Armia Leppera

Armia Leppera

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wejdziemy do wielkich, upadających zakładów pracy, zmobilizujemy robotników i uczynimy z nich wielką siłę
Lider Samoobrony rusza do 20 upadających firm

Ta siła pomoże nam wygrać wybory samorządowe i zmiecie ze sceny skorumpowanych polityków. A dla tych ludzi obronimy miejsca pracy! - zapowiada Andrzej Lepper, przewodniczący Samoobrony. Wejście do firm jest odkładane co najmniej od dwóch tygodni, bo lider ma kłopoty w Sejmie. Ma też problemy z wewnętrzną opozycją. Z kampanii jednak nie rezygnuje, bo wiece i protesty będą pokazane w telewizji, przez co kolejne tysiące ludzi upewni się, że tylko Samoobrona ich broni. Wkrótce mają powstać biura prawne partii załatwiające sprawy pokrzywdzonych. Najaktywniejsi uczestnicy kampanii znajdą się na listach Samoobrony przed wyborami samorządowymi.

Lubelskie preludium
Pierwszy "atak" Samoobrony już nastąpił - w lubelskim Daewoo. Na początku stycznia zwalniani pracownicy zorganizowali przed firmą wiec. Wśród protestujących pojawili się miejscowi posłowie Samoobrony oraz Andrzej Lepper. Dzień po wizycie w Lublinie delegacja zwolnionych pracowników Daewoo Motor Poland oraz przedstawiciele Samoobrony z Andrzejem Lepperem zjawili się w Ministerstwie Pracy. Przyjął ich Andrzej Zdebski, wiceszef resortu odpowiedzialny za Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. - Zastanawiałem się, czy to zrobić, w końcu jednak uznałem, że pracownicy, którzy znaleźli się w tak wyjątkowej sytuacji, mają prawo spotkać się z przedstawicielem rządu - tłumaczy Zdebski. Andrzej Lepper uczestniczył w spotkaniu zaledwie parę minut, w sali zostali jednak jego ludzie. Całe spotkanie było spokojne. Dopiero pod koniec uaktywnił się jeden z gości. Zaczął krzyczeć. Ani pracownicy DMP, ani Samoobrona nie chcieli się do niego przyznać. Okazało się, że to Jerzy Tokarczyk, który ostatnio "kręcił" się przy Samoobronie. Chciał nawet z byłymi pracownikami Daewoo zakładać stowarzyszenie broniące ich interesów. Pomysł upadł, gdy wyszło na jaw, że był karany - za organizowanie wyjazdów aborcyjnych na Wschód.

Nie ma się czym martwić
Działacze Samoobrony są zadowoleni z efektów akcji w lubelskim Daewoo. - Nie dość, że rozdaliśmy ponad sto deklaracji członkowskich, to jeszcze po spotkaniu w Ministerstwie Pracy na konto lubelskiej firmy przelano 3,5 mln zł - chwali się poseł Głębocki. - Samoobrona może to interpretować jak chce, ale to czysty zbieg okoliczności, że akurat wtedy wypłacono pieniądze - tłumaczy Andrzej Zdebski. Większość pytanych przez nas pracowników Daewoo uważa jednak, że to Lepper im pomógł.
Działacze Samoobrony chcą to zdyskontować, ruszając do innych przedsiębiorstw. Liczą na poprawę notowań swojego ugrupowania. Z ostatnich sondaży wynika bowiem, że w ciągu miesiąca Samoobrona straciła co czwartego zwolennika: poparcie dla ugrupowania Leppera spadło z 13 proc. do 9 proc. - Od pewnego czasu Lepper postrzegany jest jako ktoś, kto wdał się w grę z systemem i przegrał. Stracił stanowisko, nie jest więc tak skutecznym politykiem, jak się wydawało - komentuje dr Jacek Kucharczyk z Instytutu Spraw Publicznych. Szef Samoobrony liczy na szybki wzrost poparcia. - Nie ma się czym martwić. We wrześniu 2001 r. też mieliśmy bardzo niskie notowania. Miałem ponad 70 proc. przeciwników, byłem tuż za Krzaklewskim, ale wybory pokazały swoje - tłumaczy Andrzej Lepper.

Oni już byli
Wizyty w upadających firmach to początek kampanii Samoobrony przed wyborami do samorządów. Ludzie Leppera wystartują w nich po raz pierwszy pod własnym szyldem. - Byłem już radnym sejmiku, ale poprzednio nie mieliśmy szans, by stratować samodzielnie. Dziś mamy szansę rządzić lub przynajmniej współrządzić w niejednym województwie, i to nie tylko w rejonach typowo rolniczych. Może się nawet okazać, że na Mazowszu bez Samoobrony nie powstanie żadna koalicja - podkreśla Andrzej Lepper. Liczy, że w wyborach samorządowych jego partia osiągnie dwudziestoprocentowe poparcie. - Strategia, po którą teraz sięga Samoobrona, już wcześniej przynosiła jej sukcesy. Na poziomie lokalnym partia Leppera prezentowała się jako ugrupowanie umiejące załatwiać sprawy, których inni nie potrafili załatwić. To ich wyniosło do Sejmu. Teraz liczą na sukces w wyborach samorządowych. I mają spore szanse - uważa prof. Ireneusz Białecki, socjolog.

Więcej możesz przeczytać w 5/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0