Pragnienie mdłości

Pragnienie mdłości

Dodano:   /  Zmieniono: 
Film Jerzego Antczaka i biografia pióra Adama Zamoyskiego przedstawiają twórcę "Etiudy rewolucyjnej" jako egoistę, fircyka i snoba
Ford Antczaka

Oba te dzieła są testem dla krajowej publiki: jak przyjmie ona Fryderyka Chopina - nie tego z pomników, lecz z krwi i kości.
Kino kocha najsłynniejszego polskiego kompozytora, ale głównie jako dostarczyciela darmowej ścieżki dźwiękowej. Lista filmów, w których wykorzystano kompozycje Chopina, obejmuje 115 pozycji! Sam Chopin nie jest dla kina zbyt atrakcyjną postacią, gdyż jego życie nie obfitowało w dramatyczne wydarzenia, którymi karmi się masowa wyobraźnia. Sprawdzonym sposobem filmowcy postanowili więc zajrzeć pod kołdrę wielkiego kompozytora. Ale i tu czekało ich rozczarowanie. Fryderyk najchętniej kochał platonicznie i na odległość. Z jednym wyjątkiem. Była nim Aurora Dupin, lepiej znana pod literackim pseudonimem George Sand. Współczesnych szokowały nie tylko jej skandalizujące powieści, ale i niecodzienny image - nosiła spodnie, paliła cygara, a mężczyzn zmieniała częściej niż Chopin rękawiczki. Stali się parą w 1838 r. i wytrzymali z sobą osiem lat.

Wampir i modliszka
Aurora Dupin była grafomanką. Napisała 70 powieści, dwa tuziny sztuk teatralnych i kilkadziesiąt esejów. Próbę czasu przetrwała jedynie jej korespondencja (25 tomów, po tysiąc stron każdy!), a także legenda kobiety wyzwolonej, lwicy salonowej i muzy artystycznej cyganerii oraz rewolucjonistki głoszącej, że komunizm to przyszłość ludu (sama mieszkała w pałacu).
Przed Chopinem Sand rozkochała w sobie Prospera Mériméego i Alfreda de Musseta. Polacy szlifujący paryskie bruki nie byli entuzjastami romansu kompozytora ze starszą od niego o sześć lat kobietą modliszką (choć według Mickiewicza, to Fryderyk był w tym związku "moralnym wampirem"). Do rozstania słynnej pary przyczyniły się dzieci Sand - zazdrosny o matkę niedoszły malarz Maurycy i Solange, która ponoć beznadziejnie zadurzyła się w Chopinie. W pamiętnikach była muza Fryderyka zemściła się na nim okrutnie - opisała go jako neurotyka, który nie potrafił docenić jej poświęcenia.
W ojczyźnie kompozytora wynurzenia Sand nikogo nie przekonały. W 1936 r. biograf Chopina Jarosław Iwaszkiewicz, zresztą muzyk z wykształcenia, napisał opowiadanie "Lato w Nohant". Sand sportretował w nim jako odrażającego babsztyla, zainteresowanego "Rafaelem fortepianu" wyłącznie z powodu jego sławy. Niemal natychmiast opowiadanie przerobiono na spektakl (rolą Solange zadebiutowała na scenie Nina Andrycz), który na długie lata stał się żelazną pozycją w repertuarze naszych teatrów.
Tropem wskazanym przez Iwaszkiewicza poszedł Andrzej Żuławski, który w 1990 r. nakręcił "Błękitną nutę", poświęconą ostatnim dniom pobytu Chopina w Nohant. Udręczony, stojący nad grobem geniusz ostatkiem sił odpiera intrygi Sand (Marie-France Pisier) i jej córki (Sophie Marceau). W roli Fryderyka wystąpił pianista Janusz Olejniczak. Niestety, histeryczny ton opowieści sprawia, że film bardziej nadaje się do słuchania niż oglądania.

