Wycieczka do eurolandu

Wycieczka do eurolandu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zabawne są chwile, kiedy politycy spostrzegają, że ludzie nie są wcale tak ograniczeni, jak mogłoby się wydawać
Gdyby kilkanaście dni temu ktoś powiedział, że euro zrobi z nas wielką europejską rodzinę, uznano by to za pompatyczną propagandową mrzonkę. Tymczasem można odnieść wrażenie, że obywatele krajów strefy euro - a jest ich ponad trzysta milionów - wybrali się 1 stycznia na wspólną rodzinną wycieczkę. Jak wiadomo, podróże kształcą i zbliżają. Tak było i tym razem, bo wszyscy stanęli wobec tych samych problemów, typowych dla wycieczek zagranicznych: każdy by chciał jak najszybciej i jak najdokładniej poznać nowy kraj, ale jego możliwości w tym względzie ogranicza między innymi brak wyczucia wartości obcego pieniądza. Owym obcym pieniądzem jest tym razem euro. Wprowadzenia go do obiegu nie można porównywać ze znanymi z przeszłości dewaluacjami czy zmianami nominałów i przeliczników. Nie mamy tu do czynienia z prostym dzieleniem lub mnożeniem przez 10, 100, 1000 czy 10 000. Żeby przeliczyć cenę w euro na znajome franki, trzeba za każdym razem mnożyć ją przez 6,55957. Nie ma to sensu, dlatego trzeba będzie bardzo szybko się poddać i zacząć naprawdę myśleć w euro.
Tydzień po wprowadzeniu euro do realnego obiegu aż 76-88 proc. ankietowanych Francuzów stwierdzało, że operacja ta przebiegła raczej dobrze i nie sprawiła im specjalnego kłopotu. Kłopoty jednak są. We Francji bezustannie trafia się teraz na zjawisko praktycznie temu krajowi nieznane, a nas przez kilka dziesięcioleci doprowadzające do szału: kolejki. Idziesz po bagietkę, znaczki, wędliny czy gazetę - masz zagwarantowane minimum kilkanaście minut stania bez względu na porę dnia. Za drobne zakupy nikt nie płaci czekiem albo kartą kredytową, tylko gotówką. Teraz już bardzo często euro. Z frankami Francuzi żegnają się szybko, wręcz pospiesznie, bez żadnej nostalgii. Po kilku dniach realnego funkcjonowania nowego pieniądza już połowa transakcji gotówkowych przeprowadzana była w euro. Według ocen władz, na półtora miliarda franków, które obywatele magazynowali dotychczas w pończosze, w pierwszych dniach stycznia wymieniony na euro został miliard.
Wróćmy jednak ze skali makro do mikro, czyli bagietek, znaczków, wędlin i gazet. Wszyscy przeżywają fascynację euro, ale słabo je jeszcze znają. Zanim się przy zakupie znajdzie, rozpozna, przeliczy i poda monety i zanim sprzedawca wyda resztę, którą z kolei klient musi jeszcze pieczołowicie przeliczyć - mija co najmniej dwa razy więcej czasu niż przed 1 stycznia. A jeszcze większa zabawa jest podczas płacenia frankami i odbierania reszty w euro. Inna sprawa, że nie zawsze się resztę dostaje. Nie doceniono entuzjazmu Francuzów i ich zapotrzebowania na drobne monety, więc jest ich za mało. Dostanie reszty we frankach nie jest jeszcze jednak wielkim problemem. Prawdziwy dramat dla Francuza zaczyna się wtedy, gdy przychodzi do pracy i w firmowym automacie nie może kupić kawy. Wszystkie maszyny zostały przestawione na euro, kiedy zatem brakuje drobnych, stają się niedostępne. A dzień bez kawy to dzień stracony.
Mimo różnych niedogodności rzadko się zdarza, by ktoś się otwarcie denerwował. Częściej kłopoty z euro stają się okazją do pośmiania się z samych siebie i swojej nieporadności przy sklepowej ladzie, proponowania pomocy, pocieszania się nawzajem, że za miesiąc już będzie łatwiej, żartowania i nawiązywania rozmów również na inne tematy. To dlatego napisałem, że powstaje coś w rodzaju atmosfery familijnej - być może ulotnej i przejściowej, niemniej jednak realnej. Francuzi wydobyli z siebie zdumiewająco wielkie pokłady cierpliwości i humoru.
Zagrali też na nosie nie tylko eurosceptykom, ale także tym euroentuzjastom, którzy w gruncie rzeczy się ich bali, bo w głębi duszy uważali ich za niedojrzałych i ciągle jeszcze niezdolnych do zrozumienia, że mimo wszelkich swoich wad Europa wspólna jest lepsza niż rozparcelowana na kawałki. Teraz euroentuzjaści z niejakim zdumieniem spostrzegają, że ich wieloletnie wysiłki dają całkiem konkretne rezultaty: kiedy się naprawdę dobrze przygotuje i wytłumaczy wielkie przedsięwzięcie integracyjne, to nawet gdy uderza ono wprost w jeden z atrybutów tożsamości narodowej - w tym wypadku pieniądz - ludzie tłumnie rzucają się w uchyloną furtkę z wielką radością, ufnością i poczuciem, że za tą furtką jest wielka brama, która otwiera przed nimi świat. Zabawne są te chwile, kiedy politycy przeżywają objawienie, że ludzie nie są wcale tak ograniczeni, jak mogłoby się wydawać.
Więcej możesz przeczytać w 3/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0