Instytut Niepamięci Narodowej

Instytut Niepamięci Narodowej

Dodano:   /  Zmieniono: 
IPN najpierw ograniczy działalność, później może przestać w ogóle istnieć
 

Prawda dużo kosztuje, lecz wyzwala" - głosił ks. Jerzy Popiełuszko. Opinia zamordowanego przez funkcjonariuszy SB kapłana znalazła karykaturalne odzwierciedlenie w III Rzeczypospolitej. Ujawnianie oraz propagowanie prawdy o najnowszej historii Polski jest zbyt kosztowne - orzekli posłowie z sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Zmniejszyli więc budżet Instytutu Pamięci Narodowej o 20 mln zł, przeznaczając część tej sumy na potrzeby Ministerstwa Kultury. Oznacza to de facto skazanie instytutu na wegetację. W ten sposób rządząca koalicja wyzwala Polaków od zbyt kosztownej (dla kogo?) prawdy. Wygląda na to, że otwarcie teczek Służby Bezpieczeństwa PRL wciąż jest dla kogoś niewygodne, co oznacza, że SB nadal ma wpływ na polską rzeczywistość.
Podczas gdy w Polsce chce się ograniczyć dostęp do teczek, czeski parlament przyjął ustawę znoszącą wszelkie ograniczenia. Teraz każdy, a nie tylko poszkodowani, będzie miał wgląd w akta bezpieki. W dodatku jawne będą spisy agentów i współpracowników dawnej tajnej policji.

Ropiejąca rana na zdrowym ciele demokracji
Działalność Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, aktywność Biura Edukacji Publicznej, organizowanie dziesiątek sesji, konferencji i seminariów naukowych, udostępnianie teczek osobom pokrzywdzonym przez PRL, gromadzenie i archiwizacja dokumentów, wydawanie książek ujawniających prawdę o ostatnich dziesięcioleciach, współpraca IPN z izraelskim Instytutem Yad Vashem, udział komitetu w wyjaśnieniu zbrodni w Jedwabnem, pomoc byłym repatriantom
- okazuje się, że to wszystko nie jest warte 20 mln zł. - Dla budżetu są to pieniądze znikome, dla nas stanowią ogromną, decydującą o funkcjonowaniu sumę - mówi Bohdan Marciniak, dyrektor generalny instytutu. Zaznacza, że mimo braku pieniędzy pracownicy zrobią wszystko, by instytut nie zaprzestał działalności. - Nastąpi jednak zderzenie wzniosłych celów z prozą życia. Dopiero budujemy archiwa, a ze względu na specyfikę tajnych dokumentów potrzebne są dodatkowe, kosztowne zabezpieczenia pomieszczeń. Obawiam się, że z braku pieniędzy nie będziemy mogli sprostać wielu przepisom. Oznaczałoby to, że instytut nie wypełnia postawionych mu zadań - dodaje dyrektor Marciniak.
Jeśli instytut nie będzie wypełniał swoich zadań, za rok ktoś może stwierdzić, że w ogóle szkoda na niego pieniędzy. - Rozumiem, że wszyscy musimy szukać oszczędności, ale nie da się porównać bud-żetu tworzonej instytucji z budżetem instytucji już istniejącej. Dodatkowo zostaliśmy postawieni w trudnej sytuacji, bo dziś nie mówi się, ile i dlaczego instytutowi odebrać, tylko komu trzeba by zabrać, żeby nam przekazać. Niestety, w czasie dyskusji o IPN pojawiają się też opinie, że jest on ropiejącą raną na zdrowym ciele demokracji. Nie mam wątpliwości, że nie można zamknąć drzwi za przeszłością i wyrzucić klucza. Od historii nie uciekniemy, bo często się zdarza, że ten klucz znajdują inni - zauważa prof. Leon Kieres, dyrektor IPN.

Mur historycznej pamięci
"Z najwyższym zaniepokojeniem przyjęliśmy zapowiedź znacznego ograniczenia bud-żetu Instytutu Pamięci Narodowej. Krok ten pozwoli zaoszczędzić niewielką w skali państwa sumę, a może zagrozić statutowym celom IPN" - napisało w apelu do Sejmu kilkadziesiąt osobistości życia publicznego: prawników, artystów, dziennikarzy, polityków, duchownych i ekonomistów. Andrzej Celiński, którego resort zyskałby na ograniczeniu środków dla IPN, napisał w liście do protestujących środowisk: "Jeżeli wolą środowisk kultury jest rezygnacja z tych środków na rzecz IPN, minister nie będzie się temu sprzeciwiał. Tylko proszę od tego momentu nie zgłaszać publicznie żadnych pretensji pod adresem złej władzy, która nie docenia kultury i nie chce dawać pieniędzy na jej potrzeby". Innymi słowy - artyści dostaną większe fundusze, jeśli będą milczeć w sprawie IPN. List ministra o tyle dziwi, że w czasach PRL działał on w demokratycznej opozycji, domagając się ujawnienia całej prawdy o tamtym systemie. Czyżby punkt widzenia zależał od punktu siedzenia?
Kierownictwo instytutu będzie teraz skazane na podtrzymywanie jego istnienia, co oznacza opóźnienie lub wręcz uniemożliwienie wglądu do własnych teczek poszkodowanym przez SB obywatelom. Przy układaniu kolejnego budżetu państwa zapewne pojawi się więcej takich opinii, jaką zaprezentował na łamach "Trybuny" jej czytelnik, Mieczysław B.: "We wdzięcznej pamięci obywateli Najjaśniejszej pozostanie zlikwidowanie IPN (...). Utrzymywanie darmozjadów za ciężkie pieniądze to kpina ze społeczeństwa". Wystarczy tylko dodać: darmozjadów idących na pasku określonych kręgów realizujących brudne interesy wiadomych sił. Kto pamięta takie zwroty? - Nie chcę przeceniać naszej roli, uważam jednak, że instytut stał się jedną z cegieł gmachu pamięci historycznej. Oby jej wyjęcie nie spowodowało, że gmach zacznie pękać. Naród bez pamięci ginie - przestrzega prof. Leon Kieres. Na razie wiele wskazuje na to, że za niewielką cenę popadniemy w historyczną amnezję.

Więcej możesz przeczytać w 7/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0