Prusofilia

Prusofilia

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Land Prusy zamiast Berlina i Brandenburgii?


[ Okruchy imperium ] Czy po Prusach musi pozostać wspomnienie złego ducha Europy? To nie pruski dryl i militaryzm, lecz pruskie prawo, ubezpiecznia, emerytury i solidność przejdą do historii nowoczesnej Europy - argumentują zwolennicy symbolicznego "wskrzeszenia" Prus jako kraju związkowego powstałego z połączenia Berlina i Brandenburgii. Polakom Prusy kojarzą się z zaborami, germanizacją i uciskiem, ale był to jedyny zaborca gwarantujący przynajmniej równość obywateli wobec prawa. To prawda, że przez większość swojego istnienia Prusy uchodziły w oczach sąsiadów za groźnego hegemona, lecz jednocześnie postrzegane były jako jedno z najnowocześniejszych państw na kontynencie.
Gdy minister spraw socjalnych Brandenburgii Alwin Ziel zaproponował przywrócenie nazwy Prusy, nie spodziewał się, że wywoła aż taką burzę. Sam pomysł nie jest nowy, bo pierwszy raz pojawił się niedługo po upadku muru berlińskiego. Wtedy jednak przeszedł bez echa. Także w ubiegłym roku, który minął w RFN pod hasłem obchodów trzechsetlecia Prus, idea wskrzeszenia kraju junkrów nie znalazła szerszego poparcia. Tym razem jednak wypowiedź Ziela zelektryzowała niemieckie media, co jest o tyle dziwne, że Prusy istnieją dziś tylko w formie wirtualnej - w podręcznikach oraz folderach polskich firm turystycznych. Nawet ubiegłoroczny jubileusz był naciągany, gdyż od utworzenia państwa pruskiego w 1701 r. do jego formalnego rozwiązania w 1947 r. minęło 246 lat.
Próbę scalenia Berlina z Brandenburgią po raz pierwszy podjęto w 1996 r., lecz w przeprowadzonym wówczas plebiscycie głosujący odrzucili inicjatywę polityków. Gdyby referendum odbyło się dziś, rezultat byłby ten sam: Berlin ma kilkumiliardowe długi, a Brandenburczycy nie mają ochoty płacić za niegospodarność i afery chadeckich burmistrzów stolicy. W tej sytuacji orędownicy fuzji obu landów planują powtórzenie głosowania, ale dopiero w latach 2006-2009.
Prof. Hans-Ulrich Wehler z Uniwersytetu w Bielefeld próbę wskrzeszenia Prus nazwał polityczną nekrofilią. Historycy sprzeciwiający się idei przywracania tej nazwy przypominają o pruskim militaryzmie i o tym, że wielkość państwa wynikła z zaborczej polityki zarówno wobec Polski, jak i zachodnich krajów niemieckich. Nic dziwnego, że nazwy "Prusy" i "Prusacy" nie wywołują entuzjazmu na zachód od Łaby. Dla Bawarczyka Prusak to człowiek pozbawiony fantazji, dla Nadreńczyków - hegemon, który na 200 lat siłą narzucił im swą władzę.
Politolog prof. Arnulf Baring uważa, że wskrzeszenie Prus to sztuczny temat. - O rzeczywistym zainteresowaniu tym problemem świadczy choćby to, ilu ludzi podczas minionego roku pruskiego odwiedziło - notabene bardzo ciekawe - wystawy. Sądzę, że obecnie nadaje się tej bezsensownej idei większe znaczenie propagandowe, niż na to zasługuje - komentuje pomysł Ziela prof. Baring.
Inicjatywę ożywienia Prus wspiera kilka organizacji. Przedsiębiorca Hartwig Piepenbrock, przewodniczący stowarzyszenia Perspektive BerlinBrandenburg, stara się poszerzyć grono zwolenników "nawiązania do tradycji". Jego organizacja skupia około 60 przedstawicieli świata polityki, gospodarki, kultury i sportu. Szef Stowarzyszenia Pruskiego Berlina-Brandenburgii Volker Tschapke uważa, że "Niemcy potrzebują fryderycjańskich cnót", a Günter Jucho z zarządu browaru Preussen Pils mówi wręcz o "bolesnym braku Prus" na mapie Niemiec.
Zwolennicy przywrócenia historycznej nazwy akcentują pozytywne skojarzenia z państwem Hohenzollernów: poczucie dyscypliny, patriotyzm, upowszechnianie oświaty i uprzemysłowienie. Dla sprawców burzy w pruskiej szklance wody nie jest jednak ważne, co się mówi, ale że się w ogóle mówi i że gazety znów drukują mapy z Prusami od Renu po Niemen. Szukając argumentacji uzasadniającej powrót do tradycji, niektórzy posuwają się wręcz do śmieszności: zdetronizowany niedawno burmistrz Berlina Eberhard Diepgen przekonywał podczas obchodów trzechsetlecia Prus, że były one pierwowzorem Unii Europejskiej. Inni w idei ich ożywienia upatrują sposobu na leczenie Ossis z kompleksu Niemców drugiej kategorii. Komentator "Der Spiegel" ironizował, że najlepiej byłoby, gdyby po ewentualnej fuzji ochrzcić Berlin i Brandenburgię na powrót Świętym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego.

