Perspektywa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Powiało znowu majem 1968 roku. Powiało, ale woń roznoszona przez powiew jest inna
"Paryż w ogniu i krwi!" - zakrzyknął rozgorączkowany uczestnik zgromadzenia, gotów natychmiast ruszyć w bój i szerzyć pożogę w stolicy. "No, może nie trzeba się posuwać aż tak daleko" - zreflektował się prowadzący zebranie organizator jarmarków Marcel Campion, choć sam przed chwilą wzywał do utworzenia "ruchu oporu samouków przeciwko technokratom". Wyraził też pogląd, że jeśli pojawi się policja, "trzeba będzie zareagować".
I to energicznie.
Ach, powiało znowu majem 1968 r., kontestacją zastanego porządku lub zgoła rewolucją maluczkich przeciwko zimnemu potworowi nieczułej władzy! Powiało, ale woń roznoszona przez powiew jest inna. Marcel Campion nastawił się jakiś czas temu na kręcenie. Kręci mianowicie tzw. diabelskim kołem o wysokości 60 m, ustawionym przy placu Concorde. Paryżanie nazywają je już z szacunkiem Wielkim Kołem, a jego usytuowanie jest po prostu wymarzone. Jest to miejsce, w które każdy turysta przyjdzie na pewno, a perspektywa zobaczenia z wysokości 60 m samego serca miasta z Luwrem, Polami Elizejskimi i Sekwaną może mu się wydać kusząca. To jest dosłownie żyła złota.
Campion uzyskał zezwolenie na ustawienie swojego koła w tym właśnie miejscu, ponieważ miało być ono jedną z atrakcji obchodów powitania roku 2000 w rejonie Pól Elizejskich. Pytanie za 2000 euro: jak długo można witać rok 2000? Okazuje się, że długo. Najpierw merostwo Paryża zgodziło się - wbrew opinii Ministerstwa Kultury - na przedłużenie kręcenia o rok, a potem jeszcze o następny rok. W tym czasie nastąpiła jednak zmiana mera i nowe władze miejskie okazały się bardziej wrażliwe na argumenty estetyczne, historyczne i prawne, wysuwane przez resort kultury. Koło Campiona "łamie" jedną z najwspanialszych na świecie perspektyw miejskich. Ciągnie się ona od Luwru przez mały łuk triumfalny Carrousel, plac Concorde z jego obeliskiem, Pola Elizejskie, Łuk Triumfalny, aż do wieńczącej ją Wielkiej Arki w dzielnicy La Défense. W każdym przewodniku zachęca się zwiedzających Paryż, by stanęli na dziedzińcu Luwru w osi łuku Carrousel i spojrzeli w stronę placu Concorde. Dech zapiera! No, powiedzmy, zapierało, bo od dwóch lat można stać i patrzeć ile się chce, a i tak widać jedynie wesołe miasteczko, ponieważ koło Campiona stoi dokładnie w poprzek tej perspektywy i z całą swoją sześćdziesięciometrową wyniosłością ją zasłania.
Przyjmijmy, że człowiek wyspecjalizowany w jarmarkach niekoniecznie musi dotkliwie odczuwać brak tej perspektywy. Nie musi także dziwić, że był uprzejmy śmiało przyrównać swoją budowlę do wieży Eiffla. Campion oparł się tu na argumencie, że wieża Eiffla też wzbudzała kontrowersje i też miała być zburzona przez władze miasta - z tą tylko różnicą, że po 20 latach - a jednak przetrwała już ponad 100 lat i się podoba. Powiedzmy, że Marcel Campion nie musi wiedzieć, iż wieża Eiffla jest konstrukcją jedyną w swoim rodzaju, a kręcących się jarmarcznych kół jest na świecie dużo. Mógł też nie doczytać, że specjaliści określają wieżę Eiffla mianem szczytowego osiągnięcia architektury epoki metalu, natomiast wolno wątpić, czy byliby skłonni użyć tego określenia w stosunku do jego koła.
Jedno Marcel Campion wie jednak na pewno: ważność koncesji na eksploatację Wielkiego Koła przy placu Concorde wygasła 7 stycznia, merostwo odmówiło jej przedłużenia, a sąd nakazał mu rozebranie koła do 14 stycznia, orzekając grzywnę 15 tys. euro za każdy dzień jego dalszego istnienia. Żeby zrozumieć tę sytuację, nie potrzeba wielkiej subtelności. Jak nie potrzeba, to nie potrzeba - Campion się zatem w wielkie subtelności nie bawił. Zwołał kolegów prowadzących inne jarmarczne atrakcje - a są to zazwyczaj jegomoście odznaczający się solidną budową ciała - po czym oświadczył, że ma w nosie wszystkie grzywny (to jest wariant tłumaczenia jego wypowiedzi dokonany z myślą o paniach), a jak przyjdzie policja, to zostanie wyrzucona. Zebranie zakończyło się gromkim odśpiewaniem "Marsylianki". Wyrazy poparcia nadesłało kilka znanych postaci francuskiego show-biznesu, a przechodnie są zachęcani do wpisywania takowych do przygotowanej na tę okoliczność księgi.
Niektórzy dają się nabrać na śpiewkę o obronie proletariusza i patrioty, uciskanego przez bezwzględną i bezduszną biurokrację. Zbliżają się wybory i nie zdziwię się, jeśli Marcel Campion wystąpi w nich na czele prężnego ruchu społeczno-politycznego, zostanie deputowanym, a potem na przykład przewodniczącym komisji gospodarki terenowej i urbanistyki w parlamencie. Zaczynam rozumieć, dlaczego liberalizm tak bardzo nie chce się przyjąć we Francji. Głosi on wprawdzie wolność i własność, ale - niestety - dodaje odpowiedzialność. Chyba wiedzą tu o tym nawet wędrowni kramarze. A kramarz to człek czujny, na ręce patrzy, więc liberałów do parlamentu nie wpuści. Są szanse, że merostwo w drodze kompromisu wykupi Wielkie Koło. Będzie na kampanię wyborczą.
Więcej możesz przeczytać w 4/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.