Minimalne maksimum

Minimalne maksimum

Dodano:   /  Zmieniono: 
Atmosfera jak podczas narady przed wielką operacją wojskową. W pokoju sąsiadującym z gabinetem wicepremiera i ministra finansów dowiadujemy się, na czym ma polegać plan Belki
Plan Belki, czyli autostradą do Irlandii 

Wicepremier kreśli na kartce wykres, z którego wynika, że w 2006 r. Polska ma szansę znów się stać tygrysem Europy Środkowej i Wschodniej. Wszystko to dzięki trzyprocentowemu tempu wzrostu PKB w roku przyszłym, pięcioprocentowemu w 2004 r. i w latach następnych. A także dzięki deficytowi budżetowemu nie wyższemu niż 40 mld zł, kilkuprocentowej, stabilnej inflacji, ożywionemu popytowi i nowym inwestycjom.
W sejfie premiera Leszka Millera leży szczegółowy plan ożywienia polskiej gospodarki. Jeśli rząd i parlament nie zaakceptują warunków ustalonych przez Belkę, dług publiczny szybko wzrośnie - przekraczając 60 proc. PKB, czyli granicę bezpieczeństwa wyznaczoną w konstytucji i w traktacie z Maastricht. - Nic wtedy po mnie - mówi Belka. Ale Polska znajdzie się wówczas o pół kroku od Argentyny. Plan Belki zakłada natomiast, że powinniśmy się znaleźć możliwie jak najszybciej o pół kroku od Irlandii.

Warunki Belki
Marek Belka doskonale zdaje sobie sprawę, że żaden rząd nie jest w stanie nakazami doprowadzić do wzrostu gospodarczego; zależy on wyłącznie od innowacyjności i inwestycji przedsiębiorstw. - Gospodarka nie jest meblem, który można przestawić tam, gdzie nam wygodniej. To mechanizm, któremu nie należy przeszkadzać - przekonuje wicepremier.
Wicepremier koncentruje się na tym, na czym się najlepiej zna, i co jest najpilniejsze - na sanacji finansów publicznych. Chce w najbliższych latach utrzymać deficyt budżetowy na poziomie 40 mld zł. Zgadza się na bardzo niewielki wzrost wydatków budżetowych (około jednego punktu procentowego ponad inflację), co wyklucza podnoszenie świadczeń socjalnych, choć naciskały na to związki zawodowe i Jerzy Hausner, minister pracy. Minister finansów chce podwoić - do 2 proc. PKB, czyli 16 mld zł - kwotę przeznaczoną na gwarancje rządowe. Nie zamierza też destabilizować złotego, dlatego obniżka stóp procentowych powinna być stopniowa - by pod koniec roku stopy spadły o 4 punkty procentowe.

Twarda ręka Belki
Propozycje wicepremiera oceniane są przez analityków pozytywnie. Zdaniem niektórych z nich, jest to jednak krok zbyt nieśmiały. I rzeczywiście, nie ma zapowiedzi reformy ZUS i (zwłaszcza) KRUS, objęcia rolników podatkiem od dochodów osobistych (w ogóle nie mówi się o reformie systemu podatkowego) czy wprowadzania częściowej choćby odpłatności za niektóre usługi publiczne, na przykład kształcenie i leczenie. Marek Belka oczekuje, że ministrowie sami przeprowadzą minireformy w swoich resortach. Dopóty, dopóki Ministerstwem Finansów kieruje prof. Belka, nie mają innego wyjścia.

