Generacja maminsynków

Generacja maminsynków

Dodano:   /  Zmieniono: 
Paweł Imiołek, informatyk w PKO BP, niedawno skończył 30 lat. Mieszka z rodzicami
Prawie połowa polskich dwudziestolatków nie chce opuszczać rodzinnego domu 

Cztery lata temu wyprowadził się od nich i wspólnie ze znajomym wynajął mieszkanie, jednak kiedy współlokator kupił własny dom, Paweł wrócił do rodziców. - Szkoda mi było pieniędzy na wynajmowanie mieszkania, w którym tylko nocowałem - tłumaczy Imiołek. Nie zamieszkał z dziewczyną, bo nie chce się jeszcze ustabilizować. - Nie można jednocześnie wyjeżdżać na wakacje, kupować płyt i spłacać kredytu mieszkaniowego - mówi.

WIECZNE DZIECI
84 proc. młodych dorosłych ludzi mieszkających z rodzicami przeznacza pieniądze głównie na przyjemności (ubrania, płyty, wyjazdy weekendowe)

20 proc. młodych ludzi twierdzi, że mieszkanie z rodzicami nie stanowi powodu do konfliktów

16 proc. pracujących i mieszkających z rodzicami młodych dokłada się do budżetu domowego

33 proc. osób poniżej 35. roku życia utrzymuje, że życiowy partner powinien się podobać matce, a 15 proc. uważa, że także ojcu
56 proc. młodych osób mieszkających z rodzicami czuje w domu rodzinnym całkowitą niezależność

30 proc. dwudziestolatków przyznaje, że traktuje mieszkanie jak hotel

4 proc. młodych sądzi, że ich wyprowadzka oznacza dla rodziców przede wszystkim oszczędność na rachunkach telefonicznych

16 proc. kobiet i 20 proc. mężczyzn w wieku 20-30 lat mieszkających poza domem rodziców robi u nich pranie
Przerażająca dorosłość
Paweł Imiołek jest jednym z kilkunastu milionów Europejczyków, którzy żyją "przy rodzicach". Mają około trzydziestki, najczęściej dobre posady (część studiuje po 8-10 lat, czasem na kilku kierunkach), stałych partnerów i ciągle nie opuścili pokojów, które zajmowali jako dzieci. Z rodzicami mieszka 56 proc. trzydziestoletnich Włochów, nazywanych mammoni, czyli po prostu maminsynkami, 40 proc. młodych Francuzów, 25 proc. Niemców i co dziesiąty Brytyjczyk (dane brytyjskiego rządowego centrum demografii dotyczą osób w wieku 30-34 lat). Polska nie odbiega od europejskiej średniej: 45 proc. obywateli w wieku 20-29 lat nie ma zamiaru opuścić rodzinnego domu. "Dorosłość i życie na własną rękę przeraża przenoszonych dwudziestokilkulatków, bo wiąże się z pożegnaniem z łatwą i wygodną egzystencją. W rodzinnym domu wszystko jest znane, a rodzice rozwiązują większość problemów. Jeśli tolerują oni, a nierzadko utrzymują maminsynków, to ci po prostu korzystają z okazji" - zauważa Philippe Talloin, francuski socjolog.

Nie przecięta pępowina
Silny - ekonomiczny, organizacyjny i emocjonalny - związek z rodzicami nie jest dziś powodem do wsty-du. "Mieszkam z mamą, bo tak jest wygodnie. Dzięki temu stać mnie na przyzwoite życie bez trosk materialnych" - deklarował publicznie Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości.
Z mamą bardzo długo mieszkał też Aleksander Hall, polityk SKL.
- To złudzenie, że pępowinę przecinamy w momencie narodzin. Gdy tylko spostrzeżemy, że świat jest zbyt skomplikowany, a życie trudniejsze, niż nam się wydawało, symboliczna pępowina odrasta - zauważa prof. Kazimierz Pospiszyl, psycholog. Dążenie do przedłużania życia pod jednym dachem wynika zresztą zarówno z potrzeb dzieci, jak i rodziców. Studia trwają coraz dłużej, bo trzeba mieć coraz wyższe stopnie specjalizacji, aby efektownie wejść na rynek pracy. Stabilne zaplecze rodzinne pozwala młodym ludziom skupić się na robieniu kariery.
- Nie widzę powodu, by się wyprowadzać z domu. Nie mam dziewczyny, z którą chciałbym założyć rodzinę. Nie mam kumpli, którzy byliby atrakcyjniejszymi domownikami niż moi rodzice - opowiada dwudziestosiedmioletni Paweł Żybura, specjalista ds. projektów internetowych. W latach 70. i 80. młodzi wyprowadzali się z domu, by założyć własne rodziny. Dziś z zawarciem małżeństwa czekają do trzydziestki, tracą więc motywację, aby wcześniej się odseparować od rodziców. - Wkroczenie w dorosłość to największa zmiana, jakiej doświadczamy w życiu, ale tylko co czwarty Polak traktuje ją jako wyzwanie. Dla reszty wiąże się ona ze stratą, zagrożeniem bądź obciążeniem - tłumaczy Ireneusz Ścigała, psychoterapeuta współpracujący z Instytutem Ericksona w Berlinie.
"Idealizując młodość we wszelkich jej formach, współczesne społeczeństwo uczyniło z dorastającego młodzieńca postać wyjątkową, zasługującą na szczególne traktowanie. Dlatego nawet od trzydziestolatków nie wymaga się pełnej odpowiedzialności za własne życie" - napisał Philippe Talloin. Tak kształtuje się postawa i mentalność oparta na zasadzie: "To mi się należy". We Francji co roku ponad dwa tysiące młodych dorosłych ludzi występuje do sądu przeciwko swoim rodzicom, zarzucając im niewystarczającą pomoc w utrzymaniu. Powołują się oni na artykuł 203 kodeksu cywilnego, który mówi o rodzicielskim obowiązku "wyżywienia, utrzymania i wychowania dzieci".

