Prawo i sprawiedliwość

Prawo i sprawiedliwość

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie każde prawo uchwalane w demokratycznym państwie prawa jest sprawiedliwe społecznie

 Andrzej Lepper mówi, że najważniejsza jest konstytucja, a mniej ważne akty prawne niższego rzędu. I trudno wytłumaczyć ludziom, że nie ma racji. Tak samo jak trudno im powiedzieć, że hasło sprawiedliwości społecznej to populizm, skoro zostało wpisane do konstytucji obok demokracji i państwa prawa. Mieć sprawiedliwe społecznie demokratyczne państwo prawa to coś trudniejszego niż sprawiedliwe demokratyczne państwo prawa. A skoro tak trudno o zwykłą sprawiedliwość, to jeszcze trudniej o sprawiedliwość społeczną. Zwłaszcza że nie wiadomo dobrze, co to takiego. Z pewnością nie każde prawo uchwalane w demokratycznym państwie prawa jest sprawiedliwe społecznie, bo gdyby tak było, twórcy konstytucji nie wpisaliby do niej sprawiedliwości społecznej. Nie mogło też im chodzić o zwykłą sprawiedliwość.

2 Lepper mówi różne rzeczy, także takie, które ludziom się podobają. Inne rzeczy, które robi, również się ludziom podobają, na przykład nie zmienia poglądów po wejściu do władz (ustawodawczych). Można oczekiwać, że będzie nawoływał do kultury na sali sejmowej, ale niekoniecznie będzie przestrzegał kultury ruchu drogowego. Senator Dzido, mecenas Leppera, wytłumaczył, na czym polega stosunek jego klienta do sądów. Trzeba szanować ich werdykty, ale nie stosować się do tych, które są niesprawiedliwe. Tak uważa też spora część Polaków. Rozpoczęte przez Adama Podgóreckiego badania nad postawami wobec prawa wskazywały na stosunkowo niski legalizm obywateli za czasów Gomułki. W stanie wojennym i jeszcze na rok przed upadkiem komunizmu wskaźnik ten był dużo niższy, a po 1989 r. powoli wzrastał, dochodząc do starego poziomu. Czy druga połowa "pierwszej dekady" mogła przezwyciężyć dziedzictwo okupacji, podwójnego życia PRL i stanu wojennego?

3 Opis przestępstw, które zarzuca prokuratura posłom Samoobrony, też może im tylko przysporzyć sympatii. Panowie Aszkiełowicz i Ołdakowski bronili w olsztyńskim urzędzie wojewódzkim interesów rolników, a policja strzelała do nich gumowymi pociskami - jak w Irlandii Północnej. Gmach został zniszczony. Prokuratura (za "Rzeczpospolitą") zarzuca im m.in. "przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu i kierowanie działaniami protestujących rolników". W III Rzeczypospolitej, powstałej dzięki rozmaitym nielegalnym zgromadzeniom, to zaprawdę wielkie przestępstwo - nielegalne zgromadzenie ludzi nieuzbrojonych. Zajmowanie urzędów było od 1980 r. stałą metodą działania protestujących rolników. Rachunek krzywd w ojczyźnie jest jednak dłuższy i Lepper jest wyrazicielem interesów nie tylko środowiska wiejskiego, bezrobotnych fornali z dawnych pegeerów i zadłużonych chłopów. Od 1989 r. mamy inną stałą metodę działania - protesty kupców usuwanych z targowisk przez władze miejskie. W każdym polskim mieście jest Manhattan z drewnianych budek i prędzej lub później dochodzi tam do konfliktu między kupcami a samorządem miejskim, który chciałby lepiej, to znaczy korzystniej, to miejsce zagospodarować.
Lokalne społeczeństwo obywatelskie w Polsce to - poza utrzymującymi się z subwencji organizacjami charytatywnymi i kulturalnymi - stowarzyszenia kupców z Manhattanów, awanturujące się u burmistrza o zachowanie placu i obniżkę placowego. To nie gildia wyższego typu, mecenasi sztuk i dobroczyńcy, chociaż wpłacą na powodzian i zrzucą się na rosyjskiego akordeonistę. To jest właśnie ta wytęskniona przez klasy wyższe nowa klasa średnia, która w złotych łańcuchach, głośno klnąc, jedzie na Kanary czy do Grecji, aby skonsumować owoce swojej codziennej pracy. To klasa średnia, która długi musi egzekwować za pomocą wynajętych łobuzów i sama opłaca się miejscowym gangom oraz chciwym urzędnikom samorządowym. Wrogo nastawiona do wielkich pieniędzy i związanych z nimi polityków, wietnamskiej konkurencji, zachodnich supersamów i kościelnej regulacji dni handlowych. To jest drobnomieszczaństwo - bynajmniej nie kołtuńskie, bo umiejące dorobić także na agencjach towarzyskich. To zarówno czytelnicy "Nie", jak i bywalcy salonów ze strojami do Pierwszej Komunii oraz wyborcy Andrzeja Leppera, który broni ich interesów lepiej niż SLD, PO, UW czy "Solidarność". To aktywna formacja społeczna, której nie zobaczy się ani w filharmonii, ani na raucie dobroczynnym, ale która sama weszła na Wiejską w biało-czerwonych (mogło być gorzej) krawatach. Nie mówią, że mają rację, ale muszą powiedzieć, że mają swoją rację.

