Łańcuch solidarności

Łańcuch solidarności

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wymieniając część ministrów, francuski premier Lionel Jospin próbuje złapać drugi oddech na półmetku przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi, które odbędą się za dwa lata
 Bez szumnych haseł o "trzeciej drodze" stojący na czele koalicyjnego rządu socjalistów, komunistów i zielonych Jospin dotychczas z sukcesem udowadniał, że można połączyć ogień z wodą - pod sztandarem lewicy wprowadził kilka liberalnych zmian w gospodarce, nie tracąc przy tym poparcia tradycyjnych wyborców partii socjalistycznej. Kilka ostatnich miesięcy przerwało jednak tę trwającą od czerwca 1997 r. idyllę, przynosząc strajki i protesty, a prawicowa opozycja zarzuciła rządowi, że zagubił drogę.
Jak na ironię losu najtrudniejsze chwile w trzyletnich rządach Jospina nadeszły w momencie, gdy główne wskaźniki ekonomiczne są najlepsze od dziesięciu lat. Wzrost gospodarczy wynosi 3 proc. (dużo powyżej średniej w Unii Europejskiej), a zwiększone wpływy z podatków przyniosły budżetowi państwa nadwyżkę 7,5 mld USD. Pozornie pozbawiony charyzmy Jospin stał się najpopularniejszym szefem rządu we Francji od kilku dziesięcioleci i zepchnął w cień bardziej "medialnego" centroprawicowego prezydenta Jacques'a Chiraca. Przejmując pałeczkę z rąk prawicy, której ambitne plany reform skończyły się fiaskiem, socjalistyczny premier zdołał ustrzelić dublet: wprowadził w życie wiele zamierzeń poprzedników, uśmierzając zarazem gniew rozmaitych grup nacisku (przede wszystkim związków zawodowych) ofertą krótszego tygodnia pracy. Sprywatyzował też więcej firm niż którykolwiek z jego prawicowych poprzedników. Pod jego rządami gospodarka znów zaczęła rozkwitać, a bezrobocie - największy ból głowy rządów w Unii Europejskiej - spadło o jedną szóstą.
Jospin sprawcą cudu nad Sekwaną? Okazało się, że jest za wcześnie, by odkorkować szampana i spocząć na laurach. Trudno politykowi zyskać miano autora sukcesu, ale jeszcze trudniej je utrzymać. Zwłaszcza w kraju podobnym do Polski, gdzie każda licząca się grupa zawodowa przynajmniej raz w roku musi wyjść na ulice, by zaprotestować przeciwko rządowi. We Francji tradycja ta sięga rewolucji. Tymczasem ostatnio szef rządu miał złą passę. Zebrał od komentatorów cięgi za niefortunną wizytę w Izraelu. Co gorsza, forsowane przez rząd reformy gospodarcze i społeczne stanęły w miejscu. Związki zawodowe w końcu zablokowały planowane zmiany w systemie podatkowym i szkolnictwie. Wszystko to sprawiło, że Jospin stracił punkty w sondażach, a jego wizerunek jako reformatora został poważnie nadwerężony.
Premier nie ma jednak zamiaru tanio sprzedać skóry i przechodzi do kontrofensywy po tym, jak szala zaczęła się przechylać na stronę tradycyjnego skrzydła partii, przeciwnego zmianom. Pożegnał się z wieloletnim przyjacielem ministrem Claudem Allegre'em, który nie był w stanie przekonać nauczycieli, że nie może ich być coraz więcej, podczas gdy uczniów jest coraz mniej. Ale przede wszystkim oddał najważniejszą tekę (gospodarka, finanse i przemysł) swemu głównemu rywalowi w partii, byłemu premierowi, a ostatnio przewodniczącemu parlamentu - Laurentowi Fabiusowi. Jospin próbuje upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Po pierwsze - konsoliduje szeregi własnego ugrupowania, dzieląc się odpowiedzialnością z głównym krytykiem swoich posunięć. Po drugie - próbuje odzyskać inicjatywę. Nie chce, by jego rząd dryfował, stając się zakładnikiem grup nacisku związanych z rozdętym sektorem publicznym.
Fabius zarzucał premierowi brak odwagi potrzebnej do cięć podatkowych i zbyt mało energiczne prywatyzowanie państwowych przedsiębiorstw. Teraz ten cieszący się zaufaniem międzynarodowych kręgów finansowych polityk będzie miał okazję się wykazać. Jego poprzednik z powodu oporu związków zawodowych i drobnych przedsiębiorstw wobec projektu reformy systemu podatkowego musiał odejść po pięciu miesiącach urzędowania.
