Śledź w sosie bałtyckim

Śledź w sosie bałtyckim

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zdrowie konsumentów czy los rybaków? Rozpatrywany od kilku lat scenariusz upadku bałtyckiego rybołówstwa dla Szwedów staje się rzeczywistością
Toksyczne ryby z Bałtyku na stołach w Europie Wschodniej?

Wkrótce ograniczenia w handlu rybami pochodzącymi z brudnego Bałtyku dotkną wszystkie państwa regionu. Przyjęte pod koniec listopada 2001 r., a obowiązujące od 1 lipca 2002 r. normy Unii Europejskiej, ograniczające dopuszczalną zawartość dioksyn w rybim mięsie do 4 pg (pikogramów, czyli bilionowych części grama) na gram, stawiają pod znakiem zapytania obecność bałtyckich ryb na unijnym rynku. Promotorem antydioksynowej kampanii unijnej była Belgia, która sama w 1999 r. stała się miejscem skandalu związanego z zatruciem pasz dioksynami.

Przyprawa dioksynowa
Do 2006 r. Szwecja i Finlandia będą korzystały z dyspensy pozwalającej im sprzedawać u siebie bałtyckie ryby. Od 1 lipca 2002 r. owoce Bałtyku będą jednak miały zakaz wstępu na rynki unii. Pod znakiem zapytania stanie też produkcja mączki rybnej. Nowe normy zawartości dioksyn w paszy dopuszczają tylko jedną trzecią dawki "ludzkiej".
Szwedzkie badania potwierdzają wysoką zawartość dioksyn w bałtyckich śledziach (4-20 pg na gram) i łososiach (20-40 pg), choć i tak jest ona mniejsza niż w latach 70., kiedy zwrócono uwagę na katastrofalny stan wód Morza Bałtyckiego, zasilanych ściekami z całego regionu. Szwedzki Urząd ds. Artykułów Spożywczych informuje konsumentów, że kobiety w wieku reprodukcyjnym, a zwłaszcza w ciąży, nie powinny spożywać bałtyckich śledzi i łososi częściej niż raz w miesiącu. Reszta populacji może bezpiecznie konsumować rybne specjały raz w tygodniu. Przeciętny Szwed zjada rocznie 104 kg ryb, ale w tej diecie dominują mniej szkodliwe ryby "chude", a tylko 0,3 kg to bałtyckie śledzie i łososie.

Pożytki z rybiego tłuszczu
Latem 2001 r. szwedzki rząd przyznał Urzędowi ds. Artykułów Spożywczych 1,4 mln koron (około 530 tys. zł) na analizy zawartości dioksyn w rybach. Po badaniach grupa ekspertów medycyny środowiskowej zarekomendowała jednak dalszą konsumpcję ryb. Specjaliści są zdania, że pożytki ze spożywania rybiego tłuszczu przeważają nad ryzykiem szkodliwego oddziaływania dioksyn. To stanowisko pozostaje w sprzeczności z przyjętą przez parlament polityką konsumencką, która wyraźnie mówi, że żywność sprzedawana w Szwecji nie może zawierać trucizn. Na konflikt interesów zwrócili uwagę m.in. posłowie lewicy podczas toczącej się jesienią w szwedzkim parlamencie dyskusji na temat nowych unijnych regulacji i ich wpływu na rozwój szwedzkiego rybołówstwa.
Wartość szwedzkich połowów tzw. ryb tłustych w 2001 r. wyniosła 236 mln koron, z czego 92 mln koron to wartość ryb trafiających na stoły konsumentów. W kryzysowej sytuacji Szwedzi myślą o nowych rynkach zbytu. Bent Rundgren, dyrektor organizacji Szwedzki Eksport Ryb, zapowiedział, że bałtyckie ryby będą sprzedawane w Europie Wschodniej. Obecnie Szwecja eksportuje rocznie 15-20 tys. ton śledzi do Rosji i Estonii. Niewielkie partie szwedzkich ryb trafiają także do Polski. Od 1 lipca 2002 r. wyłączone jeszcze spod unijnych reguł państwa mogą się stać jedynymi odbiorcami ryb, których nie będzie można sprzedać na Zachodzie. W przyszłym roku Szwedzi planują więc opanować rynek rosyjski, w czym mają pomóc państwowe kredyty eksportowe.

Ryba wschodnia i zachodnia
Unia Europejska nie ukrywa wątpliwości dotyczących takiego "rozwiązania" problemu. Sztokholm liczy się też z możliwością zaostrzenia przepisów w Rosji i państwach bałtyckich. Wówczas Szwedom pozostanie tylko oczyszczanie tranu i mączki rybnej ze szkodliwych dioksyn. Istnieją metody skutecznej eliminacji dioksyn z tranu; można je zastosować również do oczyszczania mączki rybnej. Tyle że podniesie to koszty. Producenci wyciągną więc ręce po unijne dotacje.
Na razie z ograniczeń dla rybołówstwa cieszą się jedynie biolodzy, którzy już dawno ostrzegali przed przetrzebieniem ławic w Bałtyku. Rybacy i szwedzki rząd mają mniej powodów do zadowolenia. Taktyka ratowania kilku tysięcy szwedzkich rybaków jest jasna, ale wątpliwości budzi strona etyczna. Rundgren tłumaczy, że "wszystko jest w porządku, gdyż państwa bałtyckie nie ograniczają swoich rynków". Innego zdania są czytelnicy szwedzkiego dziennika "Dagens Nyheter" - 65 proc. ankietowanych jest przeciwnych eksportowi niezdrowych ryb do Europy Wschodniej.
Zaostrzenie unijnych norm dotknie nie tylko szwedzkich rybaków. Efekty unijnej troski o zdrowie konsumentów odczują również ich koledzy z Polski, Danii, Niemiec, Finlandii i państw bałtyckich. Oni też obarczają Brukselę odpowiedzialnością za swój los. Tymczasem jedynie niektórzy uczestnicy "rybnej debaty" zwracają uwagę na właś-ciwą kolejność problemów:
u źródeł kłopotów leży zanieczyszczenie Bałtyku, a tym państwa regionu - poza krajami skandynawskimi - interesują się w stopniu znacznie mniejszym, niż powinny.


Więcej możesz przeczytać w 2/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0