Swatka.com

Swatka.com

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak w Internecie znaleźć żonę lub męża

Przyjaciółka z Elbląga dała ogłoszenie w Internecie, że szuka partnera na całe życie. Dostała kilkaset odpowiedzi. Wybrała kilka. Wymieniła e-maile z wirtualnymi kandydatami, poprosiła o zdjęcia, wysłała także własne. Po dwóch tygodniach wybrała tego jedynego. Mieszkał w Seattle. Tydzień później umówili się na randkę w Amsterdamie. Po tym spotkaniu było jasne, że pasują do siebie. W ubiegłym tygodniu wyjechała do Stanów Zjednoczonych - opowiada Ola Nesterowicz z Krakowa. Jej ogłoszenie matrymonialne także znajduje się w wirtualnym biurze kojarzącym samotne osoby z całego świata. Wybrała internetowe biuro matrymonialne, bo nie lubi odpowiadać na krępujące pytania, a poza tym ma do dyspozycji oferty z całego świata.

Pracoholik poszukuje żony
"Zdaję sobie sprawę, że szukanie kogoś na dobre i złe w Internecie to desperacja. Jednak jeżeli podobnie jak ja do tej pory zajęty byłeś wszystkim, tylko nie tą drobną sprawą, napisz do mnie" - zachęca w sieci Ruda. Z badań przeprowadzonych we wrześniu tego roku przez ARC Rynek i Opinia wynika, że ponad 20 proc. polskich internautów szuka żony lub męża w cyberprzestrzeni. Co zaskakujące, są to ludzie atrakcyjni pod względem wyglądu, wielu ma dyplomy szkół wyższych, prowadzą aktywny tryb życia, a ich wynagrodzenie przekracza średnią pensję w kraju. Są to na ogół idealni partnerzy, tyle że nie mają czasu na romansowanie i randki, więc najczęściej są samotni. - Jestem sama z powodu swojej pracy. Facetom podobało się, że ich dziewczyna pracuje w radiu. Ale gdy częściej słyszeli mnie przez głośnik niż w bezpośredniej rozmowie, nie było to już takie atrakcyjne. A ja albo spałam przed porannym dyżurem, albo odsypiałam nocny - opowiada Joanna Karczewska, dziennikarka radiowa. - Dzisiejszym profesjonalistom coraz trudniej znaleźć chwilę czasu, by gdzieś wyjść i w konwencjonalny sposób poznać partnera. Internet stwarza im takie możliwości - zauważa Dariusz Malinowski z serwisu matrymonialnego Cupido.
Internetowe anonse są także szansą dla osób nieśmiałych. - Około 15 proc. społeczeństwa stanowią nadwrażliwcy, którzy wstydzą się podejść do innej osoby, nawiązać rozmowę, umówić się na następne spotkanie - mówi Jacek Santorski, psycholog. Większość z nich nie odważyła się przekroczyć progu tradycyjnego biura matrymonialnego. Tym bardziej że wizyta w takiej instytucji wciąż traktowana jest u nas jako coś wstydliwego. - Nigdy nie poszłabym do normalnego biura matrymonialnego. Kojarzy mi się ono ze zdziwaczałymi starymi pannami, które nie mogą nikogo znaleźć, ponieważ coś jest z nimi nie tak. W sieci mam zagwarantowaną anonimowość, zamieszczam ofertę i czekam na odpowiedzi - wyjaśnia Angelika Rojek z Tych.

Żona z Białorusi
"Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny" - przekonywał przed laty w znanej piosence Andrzej Rosiewicz. W otwartej na świat III RP narodowość życiowej partnerki nie ma już takiego znaczenia. Dzięki Internetowi towarzyszki życia można szukać na całym świecie. Polacy najczęściej wybierają partnerów zza wschodniej granicy. W sieci znajduje się około 15 tys. stron z ofertami Ukrainek, Białorusinek czy Rosjanek. "Na Białorusi możesz spotkać jedne z najpiękniejszych, najbardziej kochających i szczerych kobiet na świecie. Białorusinki są bardzo kobiece, dobrze wykształcone, a najwyższą wartość stanowi dla nich rodzina" - zachęcają po angielsku autorzy serwisu AngelikaMinsk.com. Do ofert dołączone są zdjęcia atrakcyjnych kobiet. Wiele witryn matrymonialnych oferuje użytkownikom wyszukiwarki, dzięki którym szybko odnajduje się anonse pochodzące z dowolnego miejsca na świecie.

