Doktor śmierć

Doktor śmierć

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niemcy pracują najkrócej, wypoczywają najdłużej i zarabiają najwięcej
Tymczasem wzrost PKB Niemiec sięga zaledwie dziesiątych części procentu, a bezrobocie wciąż rośnie" - pisaliśmy tydzień temu w tekście "Niemiecki pacjent". Uderz w stół zachodnich sąsiadów, a za kilka dni odezwą się tamtejsze media. Oto mniej więcej to, co usłyszałem niedawno podczas dyskusji na antenie ZDF, poświęconej sytuacji w Europie Środkowej: "Polska gospodarka przeżywa poważny kryzys. Polacy tracą pracę i nadzieję. Liczą już w większości na opiekę socjalną państwa i pomoc Unii Europejskiej. W roli lekarzy występują monetarysta profesor Belka i populista, hodowca świń Lepper. Tylko czy można uleczyć pacjenta, który nie wierzy w powodzenie terapii?". Pytanie ekspertów zza Odry zostało zawieszone w próżni, spróbujmy zatem na nie odpowiedzieć.
Po pierwsze, niestety, polskiego pacjenta - chorego w rozumieniu niemieckiego konsylium ekonomistów - nie da się postawić na nogi w żadnej z lecznic z opublikowanego w tym numerze rankingu szpitali, pierwszego w historii polskiej prasy. A szkoda: nic tak dobrze nie robi na apatię i frustrację jak obcowanie ze zdrową konkurencją. Po drugie, nie da się niestety ukryć, że diagnoza uczestników dyskusji telewizyjnej jest raczej trafna. "Bardziej koncentrujemy się na utrzymaniu pracy niż rozwoju kariery zawodowej czy zabieganiu o wyższe dochody. Przestajemy wierzyć we własne możliwości i możliwości swoich przedsiębiorstw" - czytam w omówieniu styczniowego sondażu Ipsos-Demoskopu, określającego tzw. wskaźnik optymizmu konsumentów. Polski pacjent zapadł, jak z tego wynika, w śpiączkę. Co na to wspomniani przez dyskutantów z ZDF dwaj nasi "lekarze"?
Wypowiadający się przez sto dni rządu Leszka Millera w poetyce delfickiej Pytii minister Belka nie proponuje kuracji wstrząsowej. Cel stawia sobie co prawda ambitny (trzyprocentowe tempo wzrostu gospodarczego w roku przyszłym, pięcioprocentowe w latach następnych), ale "nowy" program budowy autostrad i dróg ekspresowych to właściwie jedyny konkret w jego planie. Poza tym skoro do tej pory - przez cztery lata - zdobywcy koncesji perfidnie i otwarcie wykazywali, że najlepiej zarabia się w RP na budowie autostrad... nie budując ich (odsprzedając część udziałów podwykonawcom, obracając akcjami firm tworzących kapitał koncesjonariusza itp.), to jaką możemy mieć pewność, że nawet przy zastosowaniu gwarancji państwa znajdą się nagle chętni na czerpanie dochodów z autostrad, których jeszcze nie ma? A właśnie zakup Niderlandów (vide: "Minimalne maksimum") zdaje się proponować inwestorom wicepremier.
Pocieszające jest, że Marek Belka doskonale rozumie, iż aby zdynamizować gospodarkę, należy ruszyć głową, a nie stopami (procentowymi). Jednak nawet najlepsze intencje to za mało. Recepta José Marii Aznara (w ciągu czterech lat od jej zastosowania powstało w Hiszpanii tyle nowych miejsc pracy, ile we wszystkich pozostałych krajach UE, przy równoczesnym znaczącym wzroście gospodarczym) była prosta: obniżenie podatków, energiczna prywatyzacja, przyznanie pracodawcom dużej swobody w zwalnianiu pracowników i zatrudnianiu ich na kontrakty tymczasowe. "Niezbędna jest liberalizacja rynku pracy i zmniejszenie obciążenia podatkowego" - powtarza dziś za Aznarem Silvio Berlusconi (vide: "Front Berlusconiego"). U nas zaś rząd co najwyżej nieśmiało przebąkuje o "potrzebie uelastycznienia kodeksu pracy" i nic nie wskazuje na to, że przedsiębiorcy przestaną być obdzierani ze skóry, a co za tym idzie - że opanowana zostanie epidemia bezrobocia. Obawiam się, że Marek Belka, stosując półśrodki, nie wyprowadzi polskiego pacjenta z letargu.
"Lekarz" Andrzej Lepper wybrał metodę radykalną. Po serii wrzaskliwych wykładów w Sejmie wybiera się właśnie uzdrawiać dwadzieścia upadających zakładów (vide: "Armia Leppera"). "Obronimy miejsca pracy robotników, zmieciemy ze sceny skorumpowanych polityków!" - zapowiada kierowca pogotowia ratunkowego z "Samoobrony". Lepper to w naszych warunkach prawdziwy doktor śmierć: ordynuje polskiemu pacjentowi pod postacią lekarstwa zabójczy, wszechogarniający wirus agresji i nienawiści. I jak handlarze zwłokami (vide: "Polowanie na skóry") ma w tym interes. Cała władza w ręce mas! - nawołuje ze swoimi towarzyszami w biało-czerwonych krawatach, co należy interpretować: cała władza w ręce nas!
Więcej możesz przeczytać w 5/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0