Dziedzictwo Prus

Prusy powstały na gruzach zakonu krzyżackiego, którego przedstawiciel złożył hołd Zygmuntowi Staremu, gdy ten zwyciężył w 1525 r. w wojnie z ostatnim mistrzem Albrechtem Hohenzollernem. Ziemie zakonne podzielono na dwie części: Prusy Książęce ze stolicą w Królewcu oraz Prusy Królewskie z Gdańskiem i Malborkiem, które przypadły Polsce. W 1618 r. Hohenzollernowie połączyli unią personalną Brandenburgię i Prusy Książęce.
W 1701 r. Fryderyk I Hohenzollern koronował się na króla Prus, ale dopiero jego następcy - Fryderyk Wilhelm i Fryderyk Wielki - doprowadzili do pełnego rozkwitu państwa. Rządzący w duchu absolutystycznym władcy Prus rozwijali zasady merkantylizmu i zorganizowali dobrze funkcjonującą machinę urzędniczą oraz fiskalną. Wprowadzenie obowiązku służby wojskowej umożliwiło temu niewielkiemu państwu zorganizowanie dobrze wyszkolonej, zdyscyplinowanej i licznej armii. Prusacy nie zaniedbywali też sfery kulturalnej. Już w 1696 r. powołali do życia Akademię Sztuk, a cztery lata później - Akademię Nauk. Przez cały XVIII wiek państwo pruskie rozwijało się terytorialnie i gospodarczo, m.in. odebrało Szwedom Szczecin i część Przedpomorza. Udział w rozbiorach Polski umożliwił Fryderykowi Wielkiemu podwojenie terytorium państwa.
Królestwo Prus przeżyło katastrofę podczas wojen napoleońskich na początku XIX wieku. Dzięki zbudowaniu trwałej struktury państwa Prusy - zniszczone kontrybucjami i okupacją francuską - szybko jednak odtworzyły swą potęgę. Przyniesione na bagnetach idee rewolucji francuskiej pozwoliły zreformować kraj. Już w 1807 r. zniesiono poddaństwo chłopów, a w 1811 r. umożliwiono im wolny handel ziemią.
Choć polityka Prus rzadko była przychylna naszym aspiracjom niepodległościowym, Polacy mieszkający pod zaborem pruskim mogli liczyć na praworządność. Do historii przeszło hasło Polaków, którym Otto von Bismarck chciał zabronić zrzeszania się w spółdzielniach: "Jeszcze jest sąd w Berlinie!". Sprawę rzeczywiście wygrali i kanclerz musiał ustąpić.
W 1871 r. Berlin, stolica Prus, stał się stolicą zjednoczonych Niemiec. Do I wojny światowej państwo rozbudowywało najgęstszą sieć kolejową w Europie i przemysł ciężki. Przegrana Niemiec w wojnie doprowadziła do rozbicia Prus. Polska zdobyła dostęp do morza i odzyskała część przedrozbiorowych terenów. Prusy w czasach republiki weimarskiej miały sporą samodzielność. Dojście Hitlera do władzy spowodowało unifikację państwa i praktycznie jego unicestwienie. Przegrana III Rzeszy w 1945 r. i podział dawnych Prus Książęcych między Polskę a ZSRR było kropką nad "i". Prusy ostatecznie przeszły do historii.

Sławomir Sieradzki
Więcej możesz przeczytać w 12/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1