Polski kondor

Polski kondor

Dodano:   /  Zmieniono: 
Testy psychologiczne dokumentujące charakter, osobowość i wyobraźnię Adama Małysza zamknięto w sejfie
Jak stworzono Adama Małysza 

Treningowy symulator skoczka jest strzeżony przez ochroniarzy. Codzienna praca polskiego mistrza przypomina dziś ćwiczenia jednostek specjalnych. Starzy członkowie sztabu o swych metodach opowiadają wedle standardów dyplomacji wyznaczonych przez Talleyranda i Metternicha, a nowi boją się otworzyć usta. Utajniono parametry budowy fizycznej Małysza - zupełnie jakby chodziło o bezzałogowy samolot szpiegowski amerykańskiej armii. Tajna jest nawet liczba kalorii, jaką zawodnik przyjmuje każdego dnia.
W weekendowe popołudnia przed telewizorami zasiada kilka milionów Polaków chcących oglądać skoki. Podobną widownią może się poszczycić jedynie papież. Według firmy Expert Monitor, tylko podczas jednego konkursu w Kuopio reklamowa wartość Małysza wyniosła 900 tys. zł. Polacy oszaleli na punkcie sportu, którego prawie nikt nie uprawia i prawie nikt nie rozumie. Niektórzy zastanawiają się dziś, dlaczego Małysz oddaje tron, Niemcy wciąż jednak nie mogą pojąć, w jaki sposób Polak zdobył nad nimi tak wielką przewagę w klasyfikacji Pucharu Świata. Kto i jak pracował w minionym roku na sukcesy Adama Małysza?

Gołąbek Picassa
Mimo kilku słabszych występów Małysz wciąż skacze najrówniej. Na co dzień pomaga talentowi wyjątkową pracą; dzień zaczyna o siódmej, kładzie się spać o 21.30. Treningi na skoczni, odnowa biologiczna, ćwiczenia techniki, siły, mocy, treningi psychologiczne i prawidłowe odżywianie. Przestrzegania ścisłej diety i liczenia kalorii nauczył go prof. Jerzy Żołądź.
- Skonstruowaliśmy urządzenie treningowe, którego nie ma dziś nikt na świecie - zapewnia Marek Siderek, sędzia i szef wyszkolenia Polskiego Związku Narciarskiego. - Kiedy ogłosimy światu szczegóły naszej pracy, z pewnością zostanie odkrytych kilka nowatorskich metod. Wielu specjalistów może być jednak zaskoczonych prostotą tych rozwiązań - zapewnia Jan Blecharz, psycholog Małysza. - Przypomnijmy sobie gołąbka pokoju Pabla Picassa. Kilka prostych kresek stało się wielkim symbolem. Podobnie dzieje się w sporcie: sztuką jest znalezienie prostych i trafnych rozwiązań.
Dlaczego Małysz lata? - To w dużej mierze kwestia wyczucia, talentu i zmysłu.
W pewnym sensie zmysł Małysza przypomina zmysł ptaka - uważa prof. Jerzy Maryniak z Instytutu Techniki Lotniczej i Mechaniki Stosowanej Politechniki Warszawskiej. - Małysz - jak kondor - wie, przy jakim położeniu ciała uzyska najmniejszy opór aerodynamiczny i największą siłę noś-ną. Kondor się z tym urodził. Małysz trenował latami, aż w końcu złapał, o co chodzi. Wojciech Fortuna trafił raz. Małysz nie trafia, on odtwarza zapamiętany schemat - tłumaczy prof. Maryniak

