Zamiana mózgów

Zamiana mózgów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Największe gafy naukowców


Przez kilka lat brytyjscy naukowcy badali mózgi owiec, które rzekomo padły na BSE. Zapowiadało się, że po krowach przyjdzie czas na wielkie zabijanie owiec. Okazało się jednak, że przez cały czas uczeni badali mózgi krów, a nie owiec. Gdy we wrześniu 1999 r. rozbił się Mars Climate Orbiter, ustalono, że jego konstruktor zastosował brytyjski system miar, podczas gdy NASA wykorzystuje system metryczny. Natomiast Mars Polar Lander przepadł, bo wprowadzono niewłaściwy kod komputerowy. Na skutek podobnego błędu wybuchła francuska rakieta Ariane 5.

Milczenie owiec
Brytyjskie badania mózgów owiec kosztowały 350 tys. euro. Wyniki miały dać odpowiedź na podstawowe pytanie, czy również te zwierzęta chorują na gąbczaste zwyrodnienie mózgu, czyli BSE. Badacze z Instytutu Zdrowia Zwierząt w Edynburgu stwierdzili, że tak, gdyż znaleźli w próbkach zmiany charakterystyczne dla tego schorzenia. Zaalarmowali więc, najpierw nieoficjalnie, Unię Europejską, a wyniki badań przesłali do profesjonalnego pisma "Journal of General Virology". W ostatniej chwili zrezygnowano z publikacji pracy.
Niezależne laboratorium, do którego badacze z Edynburga zwrócili się o ostateczną weryfikację wyników, ze zdumieniem stwierdziło, że próbki mózgów pochodziły od krów, a nie owiec. Jak się okazało, nie popełniono jednego błędu, ale serię. Nieodpowiednie tkanki przysłała instytutowi rządowa Agencja Laboratoriów Weterynaryjnych i nikt tej pomyłki nie zauważył.
Rozmiary epidemii spowodowanej przez chorobę Creutzfeldta i Jakoba wciąż pozostają nieznane. Dwa zespoły badaczy uzyskały różne wyniki. Naukowcy z Imperial College w Londynie spodziewają się nawet 130 tys. przypadków gąbczastego zwyrodnienia mózgu u ludzi, natomiast pracownicy Londyńskiej Szkoły Higieny sądzą, że będzie ich coraz mniej, a liczba chorych nie przekroczy kilku tysięcy.

Konfuzja komputera
Kilka lat temu prosty błąd arytmetyczny kosztował Europejską Agencję Kosmiczną dziesięć lat pracy i 7 mld USD. 39 sekund po pierwszym starcie na rakiecie Ariane 5 włączył się mechanizm samodestrukcji. Ogromna konstrukcja, która z łatwością miała wynosić na orbitę okołoziemską trzytonowe satelity, eksplodowała wraz z cennym i nie ubezpieczonym ładunkiem. Płonące szczątki spadły na bagna Gujany Francuskiej. Powodem katastrofy okazała się "konfuzja" komputera.
Część programu do kierowania lotem pochodziła z systemu Ariane 4 - poprzedniej wersji rakiety. Ariane 5 wznosiła się jednak znacznie szybciej. W programie nadzorującym start na opis prędkości pozostawiono tak jak wcześniej szesnaście bitów. Natomiast z czujników kontrolujących lot do komputera spływały informacje 64-bitowe. Program szybko uznał, że dzieje się coś złego, i uruchomił proces samozniszczenia rakiety.

Cale kontra centymetry
Przyczyna katastrofy jednej z marsjańskich sond była jeszcze banalniejsza. Koncern Lockheed Martin zaprojektował Mars Climate Orbiter wedle brytyjskiego systemu miar, NASA zaś używała systemu metrycznego. Obie strony zapomniały się poinformować o odmiennych założeniach. We wrześniu 1999 r. kosztująca 125 mln USD sonda zaginęła na zawsze gdzieś w pobliżu Marsa. Wysłana kilka miesięcy później kolejna sonda, Mars Polar Lander (warta 185 mln USD), straciła kontakt z Ziemią prawdopodobnie z powodu pominięcia przez programistów linijki komputerowego kodu.
Dwa lata temu w Stanach Zjednoczonych firmie Irydium przyznano antynagrodę za próbę wprowadzenia do użytku najkosztowniejszej, a zarazem najbardziej przestarzałej technologii. Spółka telekomunikacyjna obiecywała doskonałe połączenia satelitarne z każdego punktu na Ziemi. W tym celu na orbitach umieszczono 66 satelitów. Cały system kosztował 5 mld USD, ale okazało się, że był drogi w eksploatacji, a przede wszystkim działał tylko na otwartym terenie. Irydium zbankrutowało.

(Nie)groźna asteroida
"Asteroida zbliży się do Ziemi na niebezpieczną odległość" - zapowiedział trzy lata temu "New York Times". Ostrzeżenie pochodziło od Briana Marsdena, dyrektora Centralnego Biura Telegramów Astronomicznych i Obserwatorium Astrofizycznego. Przewidywał on, że w październiku 2028 r. w odległości 48 tys. kilometrów od Ziemi przejdzie asteroida o średnicy ponad półtora kilometra. Dokładniejsze pomiary wykazały jednak, że będzie to dwudziestokrotnie większa odległość, a zatem obiekt nie zagrozi naszej planecie.
Mniej spektakularnych błędów uczonych jest więcej, a ich skutki bywają równie dotkliwe. W Stanach Zjednoczonych postanowiono na przykład ograniczyć emisję do atmosfery toksycznych gazów. Efekt tych działań był taki, że wzrosło zatrucie wód. Do benzyny zaczęto bowiem dodawać związek chemiczny oznaczany skrótem MTBE, który miał powodować jej dokładniejsze spalanie. Przeoczono jednak fakt, że MTBE rozpuszcza się w wodzie i przecieka przez podziemne zbiorniki.
Wśród naukowców rozpowszechniony jest pogląd, że tylko wielkie błędy prowadzą do wielkich odkryć. Chodzi jednak o to, żeby nie były to błędy trywialne: wynikające z niechlujstwa, niekompetencji czy krótkowzroczności.

Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0