Niemiecki pacjent

Niemiecki pacjent

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niemcy pracują najkrócej, wypoczywają najdłużej i zarabiają najwięcej
Dlaczego RFN przestała być lokomotywą Unii Europejskiej

Tymczasem wzrost PKB Niemiec sięga zaledwie dziesiątych części procentu, a bezrobocie wciąż rośnie. "Podaję Państwu dziewięć powodów przemawiających za wybraniem SPD. Dziesiąty nazywa się Kohl" - wydrukowano w 1998 r. na wyborczej karcie kredytowej Gerharda Schrödera, kandydata na kanclerza. Lider socis obiecał Niemcom reformy, które miały zdynamizować gospodarkę i dać nowe miejsca pracy. Od tamtej pory faktyczna liczba bezrobotnych wzrosła w Niemczech do 6 mln osób, a gospodarka po początkowym ożywieniu znalazła się w stagnacji.

Społeczeństwo wolnego czasu
- Na zasiłku dostaję dwa razy tyle, ile bym zarobił normal-nie. Świadczenia mam opłacone, a w wolnym czasie mogę sobie dorobić tyle, ile chcę - mówi Heinrich G. z Berlina. Ten 34-letni fryzjer żyje na garnuszku państwa już kilka lat. Jak szacuje były minister gospodarki Günter Rexrodt, budżet państwa traci na tym procederze podwójnie: łoży na zasiłki dla bezrobotnych, a nie otrzymuje ponad 120 mld euro z tytułu podatków i składek na ubezpieczenia zdrowotne, emerytury itp. od pracujących na czarno i ich pracodawców. W ostatnim ćwierćwieczu szara strefa gospodarki zwiększyła się w Niemczech aż trzykrotnie. Jest to spowodowane głównie brakiem motywacji do podejmowania legalnej pracy oraz niechęcią Niemców do "gorszych" zajęć. Około 1,5 mln stanowisk urzędy pracy musiały rozdzielać między obcokrajowców. Wśród zatrudnionych w gastronomii zaledwie 30 proc. to Niemcy. Równie niewielki jest odsetek Niemców parających się usługami. Gdy próbowano ich zmusić do legalnego zatrudnienia w rolnictwie i budownictwie, tysiącom chłopów groziło pozostawienie zbiorów na polach, utrata zleceń lub kary za niedotrzymanie terminu. - Bez obcokrajowców byśmy splajtowali - podsumowuje Peter Krupp, właściciel sadów pod Bölingen (Nadrenia-Palatynat). Jak planowali politycy, do 2001 r. przy zbiorach płodów rolnych miało pracować o 40 proc. więcej Niemców, jednak kierowani do pracy natychmiast brali zwolnienia lekarskie i "chorowali" dopóty, dopóki nie otrzymali wypowiedzenia, dzięki czemu znów mogli przejść na zasiłek.
Zasiłki dla bezrobotnych, dodatki z tytułu opieki socjalnej plus praca na czarno nierzadko przynoszą krocie. Zdaniem ekspertów, tylko w Berlinie traci w związku z tym legalne zatrudnienie 25 tys. ludzi. Swego czasu pracujących na czarno zatrzymano nawet na budowach obiektów rządowych i Urzędu Kanclerskiego. Rząd Schrödera nie odważył się zmniejszyć zakresu opieki socjalnej. Nie rozluźnił też ochrony przed wypowiedzeniem, co z kolei wiąże ręce przedsiębiorcom i utrudnia podjęcie pracy tym, którzy by chcieli. Firmy boją się, by nowi pracownicy nie nabyli prawa do wysokich odpraw w razie zwolnienia, więc już zatrudnieni biją rekordy w liczbie nadgodzin - w ubiegłym roku Niemcy wypracowali ich aż 1,9 mld.

Komfort na kredyt
Ludwig Braun, szef Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHT), do grzechów głównych ekipy SPD/Zielonych dorzuca całkowite niedocenienie tamtejszej tzw. klasy średniej (przedsiębiorców zatrudniających do 500 pracowników). Grupa ta liczy zaledwie 3 mln przedstawicieli, ale daje pracę około 70 proc. Niemców. Podczas gdy w minionej dekadzie wielkie przedsiębiorstwa zlikwidowały około miliona miejsc pracy, klasa średnia, skąd de facto fiskus czerpie 60 proc. wpływów, stworzyła 2,9 mln nowych stanowisk. Rozwój firm osiągających dobre wyniki ekonomiczne hamują jednak zarówno podatki od dodatkowych zysków, jak i odpisy na cele socjalne. Za każde euro podwyżki, z której zatrudniony dostaje na rękę tylko 40 centów, pracodawca płaci obecnie 1,50 euro.
Berthold Leibinger, szef fabryki maszyn Trumf, łączy konieczność odbiurokratyzowania gospodarki ze zmianą stosunku Niemców do pracy. Związkowcy z IG Metall zażądali ostatnio podwyżki płac o 6,5 proc. Leibinger zagroził, że jego firma przeniesie produkcję do którejś z zagranicznych filii. Godzina pracy niemieckiego robotnika kosztuje w Trumfie około 26 euro, podczas gdy w austriackiej filii - 18,5 euro, we Francji - 20 euro, a w Szwajcarii - 21,5 euro. W kraju koncern nie powiększa załogi i nie przedłuża umów nawet niezbędnym firmie pracownikom kontraktowym, by ci nie nabyli prawa do stałego zatrudnienia. "Ochrona przed wypowiedzeniem często szkodzi tym, których ma chronić" - konstatuje Leibinger. Zapaść gospodarki pogłębiają koszty odbudowy nowych landów, które rocznie pochłaniają 60 mld euro.

