi jakąś wartość? Na co nam dzisiaj Piłsudski?

5 Serial o Piłsudskim może pozostać sympatyczną ilustracją zapomnianej karty historii narodowej, w której - z powodów naturalnych i nienaturalnych - Edward Gierek pozostaje lepiej pamiętaną postacią. Piłsudski, wzorcowy inteligent, który nie dał się wyrzucić i powrócił do władzy wbrew oporowi księży, chłopów i polityków, powinien po projekcji powrócić do lamusa. Czasy są jednak niespokojne i nikt nie może z góry określić, jak napinają się struny nastrojów narodowych. Grożąca recesja światowa na polskiej prowincji odbije się większym echem. W sytuacji gdy szanse na indywidualny sukces są ograniczone, możliwy jest nie tyle wybuch uliczny, którym grozi Lepper, ile zmiana orientacji życiowej społeczeństwa, a przede wszystkim jego rzeczywistych elit - wykształconej młodzieży. To sfrustrowane pokolenie może zadać pytanie o sens życia publicznego i zadania polityków. W sytuacji zamieszania pojawią się pytania o wzory i o ich lekcję, także lekcję błędów. Życie Piłsudskiego jest przykładem konsekwencji w działaniu, koncentracji na celu najwyższym i realizmu w doborze środków. Jest lekcją tego, że polityka bywa jałowa, jeśli nie ma w niej bezinteresowności i wizji wykraczającej poza doraźne korzyści. Przygotowuje też do rozstrzygania dylematu, przed którym stoi młode pokolenie: czy wypowiedzieć posłuszeństwo niewydolnemu, skorumpowanemu i wyobcowanemu ponad społeczeństwo układowi władzy, czy zmierzać drogą demokratyczną do jego przebudowy. Tragizm decyzji z 1926 r. polegał także na tym, że antydemokratyczny wybór okazał się po śmierci marszałka bezskuteczny. Polska i tak nie oczyściła się z brudów, wojna i tak została przegrana. Charles de Gaulle, który znał doświadczenia polskie, choć poprawił konstytucję francuską, oddał władzę wtedy, gdy przegrał referendum. Docenił opór społeczeństwa i nie mylił go z oporem polityków. Błędy uczą. Wywiad z Trzosem-Rastawieckim "Rzeczpospolita" zatytułowała: "Komendant zasługuje na większy ekran". Też tak myślę.

Więcej możesz przeczytać w 46/2001 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0