Sposób Rugovy

Sposób Rugovy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy do Kosowa uda się importować demokrację?
Bekim Rexhepi nie chciał głosować dopóty, dopóki na szkole zamienionej w lokal wyborczy nie zawiśnie albańska flaga. - Czy w USA podczas wyborów nie wieszacie swojej flagi? - spytał Amerykanina, który jako przedstawiciel Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) nadzorował w tym miejscu przebieg głosowania. - Wieszamy, ale my jesteśmy narodem, który ma własne państwo - brzmiała odpowiedź. - To my jesteśmy narodem, a wy jesteście imigrantami! - odparował wściekły Bekim.
W pierwszych w historii demokratycznych wyborach do parlamentu w Kosowie wygrała Demokratyczna Liga Kosowa Ibrahima Rugovy, zdobywając niespełna 50 proc. głosów. Ważniejsze było jednak co innego. Kosowscy Albańczycy chcieli zademonstrować światu, że chcą własnego, niepodległego państwa. To główny postulat zgłaszany przez ich partie. Szkopuł w tym, że świat nie wyraża na to zgody. Wszystkich prześladuje widmo bałkańskiego nacjonalizmu i "wielkiej Albanii".
Oficjalnie więc w wyborach chodziło jedynie o wyłonienie parlamentu prowincji, która - wedle rezolucji ONZ - pozostanie nadal częścią federacji jugosłowiańskiej. Albańczycy nie chcą jednak słyszeć o tym, że mieliby podlegać Belgradowi. Wszystkie strony zgadzają się więc na tymczasowe rozwiązania. Za namową władz w Belgradzie do urn poszli nawet kosowscy Serbowie, choć Albańczycy wygrali walkę o symbole - na wielu lokalach wyborczych załopotały flagi z dwugłowym czarnym orłem na czerwonym tle. Realną władzę nadal sprawuje jednak społeczność międzynarodowa, a Kosowo pozostaje protektoratem rządzonym przez ONZ.
Sukces Rugovy w obecnych wyborach nie byłby możliwy bez zaangażowania sił międzynarodowych w Kosowie. Dowódcy UÇK natychmiast po wycofaniu się Serbów zaczęli przejmować władzę, nie pytając o zdanie nikogo, zwłaszcza Rugovy, gdyż gardzili jego pacyfizmem. Dopiero przejęcie administracji przez ONZ utemperowało watażków. Porządek i spokój zapewniają w prowincji wojska KFOR. Nie mają wiele do roboty. Jeden z amerykańskich dowódców żartuje, że w Kosowie jest dziś bezpiecznej niż w Waszyngtonie. Rosyjski policjant Aleksiej twierdzi, że w Kosowie ma służbę lżejszą niż w Sankt Petersburgu.
Powojenne Kosowo nie dałoby sobie rady bez międzynarodowej pomocy gospodarczej. Zniszczona i wyrwana z jugosłowiańskiego systemu gospodarka trwa w letargu. Większość ludzi nie ma stałej pracy. Tysiące osób wiążą koniec z końcem tylko dzięki pomocniczym zajęciom przy armii zagranicznych funkcjonariuszy. Liczy się też pomoc od ziomków rozsianych po całym świecie - w ubiegłym roku jej wysokość szacowano na trzy czwarte miliarda dolarów. Te dwa źródła dochodu - nie licząc przemytu i działalności mafijnej, z jakiej zasłynęli byli partyzanci Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK) - umożliwiły rozwój budownictwa. Dzisiaj stosy cegieł i pustaków stały się wręcz elementem krajobrazu.
Na razie mało kto jest w stanie uwierzyć, że obecność międzynarodowa przyniesie rozkwit demokracji i gospodarki. Wielu Albańczyków wciąż wymachuje na wiecach amerykańskimi flagami, a firmy i sklepy prześcigają się w odmienianiu w swoich nazwach słowa "Europa". Coraz częściej dają się jednak słyszeć głosy zniecierpliwienia miejscowych, którzy chcą się rządzić samodzielnie. Bekim Rexhepi, specjalista od kredytów w amerykańskim banku w Kosowie, twierdzi, że obcy powinni jak najszybciej przekazać władzę miejscowym: - Przybysze z Bangladeszu pouczają nas, jak mamy wprowadzać demokrację, a Amerykanie narzucają nam swoje decyzje. To jest demokracja?
Wyborcy postawili więc na partię Rugovy, która opowiada się za stopniową drogą do niepodległości. Obejmując rządy, pozostawi w gestii ONZ sprawy zagraniczne i bezpieczeństwo Kosowa, koncentrując się na gospodarce i problemach społecznych. Ramusz Haradinaj, lider trzeciego co do wielkości ugrupowania (AAK), były komendant UÇK i kandydat na koalicyjnego partnera partii Rugovy, też mówi, że sprawne rozwiązywanie konkretnych spraw będzie argumentem za rozszerzaniem uprawnień rządu. I on, i Rugova dobrze rozumieją, że na ostatecznej decyzji dotyczącej przyszłości Kosowa zaważą gwarancje przestrzegania praw mniejszości serbskiej.


Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0