Wykopać stary gang

Wykopać stary gang

Dodano:   /  Zmieniono: 
Samoobrona jest kopią francuskiego ugrupowania poujadystów z lat pięćdziesiątych


Samoobrona Andrzeja Leppera to polityczny plagiat. W 1953 r. francuski sklepikarz Pierre Poujade zorganizował demonstrację w obronie sąsiada zagrożonego inspekcją podatkową. Poujade znalazł wielu naśladowców, co pozwoliło mu powołać Union de Défense des Commercants et Artisans (Unię do Obrony Handlu i Rzemiosła). Dwa lata później stowarzyszenie to zostało przekształcone w partię - L’Union et Fraternité Francaise (Unię Braterstwa Francuskiego). Taki był początek ruchu poujadystów, który wstrząsnął Francją w latach 50. Samoobrona wydaje się jego kopią. Mamy do czynienia z podobną genezą obu partii (blokowanie wykonania rzekomo niesprawiedliwych decyzji urzędowych), pokrewieństwem ideowym (wrogość wobec kapitalizmu i Europy) oraz spektakularnym triumfem wyborczym, po którym natychmiast przyszły rażące potknięcia w działalności parlamentarnej. Czy Samoobrona okaże się taką samą efemerydą jak jej francuska kuzynka?

Poujadysta Le Pen
Poujade prezentował się jako przeciętny obywatel, którego rzeczywistość zmusiła do politycznej obrony skrzywdzonych. Wzywał do powołania stanów generalnych, które miałyby obalić niesprawiedliwy kapitalizm i skorumpowany system parlamentarny. Krytykę "zgniłego systemu" przeprowadzał w duchu ostrego nacjonalizmu i agresywnej ksenofobii, podkreślając wyjątkowość Francji i jej zagubienie w zepsutej Europie. Głównym wrogiem poujadyści okrzyknęli Żydów, gdyż to oni mieli podtrzymywać w niecnych celach kapitalizm i parlamentaryzm. Wojujący antysemita Poujade doczekał się nawet przezwiska Poujadolf.
W wyborach parlamentarnych w 1956 r. poujadyści startowali pod hasłem "Wykopać stary gang" i uzyskali aż 11,4 proc. głosów, co dało im 52 mandaty. Jednym z deputowanych UFF był Jean-Marie Le Pen. Twórca nacjonalistycznego Frontu Narodowego polityczne ostrogi zdobywał właśnie w szeregach poujadystów. Sukces UFF okazał się jednak krótkotrwały i w wyborach w 1958 r. ugrupowanie to otrzymało tylko 3 proc. głosów, po czym zniknęło ze sceny politycznej. Stało się tak, ponieważ formuła partii protestu bardzo szybko się wyczerpała, a poujadyści nie mieli programu pozytywnego. Ich notowania pogorszyły błędy popełnione w parlamencie, wewnętrzne tarcia, a także wybujałe ambicje lidera.

Mussolini wiecznie żywy
Fenomen Movimento Sociale Italiano (Włoskiego Ruchu Społecznego) polegał na tym, że otwarcie nawiązując do tradycji faszystowskiej, partia ta zapewniła sobie miejsce w parlamencie przez cały okres powojenny. Ruch powstał w 1946 r. i dał schronienie wielu faszystowskim działaczom. Już sama nazwa partii - a zwłaszcza jej skrót MSI - budziła skojarzenie z osobą Mussoliniego, co było zamierzeniem jej liderów. Najgorszy rezultat wyborczy ugrupowanie uzyskało w 1948 r. (2 proc.), najlepszy - w 1972 r. (8,7 proc.). MSI łączył elementy radykalnego nacjonalizmu z programem gospodarczym odwołującym się do rozwiązań z czasów Mussoliniego. Krytykował "zdegenerowany parlamentaryzm" i domagał się systemu władzy gwarantującego autorytet państwa. Ruch nieprzerwanie znajdował się nie tylko w opozycji, ale i całkowitej izolacji, bojkotowany przez wszystkich uczestników włoskiego życia politycznego.
W latach 90. młody lider MSI Gianfranco Fini postanowił dostosować wizerunek partii do rzeczywistości politycznej, która zmieniła się po upadku bloku komunistycznego i zakończeniu zimnej wojny, a także załamaniu się we Włoszech pierwszej republiki. Fini uznał, że ruch może nie tylko wyjść z izolacji, ale nawet uczestniczyć we władzy. Wymagało to zerwania z dziedzictwem faszyzmu. Fini, który jeszcze niedawno nazywał Mussoliniego największym mężem stanu XX wieku i co roku 28 października organizował wiece upamiętniające marsz na Rzym, rozwiązał MSI i powołał Alleanza Nazionale (Sojusz Narodowy). Wkrótce AN zaczął się prezentować jako umiarkowana i nowoczesna prawica typu europejskiego. Manewr się udał - MSI mógł wreszcie zawierać koalicje. "Missini" sprzymierzyli się z Forza Italia Silvio Berlusconiego i dwukrotnie weszli do stworzonego przezeń rządu (w 1994 i 2001 r.). Podobną drogę jak MSI szybko i sprawnie przeszły partie socjalistyczne i socjaldemokratyczne w państwach postkomunistycznych, również będące spadkobiercami obozu totalitarnego.

