Być albo nie być

Dodano:   /  Zmieniono: 
Patronem Centralnego Zarządu Grzebalnictwa można obwołać grabarza z "Hamleta" Szekspira


Część z nas żyje strawą intelektualną kolejnych odcinków telewizyjnych seriali. Kiedy seriale się kończą, niewiele zostaje w pamięci, zwłaszcza jeżeli są to kryminały. Dlatego lubię je oglądać. Co za ulga! Nareszcie coś bez moraliny.
Młodsi amatorzy słowa i obrazu to internauci. Odlatujemy w kosmosy wiedzy i informacji na wszystkie interesujące nas tematy, a niekiedy oglądamy przy tym obrazki. Niestety, takie loty i odloty w krainy wiedzy i wirtualnych wyobraźni są w Polsce płatne. Nie wszędzie na świecie płaci się dziś za korzystanie z Internetu. Nie wszędzie też w cywilizowanych krajach poważnie i chronicznie chorzy nie mogą kupić lekarstw, od których zależy długość ich życia. A właśnie w niedzielę 9 marca, gdy te słowa piszę, dowiedziałem się z "Rzeczpospolitej", że Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany na liście refundowanych leków. Chce podnieść ceny specyfików na cukrzycę, choroby nowotworowe i pewnie wieńcowe. W tym miejscu przypomina mi się pomysł, który choremu ministerstwu przekazuję. Kalkulując swoją listę, utwórzcie również w resorcie zdrowia Centralny Zarząd Grzebalnictwa. Wtedy dopiero ułatwicie sobie i ludziom organizowanie planowego umierania na skutek braku lekarstw. Nie będziemy się też obawiać nowej sprawy w rodzaju "łowców skór" z Łodzi. Patronem CZG można obwołać grabarza z "Hamleta" Szekspira. Książę Hamlet, zanim weźmie do rąk czaszkę błazna Jorika, który go w dzieciństwie zabawiał, pyta: "Jak długo może człowiek leżeć w ziemi, zanim zgnije?". Odpowiada mu Pierwszy Grabarz: "Jeśli nie zgnił za życia - a tyle dziś mamy śmierdzących trupów, co się rozpadają, zanim w grób się je włoży - wytrzyma jakieś osiem albo dziewięć lat. Grabarz wytrzyma dziewięć". Pytanie za bukiet kwiatów na pogrzeb przyjaciół chorych na cukrzycę i po zawale: "Dlaczego on dłużej?" (Hamlet).
Trochę odszedłem od tematu, który winien dominować w mej kolejnej pisułce. Jest nim po prostu ludzkie słowo: mówione, pisane i drukowane. Tak jak w cytowanej słynnej scenie z "Hamleta", gdy książę, trzymając w ręku czaszkę nadwornego błazna, mówi: "Biedny Jorik! Znałem go, Horacjo. Chłopak niewyczerpany w dowcipach, pełen cudownej fantazji". Widz teatralny albo czytelnik może dostać dreszczy egzystencjalnej grozy. Wielkość Szekspira można dostrzec w słowach, ale i w dramaturgii akcji. Wszak Hamlet, rozmawiając z przedstawicielem współczesnego mu zakładu pogrzebowego, nie wie, że cmentarny dowcipniś kopie grób dla Ofelii, ukochanej Hamleta. Do słowa literackiego poezji i prozy dodajmy więc teatr. Film, nawet przedstawiający sztuki Szekspira, ma już różny od słowa, własny język.
Słowo żywe - pisane lub drukowane - jest bogatszym środkiem przekazu wiedzy, piękna i wartości niż film. Wszak cała kultura chrześcijańska narodziła się i żyje nadal ze słowa (Słowa?). Żyje z niego też kultura, której początki odkryliśmy w poezji starożytnych Greków i Rzymian. Jan Kochanowski, renesansowy ojciec polskiej literatury, pierwszy tłumaczył Psałterz Dawidów. Dedykując kanclerzowi Myszkowskiemu pierwsze wydanie psałterza (1579), pisał: "Tymżeś mi serca dodał, żem się rymy swymi/Ważył zetrzeć z poety co znakomitszymi/I wdarłem się na skałę pięknej Kalijopy,/Gdzie dotychmiast nie było znaku polskiej stopy".
Od czasu gdy wpadłem na pomysł kompletowania w felietonie "Biblioteczki flisaka", dodaję do niej nowe pozycje. Dziś zgłaszam trzy: "Hamlet", "Księga Psalmów" i... "Herbert". W jak tragicznym trudzie rodzą się słowa wierszy wielu polskich poetów i pisarzy, komunikuje nam Jacek Łukasiewicz w biografii poety pod tytułem "Herbert" (Wydawnictwo Dolnośląskie, seria "A to Polska właśnie..."). Jestem pod jej wielkim wrażeniem.
Więcej możesz przeczytać w 12/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.