Po herbacie

Po herbacie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Marianne Faithfull, którą pamiętam sprzed lat jako wiotką blondyneczkę (była wówczas narzeczoną Micka Jaggera), zapytana przez dziennikarza Polskiego Radia o swego byłego fiancé, odparła ochrypłym basem: "Fuck The Rolling Stones".
Podczas występów we Wrocławiu Marianne zażądała, aby przyniesiono jej do garderoby butelkę whisky i dwie paczki herbatników. Nie było to wygórowane żądanie w porównaniu z wymaganiami Britney (za przeproszeniem) Spears. Ta bowiem zażyczyła sobie, aby w czasie jej tournée w garderobie znajdowało się zawsze 16 litrów soków, termos herbaty z cytryną, patera owoców i warzyw, tuzin ręczników i waza wrzącej zupy.
O ile brytyjską gwiazdkę witano gorąco, o tyle Marilyn Manson spotkał się w Warszawie z lodowatym przyjęciem. W umowie miał zagwarantowane dostarczenie na estradę określonej ilości lodu w kostkach: 20 kg na 8.00 rano, 80 kg na 15.00 - co było wieczorem, nikt nie wie.
Polscy artyści estrady nie mają takich zachcianek. Wdzięczni jesteśmy za szklankę herbaty przyniesioną za ekran w wiejskim kinie, ogrzewanym publicznością przy piętnastostopniowym mrozie. Nie pamiętam, aby w tej sytuacji ktokolwiek zamówił choćby 10 dkg lodu. Jeśli zaś chodzi o herbatę, to ja mam na jej punkcie bzika. Wiem, że powinno się ją pić w filiżance, ale filiżanki są takie malutkie. W domu piję czaj w olbrzymim kubasie, a w restauracji zamawiam w szklance.
A właściwie w dwóch! Moja żona bardzo się za mnie wstydzi i kopie mnie pod stołem, kiedy ordynuję: Proszę dwie herbaty do jednej szklanki i dwa plasterki cytryny! Kiedy kelnerka podaje napój, zamawiam drugą szklankę. - Pustą - mówię - bez wody! Zdarzało się bowiem, że podawano mi drugą szklankę pełną wrzątku, tymczasem ja potrzebuję pustego naczynia. Wrzucam do niego plasterki cytryny, wsypuję słodzik (nie używam cukru) i rozbełtuję zawartość niby kogel-mogel. Po chwili cytryna jest dokładnie wyciśnięta.
Kiedyś z Opanią i Kryszakiem w drodze na występy zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze. Zamówiłem podwójną herbatę do jednej szklanki i dwa plasterki cytryny, po czym poszedłem do samochodu po słodzik. Okazało się, że koledzy postanowili mi zrobić kawał. Gdy wróciłem i kelner przyniósł herbatę, poprosiłem o pustą szklankę. Wtedy ober ruchem prestidigitatora uniósł stojącą przede mną zwiniętą w rożek serwetkę i wskazując na ukryte tam naczynie, zawołał: "U nas, panie Andrzeju, pusta szklanka zawsze na pana czeka!".

Andrzej Zaorski
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0