Bociany na wierzbie płaczącej
Na długo przed Żuławskim Chopinem zainteresował się car powojennej polskiej kinematografii, Aleksander Ford. Film "Młodość Chopina" z 1952 r. był jednak przedsięwzięciem niemal wyłącznie propagandowym. Tytułowy bohater z konserwatysty, jakim był w rzeczywistości, na ekranie przeistoczył się w socjalistę toczącego polityczne dysputy z Lelewelem i księciem Czartoryskim. W tle rewolucyjna młodzież warszawska, nędza polskiej wsi i lud Paryża walczący na barykadach o świetlane jutro ludzkości. Na festiwalu w Karlovych Varach obraz Forda dostał nagrodę z uzasadnieniem: "Film ten ukazuje ludowe i narodowe źródła muzyki Chopina czerpiącej natchnienie z rewolucyjnych idei jego czasów". Dzisiaj tę socrealistyczną ramotę da się oglądać tylko ze względu tytułową kreację Czesława Wołłejki.
Film Antczaka jest, podobnie jak dzieło Forda, krajową superprodukcją. Dwudziestomilionowy budżet, zdjęcia w Paryżu i na Majorce, tysiące kostiumów, wielogodzinne próby z aktorami... Niestety, mimo buńczucznych zapowiedzi reżysera, "Pragnienie miłości" nie dorasta do pięt "Amadeuszowi" Formana. Bliżej mu do "Quo vadis". Pretensjonalne dialogi, żółwie tempo, anachroniczny styl bliższy teatrowi niż współczesnemu kinu. Natrętne podkreślanie polskości Chopina i jego tęsknoty za ojczyzną, ilustrowane widokiem stad bocianów i wierzb płaczących, zamiast wzruszać - rozśmiesza.
Twórcy filmu zdecydowanie wzięli stronę Sand. Mądra, doświadczona przez życie kobieta jest dla Fryderyka kochanką, matką, kucharką i pielęgniarką. Z anielską cierpliwością znosi jego kaprysy, łagodzi konflikty, nie zapominając przy tym o dzieciach. Danuta Stenka wygrała aktorski pojedynek z Piotrem Adamczykiem. Jego Chopin nie budzi sympatii. To osobnik małostkowy, emocjonalnie niedojrzały, który nie zasługuje na uczucie tak wspaniałej kobiety.
Jedno trzeba Antczakowi przyznać: oddał parze głównych bohaterów dużą przysługę. Sądząc z portretów, Sand nie miała urody Stenki. Z biografii Chopina zaś można się dowiedzieć, iż "nie był przystojny w jakimkolwiek tradycyjnym sensie". Piotr Adamczyk natomiast - nawet z doprawionym garbatym nosem - w XIX wieku byłby bardzo interesującą partią.

Chopin antyromantyczny
Kinowej premierze "Pragnienia miłości" towarzyszyło pojawienie się na rynku księgarskim książki Adama Zamoyskiego "Chopin - powściągliwy romantyk". Jej lektura to dobra odtrutka na chybiony film Antczaka. Autor, ceniony brytyjski historyk i eseista, już we wstępie zauważa: "Życie nieszczęsnego kompozytora pochłonęło trzęsawisko sentymentalnych bredni". Jak się okazuje, nasz sztandarowy romantyk miał tylko jedną romantyczną cechę: egocentryzm. Mało zajmowały go literatura, malarstwo, rzeźba czy architektura. Przyjaźnił się z Delacroix, ale wolał klasycystycznego Ingres?a. Przedkładał uporządkowane kompozycje Bacha i Mozarta nad Beethovena, a twórczość romantyków: Schuberta, Schumanna i Mendelsohna - miał w głębokiej pogardzie.
Jako pianista krzywił się na efekciarski styl Liszta i w odróżnieniu od niego nie lubił publicznych występów. Kiepsko mówił i pisał po francusku. Był sceptykiem i ironistą nie pozbawionym talentów aktorskich. Często zabawiał towarzystwo parodiami. Przez cale życie obracał się w kręgach ludzi bogatych i dobrze urodzonych. Mickiewicz i Słowacki mieli mu za złe, że swoją muzyką "łaskocze nerwy arystokracji", zamiast wzywać lud na barykady. Dawał zarobić krawcom, stołował się w najlepszych paryskich restauracjach, prowadził intensywne życie towarzyskie, rzadko kładł się do łóżka przed północą. Chorobę znosił z podziwu godnym stoicyzmem, a prawdziwą wielkość pokazał na łożu śmierci. Czy taki odbrązowiony Chopin znajdzie czytelników i zapełni krajowe kina?

Więcej możesz przeczytać w 10/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0