Ostatni rok był dobry dla francuskiej gospodarki. W odczuciu przeciętnego obywatela, zasługa rządu polegała przede wszystkim na tym, że nie przeszkadzał ożywieniu. Kłopoty zaczęły się wtedy, gdy do budżetu niespodziewanie wpłynęły wielkie nadwyżki z podatków wynikające ze wzrostu ekonomicznego. Premier zapowiedział redukcję podatków, ale zamiast eksplozji radości zobaczył strajki i manifestacje oraz spadek własnych notowań w sondażach. Dostało mu się za to, że zbyt późno uświadomił sobie rozmiary nadwyżek, a potem za długo zwlekał z obniżeniem podatków, dzięki czemu w portfelach obywateli zostałoby więcej pieniędzy i sprzyjałoby to tworzeniu nowych miejsc pracy.
Mimo ożywienia bezrobocie nadal jest piętą achillesową francuskiej gospodarki. Wynosi ok. 10 proc. i jest prawie dwukrotnie wyższe niż w Wielkiej Brytanii, bliższej amerykańskiemu modelowi rozwoju. Niewiele pomogło skrócenie wiosną ubiegłego roku tygodnia pracy do 35 godzin. Z drugiej strony - próby reformy systemu emerytalnego i opieki zdrowotnej, a także zredukowania roli państwa w gospodarce napotkały silny opór związków zawodowych. Rząd Jospina, podobnie jak jego poprzednicy, znalazł się między młotem a kowadłem.
Fabius ma mu pomóc w wyjściu z tej sytuacji i popchnięciu reform do przodu. Dziennik "Le Figaro" podpowiada mu najpilniejsze zadania, na przykład radykalne zredukowanie podatków (akcyza stanowi trzy czwarte ceny benzyny). Trudno się jednak spodziewać, że rywale Jospin i Fabius zwłaszcza przed wyborami będą próbowali zerwać z francuską spécialité de la maison, czyli dużo większym zaangażowaniem państwa w gospodarkę niż w innych krajach europejskich.
Główne wydarzenia rozgrywają się poza nadmiernie scentralizowanym i ociężałym aparatem państwowym, który nie nadąża za zmianami wywołanymi przez procesy globalizacji, ale - na szczęście - za rządów Jospina stara się im nie przeszkadzać. W ostatnich dwóch latach ożywienie ekonomiczne powodował głównie wzrost konsumpcji indywidualnej. Sprzyjała mu poprawa międzynarodowej koniunktury. Francja, znacznie mniej uzależniona od rynku azjatyckiego i rosyjskiego niż na przykład Niemcy, słabiej i krócej odczuwała kryzys na Wschodzie. Osłabienie euro pomogło zaś eksportowi. Rodzimi przedsiębiorcy szybko zrozumieli konsekwencje wprowadzenia wspólnej waluty: wymuszenie koncentracji i fuzji firm oraz przepływ kapitału do tych, które będą umiały go najlepiej spożytkować. Łączyły się nie tylko przedsiębiorstwa krajowe - koncern Renault kupił japońskiego Nissana, a Aerospatiale połączył się z niemieckim DASA.
Dumna z silnej tożsamości kulturowej i zdobyczy cywilizacyjnych Francja długo spoglądała nieufnie na Internet, wynalazek zza oceanu. Próbowała nawet dać mu odpór za pomocą rodzimego Minitela. Skutek jest taki, że pozostaje w tyle za krajami anglosaskimi i skandynawskimi pod względem liczby posiadaczy komputerów. W ostatnich dwóch latach sytuacja się poprawiła (liczba domowych podłączeń do Internetu wzrosła ponadtrzykrotnie - do 7 proc., a liczba właścicieli telefonów komórkowych - dwukrotnie). Na rozwój sieci postawiły wielkie przedsiębiorstwa (na przykład "król betonu" Bouygues). Jak grzyby po deszczu wyrastają małe prężne firmy informatyczne. Mówi się nawet o mini-Dolinie Krzemowej, wyrosłej w VIII dzielnicy Paryża, na miejscu podupadających spółek tekstylnych.
Lewicowy rząd będzie się najprawdopodobniej starał trzymać liberalnego kursu. W przeciwnym razie groziłoby mu zmycie z pokładu przez ogólnoświatowe procesy gospodarcze. Z drugiej strony - będzie dbać o to, by trzymać na wodzy gniew związków zawodowych. Nie należy się więc spodziewać radykalnych kroków. Tym bardziej że Jospin nadal zdaje się wierzyć w część zasad przyświecających lewicy. Niektórzy eksperci przestrzegają, że jeśli Francja nie zreformuje systemu emerytalnego, w którym pracujący na bieżąco finansują wypłaty emerytur, to zwyczajnie zabraknie na nie pieniędzy (w najbliższych 30 latach liczba emerytów się podwoi, a zatrudnionych będzie tyle samo). Rozwój funduszy emerytalnych dodatkowo stymulowałby inwestycje, zwłaszcza giełdowe (jak stało się w Holandii). Lecz Jospin stawia sprawę jasno, mówiąc o anglosaskim modelu indywidualnych funduszy emerytalnych: "To nie jest nasze podejście". Francuski model to répartition (redystrybucja środków budżetowych). Premier uznaje go za "symbol łańcucha solidarności, łączącego pokolenia".

Więcej możesz przeczytać w 15/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0