Rozkosze niepewności

Rozkosze niepewności

Dodano:   /  Zmieniono: 
David Lynch to eksperymentator, który mieszka w Hollywood, choć nigdy nie zrobił w Hollywood żadnego filmu
Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, porozmawiajmy dziś o filmie, który jest tak niejednoznaczny, że po jego obejrzeniu można rozpocząć dyskusję o tym, co tak naprawdę się w nim wydarzyło. Czy jest pan zwolennikiem zagadek wiodących przez labirynt wizjonerskiej wyobraźni reżysera, takich jak ta opowiedziana przez Davida Lyncha w "Mulholland Drive"?
Zygmunt Kałużyński: Owszem. Do tego filmu niewątpliwie trzeba zrozumienia, dobrej woli. Zauważyłem, że już po 20 minutach filmu ten i ów widz opuszczał salę zniechęcony.
TR: Trzeba także erudycji filmowej, a nawet kulturowej, czyli elementów, których coraz częściej brakuje niektórym widzom, zapominającym o tym, że aby móc się cieszyć pełnią przyjemności w kinie, trzeba wcześniej wykonać wysiłek. Wtedy taką stylistykę odczuwa się jako przyjemność, a nie utrudnienie.
ZK: W tym wypadku nie wystarcza jednak erudycja filmowa, trzeba również nastawić się emocjonalnie na osobistą wizję artysty.
TR: Dobrze, panie Zygmuncie, ale to przecież wizja bliska każdemu kinomanowi. Opowiadamy o tym filmie, jakby to był Bóg wie jaki "Ulisses", a przecież to jest po prostu opowieść o dziewczynie, która chce zrobić karierę w Hollywood. Czy może być w kinie coś łatwiejszego?
ZK: Ale to jest wizja Davida Lyncha, który jest w kinie amerykańskim absolutnym wyjątkiem. To artysta poszukujący, eksperymentator, który...
TR: ...mieszka w Hollywood, choć nigdy nie zrobił w Hollywood żadnego filmu.
ZK: Na tym właśnie polega jego amerykańskość i zarazem wyjątkowość na tle amerykańskości: będąc twórcą absolutnie niezależnym od biznesu, kierującym się tylko instynktem artystycznym, jednocześnie należy do Ameryki. Jest zarazem amerykański i antyamerykański!
TR: Gdyby był Polakiem i gdyby nakręcił taki film o polskim przemyśle filmowym, powiedziano by, że zły to ptak, co własne gniazdo kala...
ZK: W gruncie rzeczy "Mulholland Drive" jest sensacyjnym dramatem o Hollywood.
TR: I świetnym kryminałem, który rozpoczyna się od próby porwania i zamordowania elegancko ubranej dziewczyny jadącej samochodem na przyjęcie. Towarzyszymy jej, gdy ucieka, dzięki czemu orientujemy się, że rzecz rozgrywa się w Hollywood, a dziewczyna jest związana ze światem filmu. Potem poznajemy fragment po fragmencie historię jej życia, żeby na końcu dowiedzieć się, że tak naprawdę nie jest to jej historia, ale kogoś całkiem innego.
ZK: I właśnie to jest oryginalność artystyczna filmu Lyncha: tworzy on nową emocję, polegającą na rozmyślnym dezorientowaniu widza po to, aby poczuł niepewność.
TR: Mistrzostwo w tej umiejętności zdobył już wcześniej, kręcąc serial "Miasteczko Twin Peaks".
ZK: Lynch jest wielkim artystą niepewności...
TR: ...i zarazem dwuznaczności, bo okazuje się, że wszystko może mieć inne znaczenie, niż myślimy.
ZK: Ale żeby zrobić z niepewności przeżycie artystyczne, Lynch najpierw musi umocnić w nas pewność, dlatego od początku ten dramat jest przejmującym thrillerem psychologicznym, który sprowadza się do kontaktu dwóch kobiet: tej, która została napadnięta na Mulholland Drive (to symboliczna autostrada przecinająca Los Angeles, przechodząca obok Hollywoodu), straciła pamięć, weszła do przypadkowego domu, i tej, którą w nim znalazła - dziewczyny z prowincji, próbującej zrobić karierę w filmie. Bohaterka dotknięta amnezją twierdzi, że ma na imię Rita, ale wzięła to z afisza z Ritą Hayworth, który wisi na ścianie, i my o tym wiemy.
TR: Dalej okazuje się, że przyszła do tego domu nieprzypadkowo, że dziewczyna, którą spotkała, być może nie jest tym, za kogo się podaje, tylko jest wizją wyśnioną przez kogoś innego. Krótko mówiąc, wszystko, co się dzieje, czego już prawie jesteśmy pewni, kilka scen później podawane jest w wątpliwość.
ZK: W budzeniu niepewności Lynch posługuje się poetyką snu. Co do snu też mamy niepewność. Do kogo należy? W którym miejscu się kończy, a w którym zaczyna? Obie dziewczyny zaczyna łączyć uczucie bardzo wieloznaczne. Oczywiście, łatwo powiedzieć, że to skłonność lesbijska, ale to jest dużo bardziej niejasne.
TR: Obie okazują się aktorkami, panie Zygmuncie.
ZK: Ale dopiero w następnym śnie! Ponieważ jedna cierpi na amnezję, starają się odtworzyć jej przeszłość i w trakcie śledztwa trafiają na zwłoki trzeciej dziewczyny. Została zamordowana w swoim mieszkaniu i zapomniana do tego stopnia, że jej ciało się rozkłada i muszą zatykać nosy, kiedy tam wchodzą.
TR: Na dodatek okazuje się, że ta zmarła może być jedną z nich.
ZK: Ta zamordowana kobieta, Diana, była luksusową prostytutką i miała przyjaciółkę Kamilę, w której się kochała. Osoby, które widzieliśmy w pierwszej części, okazują się kim innym. Na przykład portierka staje się matką reżysera filmowego.
TR: Ów reżyser raz występuje jako zdobywca rozdający przywileje, innym razem jako poniżana przez producenta ofiara Hollywood.
ZK: Są tutaj kawałki bezwzględnie twardego realizmu, jak w najczarniejszym thrillerze. Lynch nagle okazuje się mistrzem czarnego filmu. Jego siła polega na połączeniu przejmującego realizmu z wizjonerstwem i emocjami, które nas zaskakują, a które stanowią osiągnięcie artystyczne tego filmu.
TR: Wie pan, mam pomysł na praktyczne zastosowanie "Mulholland Drive": może to być swoisty test przedmałżeński dla tych, którzy mają wątpliwości, czy ich partner albo partnerka będą ciekawymi towarzyszami życia. Wybierzcie się Państwo na ten film, a następnie spróbujcie o nim porozmawiać; jeśli rozmowa okaże się ciekawa, a kandydat na małżonka coś z tego zrozumiał, to czeka was ciekawe życie u jego boku...
Więcej możesz przeczytać w 3/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0