Uzależnieni od rodziców
Ricky Martin
piosenkarz

Kiedy podróżuję po świecie, to samo wspomnienie potraw przyrządzanych przez mamę, pocałunku przed snem, czułego poprawienia kołdry... Mam 30 lat, ale nie wstydzę się, że tęsknię za takimi drobiazgami.

Estella Warren
supermodelka

Nie ma dnia, żebym nie dzwo-niła do mamy i nie prosiła jej o radę. Czasami to są drobiazgi, ale ciągle nie wiem, jak mam załatwić wiele spraw. Jeśli mam kłopoty finansowe albo gubię się przy załatwianiu spraw w banku, po prostu dzwonię do domu.
Michael Douglas
aktor

Bez wsparcia rodziców nie urządziłbym swojego wesela. Pomagali mi przy wszystkim. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym wybrać partnerkę na całe życie, a oni by jej nie zaakceptowali.

Anthony Robbins
psychoterapeuta

Moja matka już nie żyje, ciągle jednak czuję jej obecność. Radziłem się jej we wszystkim, w najbłahszych sprawach. Nieraz wyobrażam sobie, co ona myśli, gdy podejmuję decyzje.
Zbyt droga niezależność
Za przedłużonym pozostaniem w domu rodzinnym przemawiają także względy ekonomiczne. Osoba rozpoczynająca karierę po ukończeniu studiów musiałaby oddać połowę zarobków, żeby zamieszkać osobno. Koszt wynajmu niewielkiego mieszkania w Warszawie to co najmniej 800-1000 zł, w Poznaniu, Gdańsku lub Krakowie można znaleźć kawalerkę za 700-800 zł miesięcznie. Do tego dochodzą wydatki na żywność, odzież, telefon i drobne przyjemności. Dobre wynagrodzenie dla zaczynającego pracę absolwenta szkoły wyższej - nawet w renomowanej firmie - nie przekracza w Warszawie 3 tys. zł netto.
Osoby z takimi zarobkami mają małe szanse na kupno własnego mieszkania - choćby ze względu na koszty kredytów. Wybraliśmy kilka najkorzystniejszych ofert w serwisie ekonomicznym Expander.pl. Założyliśmy, że osoba chcąca opuścić dom rodzinny może wydać na własne mieszkanie 200 tys. zł i dotychczas zaoszczędziła 50 tys. zł. Okazuje się, że raty malejące kredytu w wysokości 150 tys. zł, oprocentowanego na ponad 10 proc. trzeba spłacać przez 10 lat. Najtrudniejsza jest spłata pierwszych rat: wynosiłyby one od 2612 zł (w Banku Zachodnim WBK) do 2941 zł (w PKO BP).

Test rynku
W odróżnieniu od Europejczyków amerykańscy rodzice przygotowują swoje dzieci do niezależności już od najmłodszych lat. Chyba tylko w Stanach Zjednoczonych mogło powstać pojęcie businessteen, oznaczające nastoletniego biznesmena. Dbania o własne sprawy (także finansowe) młodzi Amerykanie uczą się już w liceum. Uczniowie nie tylko pracują, ale także zakładają własne przedsiębiorstwa. W archiwum Internal Revenue Service, czyli amerykańskich federalnych władz podatkowych, są dane kilkudziesięciu osób poniżej 18. roku życia, które zgłosiły roczny dochód przekraczający milion dolarów. Amerykańska młodzież zdecydowanie szybciej niż europejska zaczyna życie na własny rachunek. Tylko około 5 proc. tamtejszych studentów mieszka z rodzicami. Podobnie jest z tymi, którzy już zaczęli pracować. Tylko co dwudziesty dwudziestopięciolatek nie opuścił jeszcze domu rodzinnego.
Dlaczego amerykańska młodzież szybko wyprowadza się z domu? Głównie dlatego, że jest to test radzenia sobie na rynku, ważny zarówno dla pracodawcy, jak i samego zainteresowanego. - Jako baby-sitter dostaję 12 dolarów za godzinę. Wynajem mieszkania kosztuje mnie 350 dolarów miesięcznie. Nawet nie pracując na stałe, a tylko dorabiając, jestem się w stanie utrzymać - opowiada Veronica Stanton, dwudziestopięcioletnia studentka University of Washington w Seattle.

Młodzi rentierzy
Co trzeci młody Europejczyk mieszkający co najmniej trzy miesiące poza domem wrócił do rodziców z "podkulonym ogonem", gdy "prawdziwe" życie okazało się dla niego zbyt kosztowne i za trudne.
- W Niemczech rodzice przyznają, że chcieliby jak najdłużej utrzymywać bliskie kontakty z dorosłymi dziećmi, a im te dzieci są starsze, tym kontakty lepsze. Utrzymywanie podstarzałych maminsynków jest więc społecznie akceptowane - tłumaczy Marc Szydlik, niemiecki socjolog. 92 proc. ankietowanych przez niego matek oraz 83 proc. ojców przyznaje, że ma dobre relacje z dorosłymi dziećmi, które mieszkają razem z nimi.
Psychologowie alarmują jednak, że taka symbioza jest społecznym kalectwem. Rodzice mieszkający z dorosłymi dziećmi dokonują za nich wyborów życiowych, utrwalając w ten sposób ich nieporadność emocjonalną i rynkową niesamodzielność. W ten sposób w Europie tworzy się klasa młodych rentierów, którzy - gdy zabraknie rodziców - zaczną się oglądać na państwo.

Więcej możesz przeczytać w 9/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0