Jeszcze Niemcy nie zginęły?
Dietrich Austermann, rzecznik chadeków w Bundestagu do spraw polityki budżetowej, ocenił sytuację na niemieckim rynku pracy jako katastrofalną, jednak w rzeczywistości nie jest ona tak dramatyczna, jak ją przedstawiają opozycyjni politycy. Średni wskaźnik bezrobocia, wynoszący dziś 9,6 proc., podbijają przede wszystkim nowe landy. W starych, gdzie żyje aż trzy czwarte z 82 mln Niemców, pracy szuka 7,7 proc. ludności. To wynik, o jakim marzy wiele państw, także w UE. Niemcy pracują najkrócej, wypoczywają najdłużej i zarabiają najlepiej, ale i ich produktywność należy do najwyższych na świecie. RFN wytwarza 24 proc. produktu unijnej piętnastki, Wielka Brytania - 18 proc., a Francja - 16,5 proc. Niemcy są światowym liderem eksporterów, zrównoważona jest też ich siła nabywcza. Paradoksalnie, choć godzina pracy niemieckiego robotnika w przemyśle motoryzacyjnym kosztuje nawet o 40 proc. więcej niż w innych krajach unii, wzrasta popyt na niemieckie samochody: w 2001 r. Volkswagen zwiększył sprzedaż o 0,5 proc. (do 5 mln aut), a BMW aż o 10 proc.

Towarzysz bossów
Prorynkowy i oszczędnościowy kurs kanclerza Schrödera spowodował, że kręgi związkowe szybko ochrzciły go mianem towarzysza bossów. Przewodniczący SPD przestraszył się konfliktu ze swym elektoratem i zwolnił tempo przemian. Brakujące miliardy postanowiono uzyskać m.in. z podwyżek akcyzy na papierosy i podatków od ubezpieczeń. Z początkiem 2002 r. rozpoczęto kolejny etap wprowadzania tzw. ekopodatku (od energii i paliw), z którego łata się fundusz emerytalny, wstrzymano się także z reformą systemu opieki zdrowotnej. Przed czterema laty Schröder obiecał Niemcom reformatorskie trzęsienie ziemi, czym zdobył głosy wielu przedsiębiorców. Dziś te same kręgi wytknęły mu bojaźliwość. Tymczasem - według Międzynarodowego Funduszu Walutowego - w minionej dekadzie dystans dzielący RFN od USA zwiększył się tak dramatycznie, że poziom rozwoju Stanów Zjednoczonych z 1992 r. Niemcy osiągną dopiero w 2039 r., i to pod warunkiem że ich wzrost gospodarczy będzie co najmniej o 0,5 proc. wyższy niż za oceanem. Również w UE Niemcy przestały odgrywać rolę lokomotywy. Na przełomie lat 2001/2002 we Francji wzrost gospodarczy przekroczył 2 proc., w Wielkiej Brytanii - 2,5 proc., a w Niemczech wyniósł zaledwie 0,6 proc., przy trzyipółprocentowej inflacji - najwyższej od 1993 r.
Kryzys na rynku finansowym zmusza wielkie koncerny do zwalniania pracowników. Deutsche Bank, Dresdner Bank i Commerzbank pozbyły się 16,7 tys. ludzi, Siemens - ponad 9 tys., a Deutsche Post AG - 7,5 tys. Tego rodzaju działania podejmowane są niemal w każdej dziedzinie, z high-tech włącznie - na przykład producent chipów Infineon zlikwidował 5 tys. stanowisk.
Komentator "Die Zeit" Robert Leicht wymienia pięć operacji niezbędnych do postawienia na nogi niemieckiego pacjenta: przekształcenie społeczeństwa posiadającego w konkurujące, dzielącego w wydajne, korzystającego w odpowiedzialne, żyjącego na kredyt w niwelujące zadłużenie, zastygłego w zorientowane na przyszłość. "Jesteśmy gotowi!" - deklarowała SPD na karcie kredytowej przed czterema laty. Sama gotowość jednak niczego jeszcze nie zmienia.

Więcej możesz przeczytać w 4/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0