Taryfa ulgowa

Taryfa ulgowa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Po latach mamy wreszcie polski hit eksportowy. To odkrycie na miarę teorii względności Einsteina. Nasz wynalazek może zrewolucjonizować życie społeczeństw: wreszcie zniknie stres wywoływany przez procesy globalizacji i szaleńczą konkurencję. Ten polski wynalazek to okres przejściowy. W okresie przejściowym - mogącym trwać nieograniczenie długo - we wszystkim przyznajemy sobie taryfę ulgową. Okresem przejściowym można się posługiwać niczym posłowie immunitetem. Ktoś czegoś od nas chce - rzucamy mu w twarz: "Owszem, mogę to zrobić, ale jaki jest okres przejściowy?". Bez niego nie robimy nic, a w okresie przejściowym - na naszych warunkach.
Gramy mecz piłkarski z lepszymi od nas - zmniejszamy naszą bramkę o połowę, a przeciwnikowi dwa razy powiększamy. I trwałoby to tak długo, aż rywal zacząłby grać na naszym poziomie. Nie umiemy rozwiązać równań różniczkowych - wracamy do czterech podstawowych działań arytmetycznych, a te pierwsze wycofujemy z programów. Właściwie to już się stało: Krystyna Łybacka, minister edukacji, zgodziła się na okres przejściowy dla obecnych i przyszłych maturzystów, bo przecież żyją w tak ciężkich czasach, że nie można ich jeszcze katować matematyką czy testami.
Nie potrafimy zatrzymać procesu wysadzania państwa prawa przez Andrzeja Leppera - uzgodnijmy z nim okres przejściowy, w trakcie którego dostosuje się on do cywilizowanych norm albo tak zmieni kształt polskiej demokracji, że już nie będzie się musiał do niczego dostosowywać. Wówczas będziemy mieli Leppospolitą zamiast Rzeczypospolitej, a systemem prawnym będzie lex Lepperi. Właściwie okresy przejściowe w dostosowaniu Leppera do demokracji są już faktem. Korzystając z osłony immunitetu i marszałkowskiej godności, Lepper sam sobie wyznaczył datę przystąpienia do demokracji: dojdzie do tego wtedy, kiedy poparcie dla Samoobrony przekroczy 50 proc. (vide: "Lex Lepperi").
W polityce mamy okres przejściowy na ukonstytuowanie się systemu dwupartyjnego. Ale ponieważ nie jest to takie łatwe, na razie mamy więc system, w którym jest rządząca koalicja, lecz nie ma opozycji (vide: "Polska bez opozycji"). W tym czasie nie nękana przez opozycyjnych pieniaczy władza będzie mogła robić swoje (wedle zasady "niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie"). Dzięki takiemu rozwiązaniu mamy szansę pozytywnie przetestować jeszcze jeden wynalazek: wszędzie na świecie rządy bez opozycji przeradzają się w karykaturę demokracji, ale nie w Polsce. W okresie przejściowym koalicja stworzy opozycję na własną miarę, czyli przyjazną, co swego czasu przećwiczył już Ryszard Miazek w telewizji publicznej.
Największe osiągnięcia w praktycznym wdrażaniu wynalazku okresów przejściowych mamy w negocjacjach z Unią Europejską (vide: "Ucieczka do Europy"). Już kilka lat temu udało nam się wywalczyć okresy przejściowe w hutnictwie, energetyce czy przemyśle paliwowym, dzięki czemu wraży kapitał (z małymi wyjątkami - na przykład w Hucie Lucchini) trzyma się od nich z daleka. Możemy więc produkować, co chcemy, a nie to, co chcą kupić zagraniczni kontrahenci. Szyny i prąd są rdzennie polskie, a ropa - choć obcego pochodzenia - ma przynajmniej polskie obywatelstwo. Teraz chcemy te osiągnięcia przenieść na rolnictwo (okresy przejściowe w wolnym obrocie ziemią): nie będzie Niemiec kupował polskiej ziemi, choćby miała leżeć odłogiem dwanaście lat. Oczywiście, nie można też lekkomyślnie zlikwidować funduszy celowych i agencji: dzięki okresom przejściowym struktury te zostaną przeorganizowane, a wybitni fachowcy od znajdowania pieniędzy w państwie, w którym ich notorycznie brakuje, nie stracą pracy, bo byłoby to czyste marnotrawstwo (vide: "Fundusze interesów").
Jako że nie jesteśmy egoistami, z wynalazku okresów przejściowych nie zamierzamy korzystać sami, lecz pomyśleliśmy także o przyszłych pokoleniach (vide: "Dzieciożercy"). Dzieci i wnuki zawdzięczają nam objęcie okresami przejściowymi kwestii deficytu budżetowego. Czy tylko obecne pokolenie ma wiedzieć, co to bezrobocie i brak szans rozwoju? Niech zrozumieją, ile dla nich wycierpieliśmy. Jeśli będą niezadowoleni, mogą zaproponować okresy przejściowe własnym wnukom itd., itp. Jeden drobiazg: trzeba ten nasz wynalazek szybko opatentować, a potem będziemy dostatnio żyli z opłat za licencje.
Więcej możesz przeczytać w 47/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0