Sojusznik numer jeden - Jacek Piechota
Minister gospodarki Jacek Piechota intensywnie pracuje nad "paktem dla przedsiębiorczości", który ma ułatwić rozwój małych i średnich przedsiębiorstw. Pomysły Piechoty mają jednak słabe punkty. Niektóre jego propozycje nie wymagają zmiany prawa. Reszta planu opiera się na założeniu, że ograniczająca przedsiębiorczość administracja zacznie funkcjonować sprawniej, gdy dołożymy jej jeszcze kilka paragrafów.
Słabym punktem są także panowie Krzaklewski i Manicki - szefowie "Solidarności" i OPZZ. Zasadniczych zmian będzie bowiem można dokonać po uzgodnieniach w Komisji Trójstronnej. Owa komisja już się zbiera i pracowicie uzgadnia stanowiska. Polega to na tym, że Krzaklewski jest gotowy zaakceptować punkt pierwszy, a zdaniem Manickiego, jest on nie do przyjęcia. Na razie tylko w jednej sprawie obaj są zgodni - nie oddadzą ani guzika z pracowniczego uniformu.

Sojusznik numer dwa - Marek Pol
Swój udział w poszerzaniu ścieżki wzrostu deklaruje wicepremier Marek Pol. Ściślej, za ścieżkę wzrostu uważa on autostrady. Chce wprowadzić w Polsce abonamentowy system korzystania z autostrad. Polegałoby to na tym, że każdy zmotoryzowany obywatel mógłby kupić roczny bilet uprawniający do jeżdżenia po drogach ekspresowych i autostradach. To jeszcze nie jest rewelacja, bo takie bilety są emitowane w wielu krajach. Ktoś jednak będzie owe bilety sprzedawał, a zatem ma w perspektywie dochody w wysokości - powiedzmy - pół miliarda złotych rocznie (5 mln samochodów razy 100 zł). Mnożąc te wpływy przez kilka lat, uzyskujemy pokaźną kwotę. Przyszłe profity można sprzedać już dziś - powiedzmy za 2-3 mld zł, a nawet za więcej.
To są te tajemnicze środki, które wicepremierowie Pol i Belka chcą przeznaczyć na rozwój, "sprzedając przyszłe dochody państwa". Jeśli je sprzedadzą, będziemy mieli kilka miliardów złotych, za które wreszcie można by zacząć budować w Polsce drogi. A to przyczyni się do ożywienia wielu dziedzin gospodarki. Czy jest to jednak wykonalne? Czy znajdą się zainteresowani czerpaniem dochodów z autostrad, których jeszcze nie ma? Znajdą się, jeśli otrzymają gwarancje rządowe. A te wicepremier Belka uwzględnia w swoim planie.

Sojusznik numer trzy - Wiesław Kaczmarek
Minister skarbu państwa chce rocznie dokładać do planu Belki po 6 mld zł z prywatyzacji. To bardzo mało w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat, gdy sprzedawaliśmy najlepsze firmy, a wpływy przekraczały 20 mld zł rocznie. Minister Kaczmarek nie może jednak dać więcej, skoro podejmuje polityczną decyzję o rezygnacji z prywatyzacji sektora bankowego.

Arbiter - Leszek Miller
Leszek Miller nie zgodzi się na żadne ryzykowne eksperymenty, które mogą zaszkodzić jego pozycji przed następnymi wyborami. Jeżeli eksperyment Belki okaże się nadmiernie ryzykowny, premier znajdzie sobie zapewne nowego ministra finansów.
Na razie Marka Belkę czekają same kłopoty. Musi równocześnie utrzymać stabilność pieniądza - uwzględniając, że RPP będzie stopniowo obniżać stopy procentowe, pozyskać 40 mld zł na pokrycie deficytu i nie przejeść rezerw walutowych NBP.
Różne kraje co pewien czas przeżywają trudności gospodarcze. Różnie też sobie z nimi radzą. Inaczej Irlandia, która stała się "tygrysem Europy", a inaczej Argentyna. Średniookresowa strategia gospodarcza, nad którą teraz deliberuje rząd, jest próbą rozwiązania naszych problemów. Podsumować można ją tak: nieco oddala nas od widma Argentyny, bardzo nieznacznie jednak przybliża do Irlandii. Ale lepszego planu nie mamy i w obecnej sytuacji gospodarczej w kraju i na świecie nie będziemy mieli.

Więcej możesz przeczytać w 5/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0