Zmartwychwstanie Meciara

Zmartwychwstanie Meciara

Dodano:   /  Zmieniono: 
To bardzo dobrze, że Słowacja kieruje się w stronę NATO" - jeszcze dwa lata temu takie oświadczenie nie przeszłoby Vladimirowi Meciarowi przez gardło
Czy "silny człowiek Bratysławy" znów sięgnie po władzę?

W czasie kampanii w Kosowie były "silny człowiek Bratysławy" grzmiał: "Jestem przeciw temu, co NATO robi w Jugosławii (...). Dokonują się tam akty gwałtu przeciwko przedstawicielom władz, co nie jest już wojną, a wręcz terrorem". Dziś Meciar kreuje się na męża opatrznościowego, który chciałby wprowadzić swoją ojczyznę do NATO i Unii Europejskiej.
Te proeuropejskie oświadczenia wywołują tym większe zdziwienie, że w latach 1994-1998 to właśnie jego autorytarne rządy doprowadziły do międzynarodowej izolacji Bratysławy i wypadnięcia Słowacji z kolejki do NATO i UE. Teraz jednak Vlado, jak nazywają go zwolennicy, zrozumiał, że nadszedł czas, by zmienić retorykę. Tym bardziej że Słowacy po raz kolejny gotowi są wybaczyć mu grzechy przeszłości. Nie można wykluczyć, że po mających się odbyć jesienią wyborach "ojciec słowackiej niepodległości" znów stanie na czele rządu w Bratysławie.

Skromny obywatel Meciar
Vladimir Meciar nie prowadzi ożywionej kampanii politycznej. Nie przemawia na wiecach, jest prawie nieobecny w mediach. Wręcz przeciwnie - wiedzie spokojne życie w swojej willi w prowincjonalnych Trencianskich Teplicach. Jedynie od czasu do czasu wysyła stamtąd sygnały świadczące o tym, że pilnie przygląda się sytuacji w kraju. Współobywatele tymczasem coraz częściej przypominają sobie o żyjącym na uboczu byłym premierze, i to wcale nie w kontekście jego licznych grzechów przeciwko demokracji. Już mu je darowali, podobnie jak skandale finansowe. Odchodząc, oświadczył przecież, że posiada tylko jedno mieszkanie i opla corsę. Po kilku miesiącach skromny majątek zaczął w tajemniczy sposób rosnąć. Były premier niechętnie odpowiada na pytania, z czego zbudował okazały nowy dom, jak stał się współwłaścicielem studia filmowego i z skąd jego dzieci biorą kapitał na budowę prywatnych hoteli. Dla większości jego zwolenników wszelkie zarzuty to po prostu polityczna zemsta nowych władz. Ku zaskoczeniu zagranicznych obserwatorów, którzy w 1998 r. - jak się okazuje pochopnie - uznali go za politycznego trupa, popularność Meciara znów rośnie. Wzrost jego notowań jest proporcjonalny do spadku zaufania dla rządu Mikulasa Dzurindy.

Populizm ludowy kontra populizm europejski
Dzisiaj za premierem opowiada się mniej niż 7 proc. wyborców. Meciar i jego partia Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) ma poparcie prawie pięciokrotnie wyższe - w połowie stycznia sięgało ono 33 proc.
W marcu 2000 r. HZDS ogłosiła deklarację, zgodnie z którą "staje się partią ludową typu europejskiego", popierającą integrację ze strukturami Europy. Większość opowiadających się dziś za Meciarem zapewne żadnych deklaracji politycznych nie czyta. Typowy zwolennik HZDS to słabo wykształcony, raczej starszy mieszkaniec wsi lub miasteczka w środkowej Słowacji. Ta grupa społeczna najmniej odczuła pozytywne skutki reform wprowadzanych od 1998 r. przez rząd Dzurindy. Za największe zagrożenie Słowacy uznają dziś bezrobocie - odsetek pozostających bez pracy sięga 20 proc. i nadal rośnie. Nie rozumieją też ciągłych przetasowań w chwiejnej koalicji rządowej i swoistej odmiany bratysławskiej "wojny na górze".
- Nie wierzę w możliwość powrotu Meciara - mówi Michal Vasecka, politolog z bratysławskiego Instytutu Spraw Publicznych. - Bardziej realne jest to, że pozostałe liczące się partie - populistyczne ugrupowania Smer i Ano, centroprawica skupiona wokół Dzurindy i partia mniejszości węgierskiej - zostaną zmuszone do utworzenia nowej koalicji.
To prawda, że koalicja taka byłaby możliwa do zaakceptowania przez Zachód, ale mało kto wierzy, że przetrwałaby dłużej niż rok. Zwłaszcza że pierwsze skrzypce graliby w niej drugi w rankingu popularności polityków szef Smeru Robert Fico i Pavol Rusko, założyciel prywatnej telewizji Markiza. Obaj uznawani są za populistów, choć populizm w ich wydaniu jest zdecydowanie bardziej "europejski".

Wańka wstańka słowackiej polityki
Nazwisko Vladimira Meciara wywołuje odruch niechęci zarówno w Waszyngtonie, jak i w Brukseli. Zdaje sobie z tego sprawę także szef HZDS, dlatego stara się przekonać świat o swej metamorfozie. W grudniu 2001 r. zwołał nawet konferencję, na którą zaprosił wszystkich liczących się polityków. Zaproszenie przyjął tylko Fico. Meciar długo przekonywał zebranych, głównie dziennikarzy, o zmianie swoich poglądów, ale wątpliwe, czy ktokolwiek potraktował te wywody poważnie. Ronald Weiser, ambasador amerykański w Bratysławie, w nieco kwiecistym stylu dał do zrozumienia, że "Stany Zjednoczone nie mogłyby poprzeć euroatlantyckiej integracji Słowacji, jeśli na plan pierwszy powróciłby system wartości poprzedniego rządu". Jeszcze mniej dyplomatycznie wypowiedział się ambasador Czech Karol Kolanda: "Meciar to stop dla Słowacji. Kropka".
Vlado nie daje jednak za wygraną. To wytrawny gracz, uchodzący za wańkę wstańkę słowackiej polityki. W ciągu ostatnich ośmiu lat już trzy razy wracał do rządowego gabinetu. Czy wkrótce podejmie czwartą próbę?

Więcej możesz przeczytać w 4/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0