Związek Zawodowy Związkowców

Związek Zawodowy Związkowców

Dodano:   /  Zmieniono: 
Związki zawodowe budzą się ze snu tylko wtedy, gdy ktoś próbuje ograniczyć ich wszechwładzę
200 tysięcy osób tworzy związkową nomenklaturę

[ diagramy ]  Najbardziej alergicznie reagują na wszelkie zmiany kodeksu pracy. Kiedy po miesiącach obstrukcji ze strony związkowców rząd postanowił znowelizować kodeks wedle własnego projektu, Marian Krzaklewski zapowiedział wykorzystanie wszystkich dostępnych prawnie form nacisku, ze strajkiem i "pączkującymi protestami" włącznie. Protesty zapowiedział też Maciej Manicki, szef OPZZ. Okazało się, że gdy chodzi o kodeks, Manickiemu bliżej jest do Krzaklewskiego niż do Leszka Millera i SLD. "Związki zawodowe są mocno uwikłane w politykę. Choć deklarują dziś, że chcą się zajmować tym, co najważniejsze, czyli sprawami pracowniczymi, to w tym akurat są najsłabsze" - mówi Jerzy Hausner, minister pracy.

Armia świętych krów
Kierownictwo Zakładów Chemicznych Police powołało Związek Zawodowy Menedżerów i Specjalistów. Związkowcy ujawnili się jednak dopiero wtedy, gdy próbowano im wręczyć wypowiedzenia. Związek "dyrektorów" liczy dwudziestu członków: połowa jest w zarządzie i komisji rewizyjnej, czyli jako związkowa nomenklatura są nieusuwalni przez całą kadencję i rok po jej upłynięciu. Związki zawodowe w Polsce wyróżniają się tym, że wraz ze zmniejszaniem się liczby członków rozrasta się związkowa nomenklatura. Jedno miejsce pracy utrzymywane wskutek nacisków związków zawodowych uniemożliwia utworzenie dwóch innych - takie są wyliczenia Centrum im. Adama Smitha.
Na istnieniu związków zawodowych tracą wszyscy z wyjątkiem związkowych działaczy. - Związki zawodowe nie chronią pracowników, lecz działają wyłącznie we własnym interesie - mówi prof. Andrzej Zoll, rzecznik praw obywatelskich. "Demagogia i przesada są używane przez działaczy związkowych, którzy nie mają nic do zaproponowania poza krzykiem i radykalizmem" - mówił w homilii abp Józef Życiński, metropolita lubelski.
Kiedy Jan Janik stracił posadę prezesa PKP, natychmiast został etatowym doradcą Związku Zawodowego Maszynistów, jednego z dwudziestu związków działających na kolei . - Uzwiązkowienie w PKP wynosi obecnie ponad 60 proc. - ocenia Roman Hajdrowski, rzecznik prasowy PKP. Dyspozytorzy mają swój związek, konduktorzy swój, potem maszyniści, pracownicy pionu telekomunikacyjnego, remontowego itd. Ponadto są jeszcze związki skupiające przedstawicieli kilku różnych zawodów. W efekcie w PKP pracują osoby należące jednocześnie do trzech, czterech związków. - Jeżeli 35 proc. załogi założy związki, które dają im większe możliwości utrzymania się na stanowiskach, to trudno się dziwić, że pozostali nie godzą się na utratę pracy i też zakładają związki. Tak powstaje sytuacja patologiczna. Trzeba jednak pamiętać o proporcjach. W skali kraju w tego typu sytuacji jest kilka procent przedsiębiorstw mających związki - mówi prof. Juliusz Gardawski, socjolog ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Dupochron
Związki zawodowe i ich nomenklatura fatalnie wpływają na kondycję ekonomiczną przedsiębiorstw. Aż 88 proc. firm, w których nie ma związków zawodowych, osiąga mniej więcej o 15 proc. lepsze wyniki finansowe niż spółki uzwiązkowione - dowodzą badania przeprowadzone w 2000 r. w dwudziestu krajach OECD, w tym w Polsce. W 80 proc. tych przedsiębiorstw warunki pracy są lepsze niż w uzwiązkowionych. Pracownicy zarabiają też średnio o 20 proc. więcej. Wedle szacunków Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, obrona praw socjalnych pracujących przez organizacje zawodowe podwyższa koszty pracy o 25-30 proc. i w efekcie o 10-15 proc. obniża konkurencyjność firm.
Wśród samych związkowców funkcjonuje od niedawna nowe określenie - dupochron. Oznacza ono działacza, lidera związkowego, chronionego ustawą. Żeby założyć związek zawodowy, wystarczy zebrać dziesięciu członków. W firmie zatrudniającej na przykład trzysta osób może działać nawet dwadzieścia organizacji obejmujących wszystkich pracowników. Mało tego, wszyscy oni mogą być nieusuwalnymi działaczami aparatu związkowego, czyli zarządu, komisji i podkomisji. Po zalegalizowaniu organizacji działacze mogą się domagać zmian w regulaminie pracy, wysuwać żądania płacowe, zażyczyć sobie od pracodawcy specjalnego pomieszczenia dla zakładowej organizacji, faksu, telefonu, a nawet służbowego samochodu. Negocjując tak zwane układy zbiorowe, związkowcy mogą się domagać dodatków stażowych, nagród jubileuszowych, ekwiwalentów, dodatków funkcyjnych. Nie można im też obniżyć pensji - i to nie tylko w okresie sprawowania mandatu, ale jeszcze rok po jego wygaśnięciu.

