Grzech grzechów

Grzech grzechów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z MARCO POLITIM, autorem książki "Spowiedź", opowiadającej o życiu księdza homoseksualisty

Dyskryminacja seksualna nie przystoi tak godnej szacunku instytucji jak Kościół


Jacek Pałasiński: Jak dramatycznym problemem jest dziś dla Kościoła homoseksualizm wśród duchownych?
Marco Politi: Istnieją autorytatywne opinie, że w niektórych krajach anglosaskich odsetek homoseksualistów wśród księży i seminarzystów sięga 30 proc. Konserwatywny kardynał Felici, który stał na balkonie bazyliki obok Jana Pawła II w dniu jego wyboru, zwykł mawiać, że wcześniej czy później każdy duchowny styka się z tym zjawiskiem, chociażby poprzez zwierzenia współbraci. Homoseksualizm jest typowy dla środowisk zamkniętych - więzień, wojska. Dotyczy więc również tak zmaskulinizowanej i zamkniętej instytucji jak Kościół.
- Jaki jest stosunek Kościoła katolickiego do homoseksualizmu?
- To wciąż "grzech grzechów" - potrójna zdrada: celibatu, męskiego charakteru kapłaństwa i wizerunku kapłana jako ikony Chrystusa. W ostatnich latach Kościół zmuszony był częściowo złagodzić swoje represyjne stanowisko wobec wiernych homoseksualistów, choć nadal oficjalne dokumenty watykańskie definiują to zjawisko jako "ciężki nieporządek moralny", czyli bardzo ciężki grzech. Pod naciskiem ruchów praw obywatelskich i organizacji gejów z całego świata Kościół przyznał, że należy respektować ludzką godność homoseksualistów, ale potrzebny byłby jeszcze jeden krok: szacunek dla orientacji seksualnej każdego człowieka. Pracując przez kilka lat nad książką "Spowiedź", miałem okazję się przekonać, że kapłani stali się wobec homoseksualizmu bardziej tolerancyjni, ale - niestety - nie jest to jeszcze oficjalne stanowisko Kościoła.
- Amerykańskie Towarzystwo Socjologii Religii stwierdziło, że aż 6 proc. kapłanów w USA i Kanadzie jest homoseksualistami, podczas gdy w całym społeczeństwie stanowią oni 1,5-2 proc. Czy można z tego wysnuć wniosek, że kościoły przyciągają homoseksualistów?
- Nie sądzę. Opublikowane statystyki są wyrywkowe, nie możemy więc wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Stowarzyszenia gejów twierdzą na przykład, że odsetek homoseksualistów w Kościele (5,6 proc.) odpowiada ich odsetkowi w społeczeństwie. Podobnego zdania są niektóre organizacje kościelne. Ale niezależnie od statystyk Kościołowi coraz trudniej jest przymykać oko na to, jak wielu homoseksualistów jest wśród chrześcijan. I chcą pozostać chrześcijanami - nie chcą być wyklinani i odrzucani. Chcą jak heteroseksualiści oprzeć swe życie na trwałym intymnym związku z innym człowiekiem. Chcą się modlić, przestrzegać reguł religijnych i kościelnych i przede wszystkim chcą brać udział w życiu Kościoła. Nadal jednak odmawia im się rozgrzeszenia. Organizacje gejów mówią o paradoksie: morderca, który wyrazi skruchę, otrzymuje rozgrzeszenie, a bogobojnemu gejowi, żyjącemu w stałym związku, rozgrzeszenia się odmawia.
- Czy sądzi pan, że Kościół złagodził stanowisko wobec homoseksualistów na skutek presji samych kapłanów?
