Władimirburg

Władimirburg

Piotr Wielki swoją słynną podróż na Zachód, której celem było podpatrzenie zagranicznych rozwiązań, odbywał częściowo w przebraniu
Czy Władimir Putin znów uczyni Sankt Petersburg stolicą Rosji?

Prawie 300 lat później Władimir Putin także zaczął od podpatrywania Zachodu. Car, budując Sankt Petersburg, chciał zachwycić świat i dołączyć do nowoczesnej Europy. Czy prezydent, podkreślając znaczenie tego miasta, chce przypomnieć, że nie ma już Leningradu, i przekonać świat, iż Rosja znów zwraca się ku Europie? Czy Putin chce stworzyć w Petersburgu drugą stolicę Rosji?
Dyskusje na ten temat rozgorzały, gdy Giennadij Sielezniow, przewodniczący Dumy, niespodziewanie zaproponował, by obie izby rosyjskiego parlamentu obradowały nad Newą. Jego pomysł poparł Jegor Strojew, który wówczas był przewodniczącym Rady Federacji. Milczy jedynie Władimir Putin. Rosyjski prezydent wykorzystuje jednak każdą okazję, by podnieść znaczenie Sankt Petersburga. To coś więcej niż nostalgia za rodzinnym miastem.

Carska stolica luksusu i biedy
Nazywany Wenecją Północy Sankt Petersburg - położony na 44 wyspach połączonych 540 mostami - jest nie tylko najładniejszym miastem Rosji. Dzieło Piotra Wielkiego przede wszystkim symbolizowało zachodnie aspiracje Rosjan. Przez ponad dwa wieki miasto nad Newą było rosyjskim "oknem na Zachód". Za datę narodzin Sankt Petersburga uznaje się 16 maja 1703 r., gdy rozpoczęto budowę Twierdzy Petropawłowskiej. Zamysł Piotra Wielkiego był tyleż odważny, co okrutny - budowa na podmokłym gruncie kosztowała życie tysięcy ludzi. W ciągu kilkudziesięciu lat "na kościach poddanych" powstało zaprojektowane przez zachodnich architektów miasto. W 1712 r. car ogłosił je stolicą państwa.
Z dostępem do Bałtyku i nowoczesną stolicą Rosja miała się stać częścią Zachodu.
Nazywany przez Puszkina "miastem luksusu i biedy" Sankt Petersburg (od czasu I wojny światowej Piotrogród) był kolebką rewolucji komunistycznej i scenerią okrutnych wydarzeń. W 1918 r., obawiając się zachodniej interwencji zbrojnej, Lenin zdecydował się przenieść siedzibę rewolucyjnego rządu do Moskwy. Miało to być jedynie rozwiązanie przejściowe, lecz okazało się początkiem budowy żelaznej kurtyny i wrogości wobec świata. Ekonomiczny, polityczny i kulturalny upadek miasta nad Newą stał się symbolem izolacjonizmu Rosji. Władimir Putin postanowił to zmienić.
Ze swojego rodzinnego miasta prezydent usiłuje zrobić drugą stolicę kraju i prezydencką rezydencję. Wielu obserwatorów na Zachodzie odbiera to jako symboliczne przesłanie - znak, że Rosja definitywnie zrywa z komunistyczną przeszłością. Mogą to potwierdzać ostatnie inicjatywy rosyjskiego prezydenta: poparcie koalicji antyterrorystycznej i ocieplanie stosunków z USA, NATO i UE. Putin nie utrudnia rozszerzenia sojuszu, a nawet nie wyklucza uczestnictwa w nim Rosji.