Związkowcy się wyżywią
Szacuje się, że w Polsce jest ponad 330 ogólnopolskich związków zawodowych i drugie tyle lokalnych. W górnictwie działa na przykład 26 organizacji związkowych. Prawie tysiąc osób w kopalniach oddelegowano do pracy związkowej, więc pobierają one górnicze pensje (zwolnienie od obowiązku pracy przysługuje jednemu pracownikowi, gdy w przedsiębiorstwie związek liczy 150-500 osób). Ponad organizacjami w firmach istnieje jeszcze nomenklatura na szczeblu krajowym. Tylko rada OPZZ liczy 244 osoby, zaś jej prezydium - 37 osób. Pracami związku kieruje przewodniczący i jego czterech zastępców. Z kolei Komisja Krajowa "Solidarności" zatrudnia około stu osób.
Związkowcy kosztują: 4,9 tys. zł dostaje działacz związku zawodowego Kadra w kopalni w Katowicach. Od tysiąca do półtora tysiąca złotych, służbową komórkę i ryczałt samochodowy mają z tytułu pracy związkowej przewodniczący "Solidarności" w większości kopalń. 1530 zł netto otrzymuje przewodniczący Ogólnopolskiego Międzyzakładowego Związku Straży Ochrony Kolei, a 2100 zł, ryczałt za benzynę i komórkę - przewodniczący zakładowej organizacji likwidowanej kopalni.
Faktyczna potęga związków zawodowych jest u nas o tyle zastanawiająca, że w ostatnich piętnastu latach liczba ich członków zmalała prawie pięciokrotnie. Jeszcze w połowie lat 80. do organizacji pracowniczych należało 76 proc. zatrudnionych, obecnie przynależność deklaruje zaledwie co ósmy zatrudniony, a w firmach całkowicie prywatnych - co dwudziesty.
Przynajmniej połowa z 3,3 mln bezrobotnych miałaby zajęcie, gdyby nie antypracownicza polityka związków, a szczególnie związkowej nomenklatury. To oni wymuszają utrzymywanie przy życiu nierentownych firm państwowych. Poprzez ustawodawstwo socjalne i obronę kodeksu pracy przyczyniają się do podrożenia pracy. Związkowa nomenklatura na pewno się wyżywi, ale gospodarka może tego nie przeżyć.


Janusz Szlanta
prezes Stoczni Gdynia

W stoczni mamy trzy związki i wielokrotnie podczas negocjacji, na przykład płacowych, dochodziło do tego, że jedni oglądali się na drugich, czekając, kto zawistuje najwięcej. Wielkość związków zawodowych ma znaczenie, bo liczba członków wpływa na liczbę etatów związkowych finansowanych przez przedsiębiorstwo. Chcą być "dobroczyńcami", przelicytowując się w żądaniach, i nie patrzą, czy firma to wytrzyma. Tymczasem jesteśmy na takim etapie transformacji, że musimy być elastyczni, musimy gonić uciekający Zachód. Związki zawodowe nie mogą być hamulcowym w tym procesie, bo wszyscy pójdziemy na dno.

Rzeczpospolita zwiĄzkowa (liczba związków)
Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych2 500 000
NSZZ "Solidarność"1 200 000
Krajowy Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych1 200 000
Związek Zawodowy Rolnictwa Samoobrona400 000
NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych300 000
Solidarność ?80150 000
Związek Metalowców w Polsce130 000
Związek Zawodowy Pracowników Rolnictwa RP100 000
Federacja Związków Zawodowych Pracowników PKP90 000
Federacja Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego86 000
Związek Zawodowy Budowlani60 000
Porozumienie Związków Zawodowych Kadra60 000
Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Wojska50 000
Związek Zawodowy Przemysłu Elektromaszynowego45 000
Związek Zawodowy Górników w Polsce30 000
NSZZ Policjantów27 000
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0