Ad acta?

Ad acta?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kobiecy eunuch tkwi w każdej z nas - w "miłych koteczkach", w "kobietach fatalnych", a nawet w "ostrych laseczkach"
"Pani Małgorzato, coś musiało się zmienić w Pani życiu, ponieważ ostatnio zbyt łagodnie traktuje Pani mężczyzn. To chyba zasługa jakiegoś faceta". Tu następują komplementy pod adresem autorki, które przez wrodzoną skromność przemilczę, i dalej pan E. z Gliwic mailuje: "W swoich felietonach miota się Pani i miota. Ma Pani kompleksy na punkcie mężczyzn? Lepiej być facetem, co? Oczywiście, że lepiej, bo facet może to, może tamto, a kobiety? Otóż nie, moja Pani! Kobiety też mogą, ale czy chcą? Większość nie! Mam córkę w klasie maturalnej. Zawsze wpajałem jej, że musi być pod każdym względem niezależna. Już teraz widzę, że nic z tego nie wyjdzie. Również obserwacje w moim otoczeniu dowodzą, że bez względu na wykształcenie kobiety są zależne od swoich mężczyzn. Marzę o tym, żeby tak nie było. Może to się zmieni za te osiemset lat, gdy już nie ma być facetów? Cha, cha". Trudno jednoznacznie zawyrokować, po której stronie stoi pan E. z Gliwic: coraz bardziej słabnących mężczyzn czy też ciągle uzależnionych, chociaż szarpiących łańcuchy kobiet? Na jedną z wątpliwości pana E. odpowiadam od razu: z mojego punktu widzenia wcale nie jest lepiej być mężczyzną. Z pewnością łatwiej, ale to przecież nie to samo.
O tym mailu przypomniałam sobie w trakcie lektury "Kobiecego eunucha", napisanego trzydzieści lat temu przez Germaine Greer. Sięgając po tę książkę, byłam pewna, że już niczym nowym mnie nie zaskoczy. Wreszcie przetłumaczono ją na język polski, więc należy ponownie przeczytać. Takie remanenty dla spokoju sumienia. Przy okazji można zdecydować, co w historii kobiecego uzależnienia trafiło ad acta, a co do teczek z napisem "aktualne". Zaczęłam zatem strona po stronie swoje prywatne śledztwo. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że mamy już - jak tego pragnęła Greer - "wolność do biegania, krzyczenia, mówienia głośno i siadania z rozstawionymi nogami". Zdecydowanie gorzej jest z wynikającym z tej wolności prawem do bycia sobą, które cechuje "godność, uczciwość, szacunek, namiętność i duma". Nadal to wszystko jest głęboko pochowane po kątach naszych dusz. Dlaczego? "Dziś [czyli kilkadziesiąt lat temu] tytułowego kobiecego eunucha [czyli z definicji bezpłciową matkę, żonę i kochankę] można spotkać na całym świecie" - pisała Greer. A jak jest na początku nowego stulecia? Wystarczy się rozejrzeć dookoła. Kobiecy eunuch ze swoim ubezwłasnowolnieniem tkwi w każdej z nas, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy. W "miłych koteczkach", w "kobietach fatalnych", a nawet w "ostrych laseczkach" - pozostając przy terminologii australijskiej feministki.
Kolejny postulat Greer brzmiał: "Małżeństwo nie może być zawodem, a tym się stało". Instytucja ta nie załatwi za nas spraw nie załatwionych, nigdy nie będzie panaceum na brak pewności siebie i bez względu na jakość nie stanowi o tym, kim jesteśmy. O tym stanowimy my same. W małżeństwie, przed nim i po nim. Czy więc tracą na świeżości spostrzeżenia Greer, że "na spotkaniach towarzyskich tak naprawdę widzimy siedzące przy stolikach stado służących, które pozakładały maski, a pozdejmowały fartuchy, żeby przypadkiem nie zdradzić swojego rzeczywistego statusu, wyperfumowały się, udają luz i relaks, ale czują tylko znużenie"? Co myśli każda żona, gdy czyta dziś "Kobiecego eunucha", a w nim następujący fragment: "Za każdym razem, gdy kobieta zmusza się do śmiechu, kiedy jej mąż opowiada po raz tysięczny ten sam dowcip, zdradza go". "Mężczyzna, który patrząc na swoją partnerkę, mówi: co ja bym bez ciebie zrobił? - już jest zniszczony. Jego kobieta zwyciężyła całkowicie, ale to pyrrusowe zwycięstwo. Oboje tak wiele poświęcili z tego, co na początku sprawiało, że byli warci miłości, po to, by podtrzymać symbiozę opartą na wzajemnej zależności, że z tego, co jest między nimi, z trudem dałoby się ulepić jedną pełną istotę ludzką". Ad acta?
Według Greer, tym, co wiązało nam ręce aż do bólu, było pojęcie wie-cznej kobiecości. "To obiekt seksualny, uprag-niony i poszukiwany przez każdego mężczyznę i wszystkie kobiety. Nie ma płci. Jego wartość mierzy się jedynie pożądaniem, które wyzwala w innych". Ale czy nie w takiej perspektywie my, kobiety, nadal najchętniej się postrzegamy? Swoją atrakcyjność porównując z każdą napotkaną kobietą. Ładniejsza, brzydsza, seksowniejsza, aseksualna. A potem pozostaje już tylko łagodzące ból odrzucenia pytanie: co on w niej widzi? Nie zaskakują więc kolejne słowa Greer: "Odmawiam bycia sobowtórem kobiety. Jestem kobietą, nie kastratem". Bez wahania sięgam po teczkę z napisem "aktualne".
Żeby uspokoić pana E. z Gliwic, dedykuję mu cytat: "Walka płci jest powszechna i bez względu na to, czy toczy się w domu, czy poza domem, w zwarciu przeciwników nie obowiązują żadne zasady ani przepisy i chodzi o to, żeby zabić". Nawet jeśli idzie tylko o "wolny wstęp do świata wrzodów żołądka i choroby wieńcowej". Ad acta, aktualne i to jeszcze bez miotania się?

Więcej możesz przeczytać w 3/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0