Mlaskanie ludożercy

Mlaskanie ludożercy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie dymisjonuje się ministrów po pierwszej niezręczności
Dla większości Polaków marzenie o sprawiedliwości i osobistym bezpieczeństwie ma twarz sędzi Barbary Piwnik. Pamiętają ją z wielu procesów, gdy świetnie radziła sobie nie tylko z najbardziej zatwardziałymi bandziorami, ale i ich elokwentnymi mecenasami. Kiedy widziało się ją w sędziowskiej todze, wyczuwało się w filigranowej postaci ducha, którego mogą pozazdrościć najpotężniejsi mężowie. Zakładając rodzinne podobieństwo charakterów i znając historię, można było się domyślić jej bliskich związków z legendarnym "Ponurym", do szaleństwa odważnym AK-owskim dowódcą, majorem Janem Piwnikiem.
Wiele osób ucieszyło się więc z nominacji takiej właśnie osoby na ministra sprawiedliwości, bo trudno o lepszy znak nadciągania jak najgorszej pogody dla rozzuchwalonych przestępców. Urzędowanie pani minister rozpoczęło się jednak pod złymi auspicjami. Wiele zastrzeżeń, i to ze strony osób powszechnie szanowanych, wywołała nominacja na zastępcę prokuratora generalnego Andrzeja Kaucza, oskarżanego o kompromitujący udział w zwalczaniu demokratycznej opozycji w latach stanu wojennego. W końcu minister Piwnik udzieliła prokuratorowi Kauczowi dymisji, przyznając, że wcześ-niej zbyt pospiesznie uwierzyła w przedkładane jej, niekompletne - jak się okazało - dokumenty i opinie. Cóż, nie myli się tylko ten, kto nic nie robi i można jedynie współczuć pani minister, że tak szybko i boleśnie doświadczyła owej bezwzględnej reguły. A kamieniami niech ciskają w nią ci, którzy nigdy w życiu się nie pomylili.
Pierwsza do kamienowania zgłosiła się Hanna Gronkiewicz-Waltz, która zażądała dymisji minister Piwnik. Kto jak kto, ale ona w tej roli wygląda dziwacznie. Sama przecież nieraz się myliła, jak chociażby wikłając apolityczny urząd prezesa NBP w jak najbardziej polityczną kampanię prezydencką. Jak wiadomo, nikt jej z tego powodu nie skalpował brzytwą dymisji. Nie sposób też nie odnotować, że pani prezes urzęduje od kilkunastu miesięcy w londyńskim City i - wydawałoby się - zna zwyczaje cywilizowanego świata. Nie mieści się w nich dymisjonowanie ministrów z powodu pierwszej i to nie do końca zawinionej niezręczności, związanej z początkami urzędowania. W takiej sytuacji ofiary z ludzi domagają się wyłącznie wygłodniali ludożercy, żarłocznie mlaskający na widok jakiejkolwiek zdobyczy. Nie są to chyba obyczaje, jakie chcielibyśmy upowszechniać w naszym kraju.

Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0