Wykrywacz kłamstw
Wiadomo już, że Adam Małysz korzysta z metody zwanej biologicznym sprzężeniem zwrotnym (biofeedback). - Jest to metoda psychoterapii pozwalająca świadomie oddziaływać na procesy, których na co dzień człowiek nie kontroluje: sposób oddychania, pracę mięśni, temperaturę ciała, a nawet częstotliwość pracy mózgu. Umożliwia opanowanie sztuki relaksowania się bądź koncentracji. Uczy, jak radzić sobie ze stresem, w jaki sposób kontrolować procesy fizjologiczne w stopniu wydawałoby się niemożliwym, a tym samym pomaga funkcjonować w ekstremalnych warunkach. Biofeedback może nawet pomóc w leczeniu fobii: ułatwia pozbycie się lęku przed lataniem samolotem lub strachu przed pająkami - wyjaśnia Piotr Szostok, który od trzynastu lat zajmuje się diagnostyką i rehabilitacją psychologiczną wspomaganą komputerowo.
- Już w 1996 r. na basenie amerykańskich pływaków w Kolorado naukowcy i trenerzy korzystali z biofeedbacku i elektromiografii. Basen był zamykany pancernymi drzwiami, bo współczesny sport to zimna wojna - mówi Marek Graczyk, członek komisji medycznej PKOl. Za pomocą tych metod ekipa opiekująca się Małyszem bada napięcie jego mięśni i przybliża rozumienie procesów fizjologicznych zachodzących w różnych stanach pobudzenia emocjonalnego skoczka. Małysz zaczął kontrolować i regulować te procesy.
Do mięśni skoczka podłącza się elektrody. Mierzone jest napięcie mięśni, oporność skórno-galwaniczna, głębokość oddechu, tętno. Dane rejestrowane są przez podłączony do fizjorekordera komputer. Przetworzone wyniki pojawiają się na ekranie w formie graficznej - w taki sposób, by zawodnik łatwo mógł je obserwować. Może się w ten sposób uczyć na przykład tego, jak napinać poszczególne mięśnie podczas lotu. Program przygotowany przez naukowców opisuje pewien idealny model wirtualnego Małysza. To do swego komputerowego sobowtóra nasz skoczek upodabnia się podczas ćwiczeń.
- Małysz ma być naprawdę opanowany i skoncentrowany, a nie tylko na takiego wyglądać. To się udaje, ponieważ zawodnik oddziałuje na przyczynę, czyli fizjologię, a nie na skutek, czyli zewnętrzną "maskę". Fizjologii prawie nie można oszukać, na tej samej zasadzie zbudowany jest wykrywacz kłamstw - mówi Piotr Szostok. Zawodnicy przygotowują się do ważnych startów miesiącami, a później w krótkim czasie muszą się sprawdzić. O powodzeniu lub porażce decyduje kilka sekund. Tętno skoczka tuż przed startem wynosi 180 uderzeń na minutę. Odbicie trwa zaledwie 0,17 sekundy. Wychodząc z progu, skoczek osiąga prędkość 94 km/h. Ta sytuacja wymaga niezwykłej odporności psychicznej. Dlatego we współczesnym spor-cie często wygrywają nie ci, którzy obiektywnie są najlepiej wytrenowani, ale ci, którzy potrafią się skupić tylko na skoku, biegu, rzucie.

Platforma Małysza
Trenerzy nie przeprowadzają pomiarów na prawdziwych skoczniach: po pierwsze, nie ma jeszcze odpowiednio wyposażonych obiektów; po drugie, zawodnicy muszą oszczędzać kości, stawy i nerwy. Dlatego wymyślono trenażery pozwalające symulować prawdziwe skoki. - Platforma wyprodukowana pod nadzorem prof. Żołądzia udowodniła, że Adam ma idealny stosunek mocy do masy, jaką tworzą jego ciało, narty i kombinezon. Pływak walczący na długich dystansach może się zachowywać jak auto napędzane silnikiem diesla. Małysz ma raczej parametry porsche. Do mety maratonu by nie dobiegł, lecz przez te dwie sekundy jest bezkonkurencyjny - mówi Tajner.
Polski mistrz jest szczupły, ma drobne, lekkie kości, ale jednocześnie dobrze wytrenowane mięśnie. To fizjolog dba o to, by tak dobierano obciążenia treningowe, aby zbyt mocne mięśnie nie powodowały uszkodzeń przyczepów lub ich odrywania się od kości. Od niedawna Małyszem opiekuje się także biomechanik Piotr Krężałek, który przeprowadza cykliczne pomiary parametrów motorycznych. Odpowiada też za badania techniki skoków. Rejestruje je na taśmie wideo i dokonuje analizy tzw. aktu ruchowego. - Obserwujemy Małysza klatka po klatce. Wiemy, że w sposób niezwykły potrafi sterować swym ciałem w locie. Chcemy, by inni nasi zawodnicy zaczęli go naśladować - ujawnia Krężałek. Korzysta on z symulacji komputerowych. Testuje stworzony model skoczka, dodaje środowisko, w jakim może się znaleźć (na przykład prądy powietrza), i sprawdza, jak daleko Adam może skoczyć. Potem zmienia jakiś parametr i obserwuje, w jaki sposób taka zmiana mogłaby wpłynąć na skok. Specjalistyczny program komputerowy wykorzystywany do testów jest wart 25 tys. dolarów.

