Menu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wydarzenia
Spektakl "Marzyciele" Roberta Musila w reżyserii Krystiana Lupy, wystawiony w hamburskim Thalia Theater (uznawanym za pierwszą scenę miasta), okazał się wielkim wydarzeniem. Lupie inaczej pracowało się z aktorami niemieckimi. Aktywni i twórczy buntowali się przeciw reżyserowi, bombardując go własnymi pomysłami. W rezultacie tego artystycznego starcia "Marzyciele" z Hamburga prezentują kilka stylistyk aktorskich. Panie Maren Eggert i Sylvia Schwarz skupionym naturalizmem przypominają polskich aktorów reżysera, ale już styl Angeliki Thomas wywodzi się z solidnego realizmu psychologicznego. Postacie męskie są przede wszystkim charakterystyczne, Hartmut Schories natomiast gra w konwencji starego realizmu. Spiritus movens całej intrygi, Anzelm, zachowuje się zgodnie ze standardami mieszczańskimi - ten inteligentny nieudacznik i donżuan odnoszący sukcesy w podbojach sfrustrowanych mężatek porusza się na granicy groteski. Losy trzydziestolatków, których dusze starły już życiowe kompromisy i którzy pragną wrócić do młodzieńczej czystości, to temat zawsze aktualny - mówi Lupa. Bohaterowie "Marzycieli" to ludzie poszukujący, chwiejni, nieustabilizowani, ale uznawani za jednostki wybitne. W spektaklu Lupy, ośmieszającym życiową przyziemność, jedyną postacią, która nigdy nie utraciła młodzieńczych ideałów i boleśnie przeżywa ich upadek u innych, jest, o dziwo, najbardziej zasadnicza wśród bohaterów Panna Mertens.


Prezentowana w warszawskim Muzeum Karykatury wystawa "Nach-barn - Sąsiedzi. Polska w oczach karykaturzystów niemieckich, Niemcy w oczach karykaturzystów polskich" po raz pierwszy została pokazana w czerwcu w Lipsku, a potem w Düsseldorfie. Zainicjowali ją prof. Walther Keim, wydawca Dieter Buhrkamp, oraz znany grafik Zygmunt Januszewski, publikujący swoje prace w licznych pismach polskich oraz niemieckich (również we "Wprost"). Pomysłodawcy ekspozycji poprosili artystów z Polski i Niemiec o rysunki na temat stosunków między tymi dwoma krajami. Karykatury - w większości opublikowane wcześniej na łamach wychodzącego do niedawna magazynu "Dialog" - nadesłało 21 autorów. Humor po obu stronach granicy ma różne odcienie, coraz bardziej jednak oddala się od stereotypów, coraz częściej łączy, a nie dzieli.



Płyty
POP
Solowa płyta Robbiego Williamsa to pop w najlepszym wydaniu. "Swing When You’re Winning" stanowi zbiór nowych wersji standardów muzyki estradowej i musicalowej. Znajdziemy tu między innymi "Do Nothing Till You Hear From Me", "Straighten Up And Fly Right", "One For My Baby" czy perfekcyjnie wykonany "Well, Did You Evah". Płyta zawiera także kilka interesujących duetów: w "Somethin’ Stupid" Williamsowi towarzyszy Nicole Kidman, a w utworze "It Was A Very Good Year" sam Frank Sinatra.

ROCK
Dwupłytowy album "Echoes" można by z powodzeniem określić mianem "Pink Floyd dla początkujących". Płyta zawierająca największe przeboje grupy jest bowiem swojego rodzaju kompendium wiedzy o historii i stylistyce zespołu Pink Floyd. Od wczesnych, rockowych utworów w rodzaju "See Emily Play" czy "Arnold Lane" poprzez takie klasyki jak "Money", "Time" czy "Us And Them". Szczególne miejsce w albumie zajęły utwory ze słynnej epickiej płyty "The Wall": "Another Brick In The Wall", "Hey You", "Comfortably Numb". Najmniej jest piosenek z ostatnich lat działalności grupy - do nielicznych wyjątków należy "High Hopes" z połowy lat 90.

JAZZ
Zestawu muzyków, którzy grają wraz z Herbiem Hancockiem na jego najnowszej solowej płycie "Future2Future", mogliby pozazdrościć wszyscy: na perkusji - Jack DeJohnette, na saksofonie - Wayne Shorter, na elektrycznej gitarze basowej - Bill Laswell. Za wokalizy odpowiadają: Chaka Khan, Elenni Davis-Knight, Dana Bryant. Najważniejszy jest jednak jak zawsze Herbie Hancock na klawiszach. I jak zawsze artysta nadąża za najnowszymi trendami, brzmieniami, aranżacjami. Pozostając wielkim i pozostając sobą.



Książka

Wielkość i małość, perspektywa i detal, galeria gigantycznych rzeźb, jaką jest oglądany z oddali pejzaż Nowego Jorku, i życie kipiące na ulicach miasta - wszystko to można zobaczyć w pięknym albumie "New York" ze zdjęciami Jerzego Habdasa. Na okładce - jakżeby inaczej - prężą się dumnie Twin Towers. "Zastanawialiśmy się, czy po tym, co się stało, nie powinniśmy zmienić okładki. Czy album wydawany w czasie klęski i nieszczęścia powinien pokazywać wielkość i wspaniałość Nowego Jorku. Ale może właśnie tak trzeba" - pisze w przedmowie Janusz Głowacki. Rzeczywiście tak trzeba, bo przecież miasto nadal jest wielkie i wspaniałe, choć ciężko zranione.
Publikację zamyka sekwencja zdjęć z 11 września i ruin World Trade Center. Zranione miejsce wraca powoli do życia - poprzez świeczki, kwiaty i papierowe epitafia, którymi jest usłane.

Więcej możesz przeczytać w 50/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0