Gen olimpijski

Gen olimpijski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Genetyczny doping umożliwi hodowlę mistrzów sportu
Czy człowiek może przebiec sto metrów w dziewięć sekund (rekord świata wynosi dziś 9,79 s)? Najprawdopodobniej przekonamy się o tym podczas igrzysk olimpijskich w 2012 r. Na bieżniach i skoczniach pojawi się wówczas nowa generacja sportowców, u których zastosowano genetyczny doping.

Dotychczas znane środki dopingujące, szkodliwe dla zdrowia i łatwe do wykrycia, przestaną być stosowane. Genetyczny doping jest niewykrywalny. O problemach związanych z nowym typem dopingu mówili naukowcy, którzy niedawno zebrali się w Londynie na konferencji "Geny i sport". W tym roku władze Międzynarodowego Związku Kolarskiego zdyskwalifikowały hiszpańskiego zawodnika Juana Llanerasa za stosowanie erytropoetyny (EPO) - hormonu zwiększającego liczbę czerwonych krwinek, a tym samym wytrzymałość organizmu. Do używania tego środka przyznali się także Szwed Nicklas Axelsson oraz Włoch Marco Pantani.
Kanadyjski sprinter Ben Johnson zyskał sławę nie tylko dzięki swoim osiągnięciom na bieżni. Zapisał się w historii sportu jako bohater największej afery dopingowej. Już wkrótce jednak doping stanie się niewykrywalny. "Zastosowanie inżynierii genetycznej w sporcie będzie się co prawda wiązać ze zwiększonym ryzykiem dla zdrowia, ale pozwoli osiągnąć wyniki, o których nie można nawet marzyć po zastosowaniu obecnie używanych środków dopingujących" - twierdzi Jacques Rogge, belgijski chirurg i przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Fabryki mistrzów
Syntetyczny odpowiednik EPO stosuje się w leczeniu anemii, AIDS i raka. Zażycie go przez zdrową osobę zwiększa wytrzymałość organizmu nawet o 15 proc. Dziś niektórzy sportowcy przyjmują erytropoetynę w formie zastrzyków. Niedawno naukowcy zlokalizowali geny odpowiedzialne za produkcję tego hormonu, wkrótce będzie więc możliwe podniesienie sprawności organizmu dzięki drobnej modyfikacji genetycznej. Skuteczność tego rodzaju manipulacji wykazano już u zwierząt. Steven M. Rudich z University of California przeprowadził w zeszłym roku serię eksperymentów polegających na wprowadzaniu do mięśni małp genu odpowiedzialnego za produkcję EPO. Efekt? Zwiększona liczba czerwonych krwinek utrzymywała się w organizmach zwierząt nawet 20-30 tygodni po zastrzyku.
Hormon wzrostu oraz insulinopodobny czynnik wzrostu IGF-1 także mogą być używane do podniesienia sprawności organizmu w drodze manipulacji genetycznych. Obie substancje przyczyniają się do zwiększenia masy mięśniowej. Helen Blau ze Stanford Medical School wykazała, że wystarczy wprowadzić jeden gen do organizmu myszy, by stymulować produkcję hormonu wzrostu przez trzy miesiące - niezwykle długo, jeśli weźmie się pod uwagę, że hormon ten podany w zastrzyku działa zaledwie 10 minut. W przeprowadzonym trzy lata temu eksperymencie badacze z University of Pennsylvania oraz Harvard Medical School zastosowali terapię genową w leczeniu atrofii mięśni u myszy. Okazało się, że po aktywowaniu genu odpowiedzialnego za produkcję IGF-1 siła mięśni myszy była o 27 proc. większa niż u zwierząt, których nie poddano terapii.
Wkrótce możliwe będzie również przystosowywanie organizmu sportowca do uprawianej przezeń dyscypliny. Jak wynika z badań naukowców z University College w Londynie, sprinterzy mają inny układ genów niż długodystansowcy. U tych pierwszych zaobserwowano zwiększoną ilość ACE (enzymu konwertazy angiotensyny). Obserwacje te potwierdziły badania 495 sportowców przeprowadzone przez British Olympic Association. U uprawiających dyscypliny, w których liczy się krótki, intensywny wysiłek, poziom ACE był zdecydowanie podwyższony. Naukowcom udało się ponadto zidentyfikować gen odpowiadający za produkcję ACE. Być może już wkrótce powstanie genetyczny "przełącznik", który zamieniałby sprintera w maratończyka i odwrotnie.

Niebezpieczne geny
"Genetyczne podwyższanie sprawności zwierząt na razie się udaje, ale u ludzi podobne procesy mogą przebiegać inaczej. Dlatego z wykorzystaniem genetycznego dopingu w sporcie wiąże się duże ryzyko" - przestrzega Nadia Rosenthal z Harvard Medical School. Gdyby nie udało się w porę dezaktywować genu odpowiedzialnego za produkcję EPO, w wyniku nadmiernego zgęstnienia krwi mogłoby dojść do zawału. Z kolei nadmierny rozrost masy mięśniowej spowodowany na przykład zwiększoną produkcją hormonu wzrostu może utrudnić krążenie krwi oraz prowadzić do nadwerężenia ścięgien i wiązadeł, a także do chorób serca i tarczycy. Czy to odstraszy kandydatów na przyszłych mistrzów i rekordzistów?

Za wszelką cenę
"Sądzę, że pewne metody genetycznego wspomagania sprawności są już stosowane" - twierdzi Johann Olav Koss, mistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim z 1994 r., lekarz i członek MKOl. "Podejmowanie ryzyka jest nieodłącznym elementem uprawiania sportu. Ponadto istnieje ogromna presja finansowa, zmuszająca sportowców do bicia kolejnych rekordów. Sięganie po niedozwolone środki, które mogą to ułat-wić, jest więc nieuniknione" - dodaje Koss. W 1995 r. dwustu amerykańskich olimpijczyków wypowiedziało się w anonimowej ankiecie na temat dopingu. Ponad połowa z nich przyznała, że zgodziłaby się przyjąć niedozwolony środek, który gwarantowałby zwycięstwa przez pięć lat, ale po tym okresie nieuchronnie prowadził do śmierci. Należy więc przypuszczać, że już wkrótce zacznie się era genetycznego dopingu. A może już to nastąpiło?

Więcej możesz przeczytać w 50/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0