Car Bawarii

Car Bawarii

Dodano:   /  Zmieniono: 
Edmund Stoiber skupia wokół siebie najbardziej konserwatywne skrzydło niemieckiej chadecji


Bądź zdrów i zostań kanclerzem! " - wypisują na transparentach członkowie bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU), którzy niemal każde wystąpienie swego szefa i premiera nagradzają owacjami. Sam Edmund Stoiber zapewnia, że pozostanie w Monachium, jednak za kulisami polityki robi wszystko, by utorować sobie drogę do Berlina. Jeśli urzeczywistni swe marzenia, w Niemczech nastąpi "stoiberyzacja" polityki, a Szlezwik-Holsztyn i Meklemburgia - Pomorze Przednie znajdą się w granicach Bawarii.
Edmund Stoiber, noszący niegdyś teczkę za słynnym premierem Bawarii Franzem Josefem Straussem, dzięki jego protekcji objął stanowisko sekretarza generalnego CSU w wieku 37 lat. Po szczeblach kariery wspinał się szybko. Najpierw został sekretarzem stanu i ministrem w kancelarii Straussa, a po jego śmierci stanął na czele resortu spraw wewnętrznych. W 1993 r. stoczył zwycięską walkę z największym rywalem do partyjno-rządowego przywództwa w Bawarii - Theo Waigelem (głównym księgowym w rządzie Kohla) i poprowadził CSU do dwóch batalii wyborczych. W roku 1994 i 1998 unici pod wodzą Stoibera zdobyli absolutną większość w monachijskim parlamencie. Dziś szef CSU i rządu w Bawarii odcina kupony od tych sukcesów.
CSU pełni funkcję "krajowego oddziału" ogólnoniemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), ale przy zachowaniu całkowitej autonomii. CDU/CSU tworzą frakcję parlamentarną już od pierwszych wyborów do Bundestagu w 1949 r. Programy obu partii oparte są na wartościach chrześcijańskich, modelu "opiekuńczej gospodarki rynkowej" i federalistycznej strukturze państwa. Początkowo CSU grupowała tylko katolików, lecz z czasem przekształciła się w "ponadwyznaniową bawarską partię ludową". Liczba członków CSU (180 tys.) jest czterokrotnie mniejsza niż CDU, lecz wystarczająco duża, by przechylać szalę zwycięstwa na stronę chadeków w wyborach do Bundestagu i umożliwiać CSU udział w podziale rządowych stanowisk. W gabinecie Helmuta Kohla Bawarczycy mieli silną reprezentację, ale - paradoksalnie - gdy CDU z powodu machinacji finansowych ekskanclerza znalazła się w największym kryzysie w swojej historii, pozycja CSU się wzmocniła. I to bez względu na to, że nici tego skandalu w równym stopniu oplotły Bonn i Monachium.
Gdy w ubiegłym roku prokuratura w Bonn wzięła pod lupę akta CDU, w Bawarii śledztwo przeciw politykom z chadeckiego świecznika toczyło się już od pięciu lat. Jedną z głównych postaci jest oskarżony o łapówkarstwo Holger Pfahls, były szef biura Franza Josefa Straussa, były szef Urzędu Ochrony Konstytucji w Kolonii i sekretarz stanu w Federalnym Ministerstwie Obrony. Pfahls pomógł handlarzowi broni Karlheinzowi Schreiberowi w sprzedaży pojazdów opancerzonych Fuchs, za co skasował 3,8 mln marek. Ślady tego polityka urywają się w Hongkongu. Nie wiadomo nawet, czy jeszcze żyje. Schreiber, mieszkający dziś w Kanadzie i korzystający z dobrodziejstwa podwójnego obywatelstwa, rozwinął działalność w czasach, gdy Edmund Stoiber stał już u boku Franza Josefa Straussa. Schreiber uchodził za jego zausznika, a nawiązane wtedy kontakty posłużyły mu także po śmierci szefa unitów. Gdy w 1995 r. prokuratura w Augsburgu wydała nakaz rewizji domu Schreibera, zdążył on uciec do Zurychu, a później do Toronto.
Innymi prominentnymi chadekami zamieszanymi w Kohlgate są Walter Leisler Kiep, były sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki kierowanym przez Ericha Riedla (CSU), i Max Strauss, syn słynnego Franza Josefa, adwokat i przewodniczący CSU w okręgu Harlaching. Podejrzewa się, że przez lub na ręce tych panów płynęła prowizja z kontraktów zawartych przez Schreibera. Max Strauss miał otrzymać m. in. pieniądze za sprzedaż 30 airbusów do Kanady. Dochodzenie w tej sprawie prowadził prokurator Winfried Maier, który przez czternaście dni nie mógł się doprosić podpisu sędzi pod nakazem rewizji w jego domu. Gdy go uzyskał, wszystkie dane w komputerze Straussa były już wymazane. Zagadek w łapówkarskiej aferze polityków CDU/CSU jest więcej. A to w samolocie zginęła dokumentacja uzasadniająca prośbę Niemiec do rządu kanadyjskiego o ekstradycję Schreibera, to znów opustoszały archiwa. Na pytanie, czy Strauss mógł mieć informatorów w prokuraturze, Maier odpowiedział: "Jeśli nie przypisywać wszystkiego przypadkowi, coś musi być na rzeczy".