Reduta komunizmu
Na opinię europejskiej reduty komunizmu zasłużenie zapracowała Francuska Partia Komunistyczna (PCF), której wierność ideom Marksa i Lenina jest niewzruszalna. W 1956 r. pod presją Moskwy PCF z wyraźną niechęcią i tylko deklaratywnie odcięła się od stalinizmu. Potem wykazała pełne zrozumienie dla zbrojnej interwencji ZSRR na Węgrzech, a w 1968 r. - dla rozprawy Kremla z "praską wiosną". Polityczna ortodoksja i postulowanie dyktatury proletariatu nad Sekwaną sprawiały, że komuniści byli izolowani, choć głosowało na nich około 20 proc. wyborców.
W latach 70. PCF, rządzona żelazną ręką przez Georges’a Marchais’go, nawiązała współpracę z socjalistami, którym głosy komunistów były potrzebne do przejęcia rządów oraz zapewnienia Fran˜ois Mitterrandowi fotela prezydenta. Oba te cele zostały zrealizowane, a w nagrodę w 1981 r. komuniści uzyskali kilka tek ministerialnych. Alians z PCF okazał się dla socjalistów trudnym doświadczeniem i po kilku latach zmusili oni komunistów do wystąpienia z rządu.
Na przełom polityczny w 1989 r. i upadek światowego komunizmu PCF zareagowała bardzo krytycznie. W dokumentach partii pojawiały się sformułowania mówiące o "triumfie imperializmu", "zwycięstwie politycznej reakcji" oraz "porażce sił pokoju i socjalizmu". Ugrupowanie nie zmieniło też orientacji, stwierdzając, że trzymanie się ideologii komunistycznej jest w pełni zasadne. Nie tylko pozostało przy starej nazwie, ale uznało się za redutę komunizmu w trudnych czasach. Taka postawa nie przysparzała PCF zwolenników. W latach 90. komuniści odnotowywali słabe wyniki wyborcze, zdobywając poniżej 10 proc. głosów. W 1997 r. zwycięscy socjaliści w imię jedności lewicy ponownie zaprosili ich jednak do tworzonego przez siebie rządu.

Metoda Haidera
Urodzony w 1950 r. Jörg Haider wychowywał się w rodzinie o silnych tradycjach nazistowskich. Jako piętnastolatek był już jednym z liderów młodzieżówki nacjonalistycznej Freiheitlichen Partei Österreichs (Wolnościowej Partii Austrii), na której czele stanął w 1986 r. Dzięki kierownictwu charyzmatycznego, zręcznego i dobrze wypadającego w debatach Haidera poparcie dla tej małej partii zaczęło gwałtownie rosnąć. Haider łączył silny nacjonalizm ("Austria dla Austriaków", "Najpierw Austria") z demagogią socjalną, co przypadło do gustu wielu wyborcom. Od czasu do czasu stawał się też bohaterem politycznych skandali, gdy w superlatywach wypowiadał się o III Rzeszy i Hitlerze lub gościł na zjazdach weteranów SS, których wychwalał jako ludzi honoru.
Wielu Austriaków było zmęczonych panującym od półwiecza układem politycznym, w ramach którego władzę w państwie stale sprawowały dwie partie - socjaldemokraci i chadecy. Haider to wykorzystał. W wyborach w październiku 1999 r. FPÖ zdobyła aż 27,22 proc. głosów, stając się drugą siłą polityczną kraju. Tym razem chadecy zdecydowali się utworzyć rząd z udziałem wolnościowców. Spowodowało to lawinę protestów w całej Europie, a Austrii groziło odgrywanie roli pariasa w polityce międzynarodowej. Mobilizacja światowej opinii publicznej sprawiła, że Haider nie tylko nie zasiadł w rządzie, na co miał wielką ochotę, ale zrezygnował też z kierowania partią, usuwając się w cień. Współrządząca zaś w Austrii FPÖ bardzo dba o wizerunek - stara się występować w roli siły rozważnej i odpowiedzialnej.

Oswajanie ekstremistów
Historia powojennej Europy dostarcza wielu przykładów sukcesów politycznych ekstremistów. Nigdy nie zagrozili oni jednak ładowi demokratycznemu, gdyż rozwiązywano problemy, które legły u podstaw ich popularności. Ataki ekstremistów stawały się zatem bezprzedmiotowe. Politycy byli też z reguły zdolni do wyciągnięcia wniosków ze swych błędów i nawiązania prawdziwego dialogu ze społeczeństwem. Niekiedy wyborcy szybko rozczarowywali się do rzeczników ekstremizmu, gdy widzieli ich w codziennym działaniu. Wreszcie stosowano też metodę cywilizowania skrajności poprzez obwarowane warunkami dopuszczenie tych ugrupowań do władzy, jak było w wypadku FPÖ oraz francuskich komunistów.
W szczególnych sytuacjach ruchy ekstremistyczne były delegalizowane (gdy jawnie gwałciły porządek konstytucyjny lub odwoływały się do przemocy). Tę ostatnią strategię zastosowano w Niemczech w latach 50., kiedy najpierw zdelegalizowano posthitlerowską Socjalistyczną Partię Rzeszy, a potem głoszącą ideę dyktatury proletariatu Komunistyczną Partię Niemiec.

Więcej możesz przeczytać w 6/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0