Krzyż gejów

Krzyż gejów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Za 50 lat nikogo nie będzie bulwersować, że dwaj księża oficjalnie współżyją z sobą, nie rezygnując z pracy duszpasterskiej - taką opinię usłyszałem niedawno w jednej z telewizyjnych dyskusji na temat legalizacji homoseksualnych konkubinatów
Czy w Kościele istnieje lobby homoseksualne? 

Popuszczając wodze fantazji, można sobie wyobrazić, że na lekcjach katechezy dzieci uczą się o całkowitej równości miłości hetero- i homoseksualnej, teologowie zaś twórczo rozwijają biblijny wątek przyjaźni Jonatana i Dawida, ukazując jej homoseksualny charakter. Do Pierwszej Komunii Świętej przystępują dzieci mające dwóch tatusiów albo dwie mamusie, a "miłość, wierność i uczciwość małżeńską" ślubują sobie osoby tej samej płci. Na razie jednak dla katolików te fantazje pozostaną fantazjami, sprzecznymi z nauczaniem Kościoła.

Nie uporządkowane akty seksualne
Nie brak takich, dla których powyższa wizja nie jest horrorem, lecz przeciwnie - zapowiedzią wolnego, tolerancyjnego, wspaniałego świata, w którym ideał miłości zostanie wreszcie uwolniony z więzów skostniałej tradycji. Nie należy jednak zapominać, że w zachodnich demokracjach to właśnie Kościół katolicki jest głównym przeciwnikiem homoseksualnego "pomysłu na świat". Od dwóch tysięcy lat utrzymuje on w mocy nauczanie św. Pawła. To apostoł, pisząc o zatrutych owocach zachwiania życiodajnej relacji z Bogiem Stwórcą, wskazuje przede wszystkim na homoseksualizm: "Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć (...). Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie" (Rz 1, 26-27).
Lektura tego natchnionego dla chrześcijan tekstu nasuwa pytanie: kiedy zwolennicy politycznej poprawności oskarżą wydawców Nowego Testamentu o szerzenie dyskryminacji seksualnej? Być może właśnie ze względu na to niebezpieczeństwo najnowszy "Katechizm Kościoła katolickiego" - choć nie pozostawia wątpliwości co do stanowiska Kościoła - mówiąc o homoseksualizmie, posługuje się znacznie łagodniejszym językiem niż św. Paweł: "Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nie uporządkowane. (...) W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane".
Tego rodzaju nauczanie budzi irytację i sprzeciw środowisk homoseksualnych. Co więcej, odbierają one naukę Kościoła jako prześladowanie mniejszości. Są homoseksualiści, którzy postulują, aby Kościół po prostu przestał wypowiadać się na temat ich zachowań seksualnych. Na stronie www.innastrona.pl ktoś tłumaczył internaucie katolikowi: "Nie chcę należeć do Twojej wspólnoty [Kościoła]. Ona mnie absolutnie nie interesuje. Oczekuję tylko, aby ta wspólnota nie interesowała się moimi sprawami łóżkowymi. Nie życzę sobie także, aby jakiś Pieronek publicznie nazywał mnie zboczeńcem. W cywilizowanych krajach coś takiego jest karalne". Równie dobrze niewierni małżonkowie mogliby zażądać, aby Kościół nie nazywał zdrady małżeńskiej grzechem, bo w ten sposób miesza się do ich prywatnych spraw i okazuje nietolerancję wobec ich upodobań. Inni wypowiadają się jakby ze środka Kościoła, przestrzegając na przykład, że jeśli nie zmieni on nauki na temat homoseksualizmu, to kościoły opustoszeją. Na wspomnianych stronach WWW jeden z gejów nie zgadza się z tezą, "że Kościół ma prawo głosić, co mu się podoba, albowiem jest jedną z najważniejszych instytucji stworzonych przez naszą cywilizację i nie jest prywatną własnością hierarchii". Innymi słowy, chodziłoby o to, aby zebrał się jakiś sobór i ulegając naciskom mniejszości seksualnych, ustalił, że akty homoseksualne nie są grzechem, lecz jedną z pełnoprawnych form rozwoju ludzkości. Czy jednak Kościół byłby jeszcze Kościołem, gdyby nieustannie zmieniał swoją naukę, próbując zadowolić wszystkich?