- Uważam, że decydującą rolę odegrały tu organizacje społeczne. Przypomnijmy, że w jubileuszowym roku 2000 odbyła się w Rzymie wielka manifestacja gejów i lesbijek. Uczestniczyło w niej około dwustu tysięcy osób, z czego przynajmniej połowa to byli rzymianie nie mający nic wspólnego z homoseksualizmem. Maszerowali wspólnie, bo uważali, że dyskryminacja seksualna nie przystoi tak godnej szacunku instytucji jak Kościół. Dzisiaj nawet niektórzy teolodzy zaczynają przyznawać, że coś tak głęboko zakorzenionego w naturze ludzkiej jak orientacja seksualna nie może być uważane za grzech. To stanowisko powoli toruje sobie drogę w Kościele. Kilka lat temu oficjalny organ Konferencji Episkopatu Włoch, dziennik "Avvenire", opublikował artykuł "Również gej może zostać świętym". To był bardzo znamienny sygnał.
- Ale w katolickim tygodniku "Famiglia Cristiana" napisano, że księża najostrzej atakujący homoseksualistów często sami mają problemy z tożsamością płciową.
- Od wieków istnieje w Kościele podwójna moralność dotycząca celibatu i seksu - niezależnie od tego, czy chodzi o stosunki hetero-, czy homoseksualne. Nie brakuje księży, którzy postępują inaczej niż nauczają. I oczywiście często taki rozdźwięk może prowadzić do schizofrenii. Znane są wypadki poważnych zaburzeń psychicznych, a nawet samobójstw kapłanów, nie umiejących pogodzić tego, co mówią, z tym, co robią.
- Czy potwierdza pan nieoficjalne informacje, że we Włoszech istnieje - za zgodą Watykanu - kilka klasztorów wyspecjalizowanych w pomocy dla duchownych homoseksualistów?
- Tak, ale instytucje te opierają się na kościelnym założeniu, że homoseksualizm jest chorobą, którą należy i można leczyć. A jedyną rzeczą, jaką można w tych wypadkach leczyć, są poważne problemy psychiczne, wynikające z braku samoakceptacji i kryzysu tożsamości, jaki dotyka niemal każdego homoseksualistę. Tym bardziej że jak świat światem nietolerancyjne społeczeństwa potępiają homoseksualizm, jak zresztą wszelkie przejawy "odmienności". A oczywiście nie ma i nie będzie pigułki, którą da się uleczyć ludzkie inklinacje płciowe.
- Dlaczego Kościół katolicki nie stara się zmierzyć z problemem dyskryminacji seksualnej, tak jak uczynili to już prezbiterianie i jak robią anglikanie?
- Stanowisko Kościoła ewoluuje. Znamiennym dowodem na to był dokument w sprawie pedofilii. Oczywiście należy rozróżnić homoseksualizm i pedofilię, choć czasami zjawiska te się zazębiają: zdarzało się, że proboszczowie, biskupi i kardynałowie dopuszczali się stosunków seksualnych z nieletnimi w seminariach. W sprawie pedofilii papież wypowiedział się niedawno bardzo stanowczo: nakazał natychmiastowe wszczynanie śledztwa i przekazywanie wiadomości bezpośrednio do Watykanu już w momencie pojawienia się pierwszych podejrzeń. Oznacza to, że papież dąży do stworzenia jasnych reguł dotyczących podejścia do pedofilii i maksymalnej ochrony dla każdej potencjalnej ofiary. Należy się spodziewać, że następnym krokiem będzie stworzenie reguł dotyczących nadużyć seksualnych ze strony kapłanów, popełnianych na osobach pełnoletnich.
- Czy to wystarczy?
- Hierarchie kościelne wszystkich krajów powinny się uczyć od papieża, który cały pontyfikat oparł na budowaniu wiarygodności Kościoła. To jedyny sposób komunikowania się ze współczesnymi społeczeństwami. I dlatego gdy jakieś wydarzenia zakłócają spokój społeczeństw, a przede wszystkim spokój sumienia wspólnoty kościelnej, władze kościelne powinny udzielać jasnej i natychmiastowej odpowiedzi. 



Marco Politi jest jednym z najwybitniejszych włoskich watykanistów, publicystą dziennika "la Repubblica". Wspólnie z Carlem Bernsteinem (który z Bobem Woodwardem ujawnił aferę Watergate) napisał bestsellerową książkę o Janie Pawle II "Jego Świątobliwość".
Więcej możesz przeczytać w 10/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0