Doskonałość aerodynamiczna
W małym gabinecie prof. Jerzego Maryniaka stoją narty skoczka i model zawodnika w tzw. sylwetce lotnej. Maryniak fascynuje się skokami, wielu jego studentów pisze prace na ten temat i testuje model skoczka w tunelu aero-dynamicznym. - Każdy skoczek ma jedno idealne dla siebie ustawienie w locie. Właśnie uchwycenie tego ustawienia to cała sztuka. Wielu skacze równie imponująco, ale raz na jakiś czas - opowiada prof. Maryniak. Adam Małysz potrafi powtarzać perfekcyjne skoki. To niebywała sztuka. Doskonałość aerodynamiczna kondora wynosi 78, szybowca wyczynowego - 56, szybowca typu Smyk - 32,5, samolotu Iskra - 16, a Małysza - 1,62. - Gdyby Adam był nieco wyższy, mógłby założyć dłuższe narty, obszerniejszy kombinezon i pewnie skakałby dalej - dodaje Apoloniusz Tajner.
Maryniak zwraca jednak uwagę, że nie wystarczy po szybkim wyjściu z progu złożyć ciało w idealną sylwetkę.
- Przecież nikt nie lata tak pięknie jak niektórzy Japończycy, a jednak oni dziś nie wygrywają. Oprócz sylwetki ważny jest bowiem tzw. kąt natarcia, czyli kąt między płaszczyzną nart a kierunkiem lotu. Ustawienie nart i ciała pod odpowiednim kątem to kwestia wyczucia, wręcz ptasiego zmysłu. To jest właśnie wielka tajemnica górala z Wisły - przekonuje prof. Maryniak.

Adam z żelaza
Polski skoczek może mieć mięśnie kangura i zmysł bociana, ale nigdy nie skakałby tak daleko, gdyby nie jego odporność psychiczna. - Adam skupia się jak mało kto, ma bardzo wydolny system nerwowy, potrafił się uodpornić na stres i przystosować do zmieniającej się sytuacji. To rezultat trzyletniej pracy - ujawnia dr Blecharz, w przeszłości współpracujący z terapeutą sprintera Carla Lewisa.
W zawodowym sporcie prawie wszyscy najlepsi prezentują dziś podobny stopień wytrenowania. Największe rezerwy tkwią więc w stymulacji psychicznej, która stała się jedynym legalnym dopingiem. Małysz korzysta z tzw. progresywnej relaksacji, polegającej na napinaniu i rozluźnianiu mięśni, treningu opartym na autosugestii oraz wewnętrznym treningu wyobrażeniowym, co oznacza analizowanie w myślach kolejnych etapów skoku ("popatrz w myślach na rozbieg i pomyśl, w którym miejscu będziesz jutro lądować"). Dzięki stymulacji psychicznej Małysz wprowadzany jest w "psychologiczny stan szczytowy", objawiający się na przykład zmienną percepcją odległości i poczuciem utraty ciężaru ciała.
Gdy Carl Lewis przegrał na igrzyskach w Seulu z Benem Johnsonem (później zdyskwalifikowanym za doping), pytał swego psychologa, dlaczego tak się stało, skoro był najlepszy. Usłyszał: "Przegrałeś, bo nie biegłeś dla siebie, tylko przeciw rywalom na sąsiednich torach. Zabrakło ci skupienia". Dziś Martin Schmitt i Sven Hannawald skaczą po to, by dobrać się do skóry Małyszowi. Jeśli im się to udaje, czują się tak, jakby zdobyli szczyt nie do zdobycia. Radość Hannawalda po zwycięstwach w Turnieju Czterech Skoczni była tak wielka, że trudno sobie wyobrazić, jak mógłby się zachować, gdyby pokonał Małysza na igrzyskach. Polak tymczasem robi swoje: skacze jedynie po to, by oddać kolejny dobry skok. Ta filozofia powtarzana jest przez naszego skoczka do znudzenia.
- Nasze sukcesy początkowo traktowano pobłażliwie, jak wybryki nieokrzesanego nastolatka - mówi Tajner. - Szeptano: "patrzcie, ale udało się temu Polaczkowi" i czekano, aż sytuacja wróci do normy, czyli do zwycięstw Niemców i Finów. Ludzie kierujący tym biznesem musieli się jednak szybko opamiętać. Zrozumieli, że nie można stawiać wyłącznie na dotychczasowych faworytów, skoro przegrywają. Dziś Adam jest lansowany na geniusza. Wszystko po to, by móc powiedzieć: "Nasi chłopcy czasem przegrywają. Ale za to z kim?! Z Małyszem!".

Więcej możesz przeczytać w 2/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0