Czy można być księdzem gejem i kochać?
Problem polega na tym, że co jakiś czas ujawniają się księża, którzy próbują zaproponować sprzeczne z oficjalnym nauczaniem Kościoła rozumienie homoseksualizmu w świetle Ewangelii. Ostatnio głośna była sprawa hiszpańskiego księdza Mantero, który publicznie oświadczył, że jest homoseksualistą i regularnie uprawia seks, a także wyraził przekonanie, że "można być księdzem gejem i kochać". Organizacje homoseksualne nie zachowują się w tej sprawie jak zastraszona mniejszość, lecz atakują biskupów chcących odsunąć Mantero od sprawowania funkcji kapłańskich, a nawet straszą ujawnieniem nazwisk biskupów homoseksualistów. Okazuje się zatem, że tu i ówdzie możemy mieć do czynienia ze skomplikowaną sytuacją niejasnych powiązań opartych na szantażu i homoseksualnej namiętności. Rodzi się pytanie: czy istnieje w Kościele i wokół Kościoła lobby homoseksualne? Bez względu na odpowiedź wydaje się, że w tej sprawie potrzeba dużej odwagi i mądrości. W przeciwnym razie instytucji Kościoła grożą dwuznaczność i nieszczerość, podkopujące jej autorytet.
Dostrzegając problem, Kongregacja Nauki Wiary już w 1986 r. wydała "List o duszpasterstwie osób homoseksualnych", w którym przestrzega: "Dzisiaj coraz więcej osób, nawet wewnątrz Kościoła, wywiera nań bardzo silny nacisk, chcąc skłonić go do zaakceptowania homoseksualnej predyspozycji (...) i do zalegalizowania czynów homoseksualnych. Często ci, którzy wewnątrz wspólnoty wiary wywierają tego rodzaju nacisk, są ściśle powiązani z ludźmi działającymi poza nim. (...) Ryzyko jest ogromne i wielu jest takich, którzy usiłują wywołać zamęt w odniesieniu do stanowiska Kościoła, a wynikłe stąd zamieszanie wykorzystać do swoich celów" (nr 8). W tym samym liście kongregacja podkreśla, że nie można włączać organizacji homoseksualnych w struktury duszpasterskie, jeśli nie zostanie jasno powiedziane, iż aktywność homoseksualna jest niemoralna. Duszpasterstwo osób homoseksualnych nie może więc oznaczać błogosławieństwa dla aktów homoseksualnych.

Rozgrzeszenie i uzdrowienie
Co zatem Kościół proponuje homoseksualistom, którzy chcą być autentycznymi katolikami? W mojej pracy duszpasterskiej najczęściej spotykałem się właśnie z takimi ludźmi. Niejednokrotnie mają oni rodziny i przeżywają dramat niewierności i podwójnego życia. Takie osoby poszukują w Kościele oczyszczenia i umocnienia do prowadzenia życia, jakiego pragną. Proszą o rozgrzeszenie, o pomoc i modlitwę, aby mogły być wierne rodzinie, którą kochają. Spotykałem też ludzi młodych, którzy wchodząc w dorosłe życie, zadają sobie pytanie, czy ich tendencje homoseksualne determinują ich życiowe wybory, czy będą w stanie nie określać siebie - jak to się dzieje w organizacjach gejowskich - poprzez homoseksualizm.
W "Katechizmie Kościoła katolickiego" czytamy: "Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną mogą i powinny przybliżać się one - stopniowo i zdecydowanie - do doskonałości chrześcijańskiej" (nr 2359). Oczywiście, to wezwanie jest aktualne jedynie dla tych, którzy jako wierzący słyszą osobiste wezwanie Chrystusa do dźwigania krzyża, jakim jest homoseksualizm. Trzeba też pamiętać, że czystość jest zadaniem, którego wypełnianie zakłada w pewnym sensie upadki.
Istnieje jeszcze inna możliwość, o której świadczą ci, którzy zostali całkowicie uzdrowieni z homoseksualizmu. Spotkałem takich ludzi. Twierdzą, że to Jezus Chrystus przywrócił im możliwość założenia rodziny i przeżywania w pełni miłości małżeńskiej oraz rodzicielskiej. Tego rodzaju cuda wymagają jednak głębokiej wiary, a także przekonania, że homoseksualizm w ogóle można wyleczyć.

Skłonności i czyny
Niejasny pozostaje stosunek Kościoła do ujawniających się niekiedy wśród kleryków skłonności homoseksualnych. Jedni twierdzą, że jeśli osoba homoseksualna pragnie zostać księdzem i szczerze chce przyjąć wszelkie wymagania związane z tym stylem życia, to nie ma powodu, aby z góry uznawać ją za niezdolną do kapłaństwa. Inni uważają, że homoseksualiści - mimo dobrych chęci - nie nadają się do życia w celibacie, ponieważ przebywając zasadniczo w środowisku męskim, narażeni są na nieustanne pokusy, którym prędzej czy później ulegną. Praktyka w wielu seminariach wydaje się taka, że za dyskwalifikujące uważa się czyny homoseksualne, nie zaś skłonności, do których można się szczerze przyznać. Rodzi się jednak niepokojące pytanie, co robić, kiedy po latach skłonności przechodzą w czyny. Zamieszanie wokół sprawy poznańskiego arcybiskupa pokazuje, że tego pytania nie wolno bagatelizować. 


Autor jest jezuitą, wykładowcą teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym Bobolanum w Warszawie.
Więcej możesz przeczytać w 10/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0