4 Jedni mówią, że sukces Leppera jest wynikiem dekoniunktury gospodarczej. Inni uważają, że jest to sukces tego, kto promował go w wyborach. Sam promotor zauważył, że nie każdy polityk daje się dobrze zaprezentować wyborcom. Można też zauważyć, że nie tylko Lepper odwołuje się do niezadowolenia z powodu stanu gospodarki. W grę wchodzi tu więcej czynników. Pierwszy to właśnie stosunek do prawa. Prawo i sprawiedliwość. Jeśli państwo nie oferuje ludziom pomocy w dochodzeniu sprawiedliwości, mówiąc wzgardliwie, że trzeba sobie pomóc samemu, ludzie garną się do Samoobrony. Samoobrona to nie tylko streetfigthing, ale także samopomoc prawna. Nacisk na władzę, żeby zmieniła niekorzystne decyzje. Pogarda dla sędziów, którzy dbają o własne kieszenie i nie mają czasu, aby rozstrzygnąć wlekących się latami procesów przeciwko wielkim aferzystom. Vilfredo Pareto powiedziałby, że oto lew wchodzi do elity lisów. Lisy są zainteresowane tym, aby u władzy przetrwać. Proponują więc lwu stanowisko wicemarszałka. Kraj jest biedny, futerko lisom trochę wyrudziało, lew też trochę podskubany, prosto z podwórka. Taka strategia jest historycznie skuteczna, pod warunkiem że lwy lisów nie zagryzą. Na to jednak wcale nie wygląda. Posłowie Aszkiełowicz i Ołdakowski mówią, że też chcą do Unii Europejskiej, tyle że na jak najlepszych warunkach. Kto rozsądny chciałby inaczej? Nacjonalizm drobnych producentów i kupców opadnie wtedy, gdy uwierzą wreszcie w interes, jakim jest wejście do unii, a pomogą w tym politycy, którzy widzą interes w kontroli związanego z tym strumienia pomocy finansowej.

5 W związku z Lepperem pada pytanie, czy naruszanie prawa jest dopuszczalne w III Rzeczypospolitej. Problem znika, gdy zadamy sobie pytanie, czy III Rzeczpospolita dopuszcza się naruszania prawa. Czy Rzeczpospolita jest naprawdę państwem prawa? Obawiam się, że wielu uważa, iż nie. Dlatego sympatyzują z Lepperem.

Więcej możesz przeczytać w 48/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0