Małyszowie na podium

Małyszowie na podium

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dzięki "Wprost" Ewa i Jan Małyszowie mogli w Salt Lake City święcić triumf swojego syna


Mamy medal! Adam! Adam!" - krzyczała podekscytowana Ewa Małysz, gdy jej syn zdobył brąz. - No, to mamy dwa medale - stwierdziła spokojniej, gdy Adam zdobył srebro. Wszyscy Polacy w Utah Olimpic Park oszaleli ze szczęścia. Ubrani w biało-czerwone czapki, okręceni szalikami w tych samych kolorach głośno dopingowali Małysza. Na parkingu pod skocznią, gdzie stało kilkanaście tysięcy samochodów, auta Polaków wyraźnie się wyróżniały wymalowanymi pasami w narodowych barwach i napisami: "Adam Małysz mistrzem jest" i "Adam, fruń jak najdalej!". Podczas przyjęcia wydanego przez Polski Komitet Olimpijski w jednym z najlepszych hoteli w Salt Lake City niektórzy panowie wycałowali po rękach nie tylko matkę, ale także ojca Adama. "Nie pierwszy raz mi się to zdarza, już miałem kilka takich sytuacji, ale znoszę te zaloty z godnością" - mówił Jan Małysz. Gdy Adam wreszcie wpadł w ramiona swoich rodziców, nikt z obecnych nie potrafił ukryć łez. To rodzinne spotkanie za oceanem było możliwe dzięki tygodnikowi "Wprost", który zaprosił rodziców Adama Małysza do USA i sponsorował ich pobyt na igrzyskach. Państwo Małyszowie kibicowali synowi na trybunach olimpijskiej skoczni narciarskiej. Mimo iż trener Apoloniusz Tajner zabronił im kontaktowania się z Adamem, są przekonani, że syn przez cały czas czuł ich obecność. Ewa i Jan Małyszowie mieszkali w hotelu oddalonym zaledwie o kilka kilometrów od Utah Olimpic Park, na terenie którego znajdują się skocznie narciarskie. Po pierwszym konkursie pojechali na dwudniową wycieczkę po stanie Utah. Dzika przyroda, otwarte przestrzenie i "fantastycznie mili" Amerykanie zrobili na nich olbrzymie wrażenie. W jednej z typowych dla Dzikiego Zachodu amerykańskich restauracji zjedli pierwszy w swoim życiu amerykański stek, który obudził w nich tęsknotę za Polską. Rodzice Adama Małysza stali się w Salt Lake City równie popularni jak ich syn. Udzielili wielu wywiadów rozgłośniom polskim i polonijnym. Po drugim konkursie skoków nasi rodacy tak długo oblegali państwa Małyszów, że wyszli oni z terenu skoczni ostatni. Właściwie zostali z niej uprzejmie wyproszeni przez amerykańską policję. Zaraz po konkursie skoków narciarskich zaczynały się inne zawody i trzeba było szybko oczyścić teren. Podczas przyjęcia wydanego przez producenta nart, na których skacze Adam, Małyszowie gratulowali nie tylko synowi, ale także Simonowi Ammannowi, który - ich zdaniem - jest "sympatyczny i skromny". - Taką podróż pamięta się do końca życia - mówią Małyszowie. - Dzięki niej sukces Adama stał się naszym sukcesem. Czuliśmy niemal, że stoimy obok niego na podium.

Więcej możesz przeczytać w 8/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0