Zasadzki matrymonialne
Internet wykorzystują też matrymonialni oszuści. W sieci przedstawiają się jako osoby błyskotliwe, dowcipne, opiekuńcze i wrażliwe, w rzeczywistości często okazują się gburami ze skłonnością do przemocy. - W sieci poznałam mężczyznę ideał: czułego domatora, miłośnika zwierząt, człowieka oczytanego, delikatnego. Kiedy się spotkaliśmy, okazało się, że jest zgorzkniałym cynikiem, człowiekiem mściwym i nieokrzesanym - opowiada Agnieszka Markowska, która korzystała z serwisu Spotkania.pl. - Na razie poprzez Internet nie poznamy "chemii" drugiej osoby, czyli wszystkich elementów niewerbalnych, które mają olbrzymi wpływ na to, jak odbieramy drugiego człowieka - tłumaczy Jacek Santorski.
Wielu obwinia potem niedoszłego partnera za to, że ich zawiódł, niektórzy wystawiają mu w Internecie fatalną opinię. - Internetowa korespondencja zapowiadała partnera marzeń. Kiedy się z nim spotkałam, okazał się przeciwieństwem moich wyobrażeń. Nie chciałam się umówić na następne spotkanie. Wkrótce w sieci znalazłam straszny opis swojej osoby: nazwał mnie "sta-rym próchnem", zbzikowaną awanturnicą, w dodatku podał moje prawdziwe dane - opowiada Monika Zdrojewska z Trójmiasta.

Łatwy łup
Co piąta osoba umieszczająca anonse matrymonialne w sieci to ktoś "po przejściach", wystawiony na ciężkie przeżycia w poprzednich związkach. W cyberprzestrzeni ludzie ci szukają partnera, który pozwoliłby im zapomnieć o złej przeszłości. To właśnie oni najczęściej są ofiarami wirtualnych oszustów, którzy wykorzystują ich stan ducha. Julita B. z Katowic w korespondencji elektronicznej opowiedziała całe swoje życie człowiekowi, któremu była wdzięczna za to, że w romantycznym liście odpowiedział na jej ogłoszenie. Zdradziła mu, że niedawno poroniła, a ojciec dziecka odszedł od niej. Snuli razem plany o budowie domu na Mazurach, cieple rodzinnym i wychowywaniu potomstwa. Podała mu numer swojego telefonu komórkowego, a nawet adres mieszkania. Któregoś wieczoru odebrała telefon, że czeka na nią przed blokiem.
- Zaprosił mnie do swojego luksusowego samochodu i powiedział, że już wynajął pokój w hotelu. Pojechałam z nim i spędziliśmy tam noc. Postąpiłam tak, gdyż myślałam, że w ten sposób zrobię na złość byłemu narzeczonemu oraz zdobędę nowego. Gdy się rano obudziłam, znalazłam tylko kartkę: napisał, że jestem głupią dziwką, więc nie ma wyrzutów, iż mnie wykorzystał. Musiałam też zapłacić za pokój - opowiada Julita, która przeżyła potem załamanie nerwowe i trafiła do szpitala psychiatrycznego.
Jak się uchronić przed tego typu niespodziankami? Ogłoszenia oszustów łatwo zidentyfikować, bo najczęściej przesadzają w opisywaniu swoich zalet. Jeśli zatem oferta jest zbyt cukierkowa, powinna wzbudzić podejrzenia. Na początku nie należy się też godzić na nocne spotkania w hotelu czy towarzyszenie podczas wyjazdu służbowego. Warto również porównywać ogłoszenia na różnych witrynach. Można tam spotkać odmienne anonse tych samych osób. Najłatwiej rozpoznać je po identycznym adresie poczty elektronicznej. Na jednej stronie czytamy: "Jestem bardzo sympatycznym miłośnikiem teatru i sztuki współczesnej". Na innej: "Szukam dziewczyny, która chciałaby niezobowiązująco spędzić ze mną wieczór - na rozmowie i intymnych pieszczotach".

Test wierności
Zdarza się, że w serwisach matrymonialnych odnajdujemy swoich aktualnych partnerów. W sieci szukają oni nowych wrażeń. Magda Lorych z Warszawy, podejrzewając, iż jej chłopak, zapalony internauta, zamierza zmienić partnerkę, umieściła dwa ogłoszenia pisane z myślą o jego preferencjach. Partner odpowiedział na oba anonse. Rozpoczęła się wymiana korespondencji. - Jedna odpisywała mu rano, druga wieczorem - opowiada Magda. W końcu dwie fikcyjne kandydatki na żony umówiły się z nim na spotkanie, na którym pojawiła się Magda. Było to ich ostatnie spotkanie. Magda zamieściła w sieci ogłoszenie matrymonialne - tym razem prawdziwe.
Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0