Choć w establishmencie CSU zakipiało, choć zarzuty przeciw Stoiberowi wytoczył nawet minister sprawiedliwości w jego gabinecie Alfred Sauter (który już ministrem nie jest), szef bawarskich chadeków nie opuszcza głowy. Najpierw, gdy Wolfgang Schäuble opróżnił biurko przewodniczącego CDU, "car Bawarii" - jak nazywany jest Stoiber poza swoją ojczyzną - podjął walkę o podział 45 stanowisk we frakcji CDU/CSU, próbując wprowadzenia swego człowieka na najwyższy szczebel partyjnej władzy włącznie. Następcą Schäublego - wedle życzeń Stoibera - miał być premier Turyngii Bernhard Vogel. Szef CSU liczył na to, że ta bezbarwna postać nie przeszkodzi w wystawieniu go przez unitów do wyborów kanclerskich przeciw Gerhardowi Schröderowi za dwa lata. Ale Vogel nie chciał być plasteliną w rękach Stoibera i odmówił. Poza tym ogólnoniemiecka CDU wolała uniknąć zwiększenia wpływów monachijczyków, co byłoby równoznaczne z odchyleniem polityki partii na prawo.
W wewnątrzchadeckiej rozgrywce o stoły i stołki Edmund Stoiber skupia wokół siebie najbardziej konserwatywne skrzydło, grające na narodowych nutach. Gdy różowo-zielona koalicja wprowadzała zmiany w przepisach o obywatelstwie, Stoiber był pierwszym, który twierdził, że "Niemcy nie mogą sobie pozwolić na taki eksperyment". Najpierw przywódcy CSU przepowiadali katastrofalny napływ cudzoziemców, wzrost przestępczości, bezrobocia i obciążenia kas socjalnych, a gdy ich argumenty nie zyskały poparcia, bawarski minister Günther Beckstein przedstawił test językowy dla ubiegających się o niemieckie obywatelstwo w tym landzie. Dyrektor jednej ze szkół dał ów test do wypełnienia rodowitym Niemcom. Trzy czwarte uczniów nie zdołało go rozwiązać. Co więcej, problemy mieli też nauczyciele.
Mimo że sprawy zagraniczne pozostają w gestii rządu federalnego, Edmund Stoiber nie stroni od prowadzenia swojej polityki na tym polu. Poparcie rządu Bawarii dla roszczeń związków wysiedleńczych napsuło wiele krwi nie tylko w stosunkach niemiecko-czeskich. Głosu Stoibera nie zabrakło też przy okazji sukcesów wyborczych austriackiej Partii Wolnościowej Haidera; gdy minister spraw zagranicznych Belgii Louis Michel nie polecał swym rodakom wycieczek na narty do Austrii, gdy jego niemiecki kolega Joschka Fischer ostrzegał przed zaaprobowaniem Jörga Haidera, a "Mister Europa" Javier Solana ogłosił dystans UE wobec Wiednia, Edmund Stoiber naubliżał w Bundestagu szefowi dyplomacji RFN, skrytykował Javiera Solanę, a Wolfgangowi Schüsselowi poradził nie zważać na krytykę i zawiązać koalicję ÖVP-FPÖ. Ogólnoniemiecką popularność "bawarski car" chce zdobyć także "obroną interesów przeciętnych obywateli". Jak twierdzi, "niemiecka tradycja państwa opiekuńczego nie może być zdominowana przez globalizację i presję amerykańskiej kultury". W kwestii rozszerzenia Unii Europejskiej opinia Stoibera brzmi równie zdecydowanie: unia "absolutnie nie może sobie pozwolić na wyznaczanie daty przyjęcia nowych członków" dopóty, dopóki nie przekonają oni o swej demokratyzacji, zapewnieniu praw mniejszościom i nie uzyskają odpowiedniego poziomu rozwoju gospodarczego. Schröder skwitował wystąpienia premiera Bawarii słowami: "Gdyby postępować zgodnie z wykładnią Stoibera, Niemcy już dziś znalazłyby się w międzynarodowej izolacji".
Po oddaniu przez CDU przewodnictwa Angeli Merkel przed Stoiberem wyrosła dodatkowa przeszkoda dzieląca go od wyborczego pojedynku ze Schröderem. Najpierw musi się uporać z Kurtem Biedenkopfem, premierem Saksonii, po zjednoczeniu Niemiec jedynym chadekiem, który odniósł sukcesy w nowych landach. Biedenkopf, dawniej antagonista Kohla, jest guru nowej przewodniczącej CDU. Ale nawet gdyby nie było Biedenkopfa i nawet gdyby sama Merkel chodziła w skórzanych spodenkach i jodłowała na mównicy, dla premiera Bawarii jest to postać nie do zaakceptowania, choćby dlatego, że ma ona ambicje być pierwszą kobietą na czele rządu Niemiec.
Premier Stoiber musi więc ułożyć nowy plan. Tymczasem handlarz Karlheinz Schreiber przesyła mu pozdrowienia z Kanady: jak niedawno stwierdził, afera z datkami CSU wygląda nie lepiej niż skandal w CDU, a gdy on zacznie mówić, "śmiać się będą już tylko postkomuniści i Zieloni". W CSU niewielu chce jednak dostrzec rzeczywistość. Stoiber jest u szczytu popularności, a Schreiber nadal jest członkiem jego unii. Przedsiębiorczy handlarz przekazał na konto lokalnego zarządu CSU ćwierć miliona marek. Jego szef Thomas Goppel stwierdził krótko: "pieniądze zaksięgowano prawidłowo", dlatego "nie ma powodów do skreślenia Schreibera z listy członków partii".

Więcej możesz przeczytać w 15/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0