Zdobycze socjalizmu

Zdobycze socjalizmu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Francuzi coraz częściej marzą o tym, by państwo się nimi zaopiekowało i załatwiało za nich więcej rzeczy
 
Zbliżają się wybory, więc oczywiście mnożą się wszelkiego rodzaju badania opinii publicznej. W tygodniku "Le Nouvel Observateur" trafiamy jednak na sondaż nieco ambitniejszy niż zwykle, tzn. nie koncentrujący się na tym, kto i na ile głosów ma szansę, tylko na tym, czy wyobrażenia o sile politycznej elektoratów mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Innymi słowy, czy określenia typu "lewica" i "prawica" z punktu widzenia wyborcy jeszcze coś znaczą. Ponieważ "Le Nouvel Observateur" jest tygodnikiem lewicowym, przeto nie może dziwić, że w redakcyjnym omówieniu wyników sugeruje się, iż granice między lewicą a prawicą zacierają się w tym sensie, że wyborcy przyznający się do związków z prawicą przesuwają się w ostatnich latach ku poglądom bardziej lewicowym, natomiast przesunięcie w przeciwnym kierunku jest nieznaczne. Redakcja wyciąga stąd wniosek, że francuska prawica "przegrywa bitwę w dziedzinie idei", a "jej przywódcy przechodzą ewolucję wolniej niż jej wyborcy".
Przed wyborami zawsze się przyda komentarzyk tego typu - zwłaszcza jeśli szczęśliwie da się go wycelować w przeciwników politycznych. Im dłużej jednak przyglądamy się suchym rezultatom tego sondażu (bez redakcyjnego komentarza), tym lepiej widzimy, że właściwie dotyczy on czegoś innego, niż wydawało się jego autorom: nie tyle podziału na linii lewica - prawica, ile miejsca jednostki w szeroko rozumianym kolektywie i jej wyobrażeń na ten temat. Oczywiście, zawsze można próbować udowodnić, że osoba o skłonnościach bardziej "kolektywistycznych" jest bliższa lewicy. Ale - po pierwsze - to niekoniecznie musi być prawda; po drugie - w tym wypadku chodzi o coś szczególnego: o to, w jakim stopniu jednostka oczekuje opieki i pomocy ze strony kolektywu. Nie jestem pewien, czy redakcja "Le Nouvel Observateur" byłaby skłonna się zgodzić z moją interpretacją, ale jeśli tak, to rzeczywiście na podstawie publikowanego sondażu można powiedzieć, że coraz więcej Francuzów przesuwa się ku lewicy: wyniki pokazują, że coraz więcej osób jest bezradnych wobec otaczającego ich świata i stara się zepchnąć odpowiedzialność za uregulowanie wszelkich problemów na instytucje reprezentujące kolektyw.
W sondażowych tabelkach widzimy na przykład, że w latach 1993-2002 odsetek respondentów uważających, że sędziowie są zbyt pobłażliwi w stosunku do drobnych przestępców i chuliganów, którzy najbardziej zatruwają nam codzienne życie i stwarzają poczucie najbardziej bezpośredniego zagrożenia, prawie się podwoił. Wzrósł z 41 proc. aż do 72 proc.! W grupie ankietowanych identyfikujących się z lewicą wzrost był jeszcze większy: z 33 proc. do 68 proc. Z jednej strony, odzwierciedla to narastanie poczucia zagrożenia. Z drugiej, wskazuje na astronomiczny wzrost poczucia bezradności w zapobieganiu temu zagrożeniu. Wiara w to, że gdy sędziowie będą surowsi, przestępcy staną się łagodniejsi albo się zresocjalizują, chociaż w ich otoczeniu i w ich sytuacji osobistej nic się nie zmieni, jest typowym myśleniem magicznym. Co ciekawe, ankietowani najwyraźniej zdają sobie sprawę z bezsensowności samego zaostrzania kar, lecz mimo to masowo występują z tym postulatem, w nadziei, że sędziowie po prostu "załatwią" sprawę za innych. A o tym, że zdają sobie sprawę, świadczą odpowiedzi dotyczące najostrzejszej z kar: kary śmierci. Liczba osób przeciwnych jej przywróceniu wzrosła w latach 1991-2002 z 36 proc. do 54 proc. Odsetek ten prawie się podwoił nawet wśród respondentów podających się za prawicowych: z 25 proc. do 42 proc.!
Oprócz sędziów wprowadzaniem ładu i porządku ma się zająć szkoła. W porównaniu z sondażem z 1988 r. o 5 proc. zwiększyła się grupa osób sądzących, że zadaniem szkoły jest przede wszystkim wpajanie poczucia dyscypliny i wysiłku, i o tyleż zmniejszyła się grupa uważająca za pierwszoplanowe "kształtowanie ludzi o umyśle rozbudzonym i krytycznym". Jednocześnie od dwunastu lat nie zmienia się liczba osób (47-48 proc.) utrzymujących, że państwo nie dość interweniuje w życie gospodarcze kraju i że interweniuje za bardzo (tylko 13-15 proc.). Przy tym w porównaniu z sondażem sprzed dziesięciu lat radykalnie wzrosła liczba osób (z 28 proc. do 41 proc.!) domagających się, by państwo ściślej kontrolowało i regulowało przepisami działalność przedsiębiorstw. To chyba największa zdobycz socjalizmu we Francji: ludzie coraz częściej marzą o tym, by państwo i jego instytucje w większym stopniu się nimi opiekowały i coraz więcej rzeczy za nich załatwiały. Jedyna nadzieja w tym, że politycy tak jak dotychczas będą próbowali robić swoje, pozostawiając rozmarzone społeczeństwo jego snom. Wyniki sondażowe wskazują, że od 1977 r. systematycznie wzrastał odsetek osób (z 42 proc. do 74 proc.) uważających, że politycy bardzo mało albo praktycznie w ogóle nie troszczą się o to, "co myślą Francuzi". Hm, może to i lepiej dla Francuzów?

Więcej możesz przeczytać w 9/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0