Nie jestem Wernyhorą

Nie jestem Wernyhorą

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spotkanie z JAROSŁAWEM KALINOWSKIM, wicepremierem i ministrem rolnictwa
[ Jarosław Kalinowski ]

 

Andrzej Kropiwnicki: Przyzna pan, że pańska wypowiedź w Brukseli była niefortunna?
Jarosław Kalinowski: Nie.
Ceq: Krytykował pan Włodzimierza Cimoszewicza za wychodzenie przed orkiestrę, a teraz zrobił pan to samo.
- W dokumentach rządowych były polecenia dla zespołu negocjacyjnego, który miał przygotować analizę skutków skrócenia okresu przejściowego na kupowanie ziemi przez dzierżawców. Pan Cimoszewicz przedstawił stanowisko, zanim zespół negocjacyjny wykonał swoje zadania. Natomiast ja uczestniczyłem w dyskusji. Widzi pan różnicę?
Emikrystek: Sądzi pan, że kraj aspirujący do członkostwa w unii może ją szantażować? To przecież nam zależy na unii, a nie odwrotnie.
- Przede wszystkim ja nikogo nie szantażowałem. To było przedstawienie argumentów i analiz dotyczących konsekwencji przyjęcia propozycji komisji. Poza tym dziś nie możemy zaakceptować tych warunków. Na przystąpieniu Polski do unii mają zyskać obie strony. Także unia. PKB piętnastki wzrośnie po poszerzeniu mniej więcej o 6 proc., co daje 70 mld euro. Członkostwo w UE nie jest dla Polski celem samym w sobie. Chodzi o osiągnięcie określonych korzyści dla naszej gospodarki. My też musimy mieć tu coś do powiedzenia.
Katarzynka: Większość naszych rolników nie utrzyma się na powierzchni niezależnie od ustroju i decyzji UE.
- Polskie rolnictwo potrzebuje reformy, ale przy tej propozycji Komisji Europejskiej nasi chłopi, również ci nie ustępujący pod względem technologicznym partnerom z unii, nie wytrzymają konkurencji. Zresztą aktualna propozycja komisji może tylko zakonserwować skostniałą strukturę naszego rolnictwa. Mowa w niej przecież o wsparciu socjalnym zarówno produkujących, jak i nie produkujących na rynek.
Palik: A może by rozdzielić dopłaty unijne między rolników efektywnych, a nie dawać wszystkim za mało?
- Chcemy takiej samej formy wspierania rolnictwa, jaka obowiązuje w unii. Dopłaty są tam związane z rozmiarem produkcji. Czy u nas też tak będzie? Dobrze by było!
Fuz: Większość rolników powinna zbankrutować. Bogatsi przejmą ich ziemię i dadzą im pracę.
- A jak, pana zdaniem, doprowadzić do bankructwa gospodarstwo, które nie sprzedaje towarów na rynek, ma dwa hektary i kozę?! Ci ludzie nie żyją. Oni wegetują. Ale do bankructwa doprowadzić się ich nie da. Zresztą to nie jest największy problem. Gorzej jest z gospodarstwami dużymi, które znalazły się w dramatycznej sytuacji. Dziś w Polsce na trzy rodziny wiejskie dwie żyją poniżej minimum socjalnego i coraz częściej dotyczy to gospodarstw produkujących na rynek.
Kurpik: Dlaczego tak się sprzeciwiacie sprzedawaniu ziemi cudzoziemcom? Moja ziemia! Sprzedam, komu chcę.
- We wszystkich państwach członkowskich UE kwestie zakupu ziemi są uregulowane. Przepisy te preferują włas-nych rolników. My chcemy tego samego. I tak będzie!
Kruqu: Mam scenariusz. Przestaje pan być prezesem PSL, które odchodzi z koalicji. Samoobrona bierze wieś, a wy znikacie ze sceny politycznej. Możliwe?
- Nie! PSL ma ponad sto lat i różne zakręty historii przechodziło razem z całą Polską. Stronnictwo zawsze umiało udowodnić, że jest potrzebne. Teraz będzie tak samo.
Pyrek: Wyjdzie pan z koalicji rządowej?
- Kiedyś pewnie tak, ale na razie zalecam spokój.
Fajlip: Ile czasu panu zostało?
- Nie jestem Wernyhorą.
Więcej możesz przeczytać w 9/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0