Chicago Wschodu
W jednej dziedzinie - niezbyt chlubnej - Petersburg już zdobył palmę pierwszeństwa. Wysokie wskaźniki przestępczości w latach 90. sprawiły, że miasto nazwano "bandycką stolicą Rosji". Wiele wykonywanych na zlecenie morderstw wiązano z porachunkami mafii. Nie brakowało też zbrodni na tle politycznym - na progu swojego domu zginęła m.in. Galina Starowojtowa, deputowana do Dumy. Większości przestępstw do dziś nie wyjaśniono. Władimir Jakowlew, mer Sankt Petersburga, tłumaczy to zawirowaniami towarzyszącymi transformacji gospodarczej i słabością prawa. Wielu mafiosów z tego okresu zdołało "wyprać" swoje pieniądze i stać się "szanowanymi biznesmenami".
Sześć lat temu w wywiadzie dla "Wprost" Anatolij Sobczak, ówczesny mer miasta i "ojciec duchowy" Władimira Putina, chwalił się, że w jego mieście jest najwyższy w Rosji stopień prywatyzacji i przedsiębiorczości. Jego liberalna polityka przyciągnęła do Petersburga wielu zagranicznych inwestorów. Dała też nadzieję petersburżanom. Irina Borowoja, z wykształcenia romanistka, uwierzyła w jego obietnice i rozpoczęła działalność gospodarczą. Dziś prowadzi kilkunastoosobowy zakład produkcji gobelinów. Latem 1991 r. Irina głosowała w referendum za przywróceniem miastu dawnej nazwy, by - jak podkreśla - jak najszybciej opuścić komunistyczny Leningrad i wrócić do Europy. Jej się udało. Teraz - na szerszą skalę - czyni to prezydent Władimir Putin.

Rosyjskie okno na Zachód
Tony Blair był pierwszym zachodnim politykiem, z którym w marcu 2000 r. spotkał się nowo wybrany prezydent Rosji. Rozmawiali nie w Moskwie, lecz w Sankt Petersburgu. W malowniczym mieście nad Newą Putin przyjął także innych dygnitarzy, w tym prezydentów Chiraca, Klestila i Chatamiego oraz kanclerza Schrödera. Kilka miesięcy temu miastem zachwycał się również Kim Dzong Il. Zdaniem Paula Smitha, amerykańskiego konsula w Sankt Petersburgu, dzięki Putinowi, który zaprasza tam swoich najważniejszych zagranicznych gości, miasto zyskuje miano rosyjskiego Camp David. Wśród barokowych i rokokowych budynków dojdzie niebawem do spotkania z prezydentem Bushem.
Nad Newą odbywa się też coraz więcej międzynarodowych konferencji (m.in. na temat prania brudnych pieniędzy). Podczas wizyty kanclerza Schrödera powołano Petersburski Dialog, niemiecko-rosyjskie forum wymiany myśli, zrzeszające prominentnych przedstawicieli świata polityki, gospodarki, nauki i kultury.
Moskiewsko-petersburski spór o stolicę można wytłumaczyć specyfiką rosyjskiej duszy rozdartej między Wschodem a Zachodem - uważał filozof Nikołaj Bierdiajew. Są i tacy, którzy twierdzą, że sprawa jest de facto rozstrzygnięta - Sankt Petersburg już dziś rządzi Rosją. Władimir Putin otoczył się bowiem "piterską komandą", ludźmi z miasta nad Newą. W trakcie tworzenia rządu krążył w Rosji dowcip na temat kryterium, według którego były rozdzielane teki ministrów. Decydowała metryka z Sankt Petersburga.
W 2003 r. przedrewolucyjna stolica będzie obchodziła trzechsetlecie istnienia. Rząd federacji obiecał miastu z tej okazji 1,7 mld dolarów. Zdaniem zwolenników stołeczności Petersburga, to odpowiedni moment na przywrócenie dawnego stanu rzeczy. Przenoszenie stolicy w Rosji - argumentują - zawsze towarzyszyło ostrym zakrętom historii. Tak było, gdy po zwycięstwie nad Tatarami i Mongołami stolicą Wielkiego Księstwa Moskiewskiego stała się Moskwa. Zwrot ku Zachodowi Piotra I został zamanifestowany budową Sankt Petersburga. W wyniku rewolucji nowi władcy wybrali oddaloną od granic państwa Moskwę. Czy teraz przyszła kolej na powrót do Sankt Petersburga?

Okładka tygodnika WPROST: 3/2002
Więcej możesz przeczytać w 3/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0