Czwarty kryzys

Czwarty kryzys

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na łeb, na szyję lecą w dół indeksy Topix i Nikkei na tokijskiej giełdzie, spada kurs jena, spada produkcja, rośnie bezrobocie
Deflacja zjada Japonię 

Japonia po raz trzeci w ciągu ostatniej dekady pogrążyła się w recesji. Tym samym obietnica szybkiego i skutecznego przeprowadzenia śmiałych i bolesnych reform strukturalnych, którą złożył Junichiro Koizumi, gdy w kwietniu 2001 r. obejmował fotel premiera Japonii, okazała się wyborczą retoryką. Politycznym mottem Koizumiego było ukute kilkadziesiąt lat wcześniej przez Josepha Schumpetera hasło "twórczej destrukcji". Dzisiaj można bez zbytniej złośliwości powiedzieć, że reformy te nie okazały się ani twórcze, ani destrukcyjne. Japonię może uzdrowić już tylko kolejna destrukcja, czyli czwarty kryzys.

W szponach deflacji
Gospodarka Japonii na dobre wpadła w tryby spirali deflacyjnej - po raz pierwszy oficjalnie potwierdzili to przedstawiciele japońskiego banku centralnego. Według opublikowanych niedawno wyliczeń, indeks cen konsumpcyjnych (CPI) w 2001 r. spadł o 0,7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Co ważniejsze, był to już trzeci z rzędu spadek cen - zjawisko nie odnotowane bodaj w historii rozwiniętych krajów świata.
Na niewiele na razie zdały się wysiłki Banku Japonii, który podtrzymując przez cały ubiegły rok zwiększoną płynność rynku pieniężnego, dążył do osłabienia presji deflacyjnej. Mimo że stopy procentowe na rynku międzybankowym utrzymują się od miesięcy na niemal zerowym poziomie (0,001 proc.!), a bank centralny w ciągu roku podwoił wartość zakupionych obligacji rządowych (do 800 mld jenów), nie znalazło to odbicia w gospodarce.
Deflacja (czyli ujemna inflacja) może pociągnąć za sobą katastrofalne konsekwencje dla pogrążonej już w recesji Japonii. Nawet przy nie zmienionym popycie na produkty przedsiębiorstw niższe ceny nominalne powodują obniżenie osiąganych przez nie przychodów. Tymczasem - jak wynika z najnowszych danych rządowych - sprzedaż w grudniu ubiegłego roku spadła o 5,7 proc., a w całym 2001 r. - o 2,2 proc. To następny czarny rekord. Japońskie przedsiębiorstwa borykają się także z coraz wyższymi kosztami obsługi zadłużenia. W przeciwieństwie do inflacji deflacja powoduje bowiem wzrost realnej wartości kredytu.
Z deflacji cieszą się japońscy konsumenci, bo mogą więcej kupić, dysponując tymi samymi nominalnymi dochodami. Ich radość jest jednak mniejsza, gdy konstatują, że dosięga ich również negatywny efekt spadku cen - pracodawcy, broniąc się przed zmniejszeniem przychodów, często decydują się na obniżki wynagrodzeń, a nawet zwalniają pracowników. Japonia pobiła właśnie kolejny czarny rekord - bezrobocie osiągnęło w grudniu najwyższy w powojennej historii wskaźnik: 5,6 proc. Z europejskiego (a zwłaszcza polskiego) punktu widzenia nie jest to co prawda katastrofa, ale w Japonii obowiązują zupełnie inne kryteria. Coraz częstsze zwolnienia grupowe w największych korporacjach są dla Japończyków zjawiskiem szokującym, uderzającym w nienaruszalne - jak się do tej pory wydawało - podstawy życia społecznego i gospodarczego tego kraju. Typowy dla japońskich stosunków pracy system dożywotniego zatrudnienia to dla coraz większej rzeszy Japończyków już historia.

Pikowanie jena
Na rynkach walutowych od kilku tygodni gwałtownie spadają notowania jena. Japońska waluta straciła od listopada ubiegłego roku 10 proc. w stosunku do dolara amerykańskiego i osiągnęła najniższy od 39 miesięcy kurs - 135 jenów za dolara. Deprecjacja jena odzwierciedla pogarszającą się kondycję japońskiej gospodarki. Rząd oficjalnie ogłosił, że PKB w roku fiskalnym 2001 (kończącym się w marcu tego roku) zmniejszy się o 1 proc. i najprawdopodobniej nie wzrośnie również w roku 2002.
Notowania jena zaniepokoiły kraje azjatyckie, zwłaszcza Chiny i Koreę Południową. Przedstawiciele obu państw wezwali władze japońskie do powstrzymania dalszej deprecjacji waluty. Wśród analityków pojawiły się nawet spekulacje, że sytuacja ta może być wynikiem świadomej polityki rządu japońskiego, działającego z cichym przyzwoleniem Stanów Zjednoczonych. Poprzez deprecjację krajowej waluty można bowiem - przynajmniej teoretycznie - osiągnąć dwa cele: zmniejszyć presję deflacyjną i dzięki zwiększeniu konkurencyjności eksportu wpłynąć na poprawę dynamiki wzrostu gospodarczego. W wypadku Japonii wpływ ten byłby jednak niemal niezauważalny. Dziesięcioprocentowa dewaluacja jena nie zdoła stłumić deflacji i może się przyczynić jedynie do półprocentowego wzrostu PKB.
Masaru Hayami, prezes Banku Japonii, zdecydowanie zaprzeczył tym spekulacjom. Stwierdził, że ręczne manipulowanie kursem walutowym nie pomoże rozwiązać problemów nękających gospodarkę Japonii, a mogłoby jedynie osłabić zaufanie światowych rynków finansowych. W podobnym tonie wypowiedział się amerykański sekretarz skarbu Paul O’Neill, podkreślając, że przykłady z historii gospodarczej dowodzą, iż wszelkie środki protekcjonistyczne, w tym dewaluacja krajowej waluty, w ostatecznym rachunku jeszcze bardziej osłabiają gospodarkę danego kraju.

Co zrobi Koizumi?
Optymizmem nie napawają również inne wskaźniki ekonomiczne. Produkcja przemysłowa zmalała w ubiegłym roku aż o 7,9 proc. Tak źle nie było od wybuchu światowego kryzysu naftowego przed 26 laty. O ponad 38 proc. zmniejszyła się też nadwyżka obrotów handlowych (największy spadek od 1970 r.), choć utrzymuje się na wysokim poziomie - ponad 6,6 bln jenów (49,3 mld USD). Na tokijskiej giełdzie indeks Topix, obrazujący notowania wszystkich spółek rynku podstawowego, spadł do najniższego od ponad dziesięciu lat poziomu (975,2 pkt), a Nikkei 225 znów wylądował poniżej psychologicznej granicy 10 tys. jenów.
W połowie XIX wieku amerykańskie okręty komandora Perry’ego wymusiły na zacofanej i odizolowanej od świata Japonii otwarcie się na świat. Wydarzenie to zapoczątkowało gruntowną przebudowę struktur społeczno-gospodarczych, co zaowocowało fenomenalnym wręcz skokiem cywilizacyjnym Nipponu. Aby obudzić dzisiejszą Japonię z letargu, potrzebny jest być może szok na miarę inwazji Perry’ego. Tak więc czwarty kryzys? Czy Japonia wytrzyma jednak taką kurację?

Więcej możesz przeczytać w 7/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0