Superdzieci nauki

Superdzieci nauki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z FREEMANEM DYSONEM, fizykiem z Instytutu Studiów Zaawansowanych w Princeton
Bożena Kastory: Kilka lat temu wszedł pan do pomieszczenia, gdzie znajdowały się 42 bomby wodorowe, każda dziesięć razy potężniejsza niż pierwsza bomba atomowa. Co pan wtedy czuł?
Freeman Dyson: To było przerażające. Pomyślałem, że nikt się o nie nie troszczy. Przechowywano je w miejscu, które z założenia powinno być bezpieczne. Było jednak oczywiste, że ludzie, którzy mieli ich strzec, nie robili tego tak, jak powinni. To mi uświadomiło, jak niepewny jest los ludzkości. Oczywiście nie znalazłem się tam przypadkowo. Brałem udział w pracach zespołu, który miał ocenić stan techniczny zapasów broni jądrowej Stanów Zjednoczonych. Mieliśmy orzec, czy nie wchodzi w rachubę jakaś awaria, a tym samym - być może - katastrofa na niewyobrażalną skalę. To, co zobaczyłem, przejęło mnie lękiem. Zacząłem się wtedy zastanawiać, jak zwiększyć szanse przeżycia moich wnuków. Dziś zagrożenie ze strony nieodpowiedzialnych ludzi, którzy mogą mieć dostęp do stert bomb jądrowych, jest jeszcze większe, niż było kilka lat temu.
- W wielu pana publikacjach i wystąpieniach powraca stały motyw - obawa przed niebezpiecznymi skutkami działalności naukowców.
- Rewolucje techniczne nie tylko wyzwalają nową energię społeczną, ale też niosą z sobą ryzyko nadużyć. Jak dziś manipulacje genetyczne.
- Nie zajął się pan jednak matematyką teoretyczną, jak sobie życzył pana mistrz i profesor Godfrey Hardy, choć dawałoby to panu komfort oderwania się od konfliktów współczesnego świata.
- Przeciwnie, wybrałem matematykę stosowaną i fizykę, bo wierzyłem, że mogę być bardziej użyteczny.
- W czasie wojny był pan naukowym doradcą technicznym w Royal Air Force w Wielkiej Brytanii...
- ...później wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, zajmowałem się między innymi fizyką cząstek elementarnych...
- ... i niejako przy okazji skonstruował pan reaktor jądrowy?
- To był reaktor dla szpitali. Pracowałem wtedy w General Atomic Company w San Diego. Wraz z przyjaciółmi zaprojektowaliśmy reaktor wytwarzający izotopy promieniotwórcze, używane w diagnostyce i leczeniu wielu chorób. Reaktory, które wtedy zaprojektowaliśmy, używane są do dziś i nie stwarzają najmniejszych problemów.
- Należy pan do niewielkiej grupy naukowców, którzy uważają, że rewolucje w nauce częściej wywołują nowe urządzenia niż nowe idee.
- Bardzo często tak się właśnie zdarzało. Proszę zwrócić uwagę, jak doszło do powstania biologii molekularnej, która bada i przekształca ludzkie geny. Zrodziła się ona dzięki wynalazkowi w zupełnie innej dziedzinie. We wrześniu 1939 r. młody angielski fizyk John Randall dostał polecenie zbudowania radaru do wykrywania nadlatujących niemieckich bombowców, który byłby skuteczniejszy niż stosowane w owym czasie urządzenia. Potrzebny był do tego radar wykorzystujący mikrofale. Nikt nie wiedział, jak go zbudować. Randallowi skonstruowanie go zajęło dwa miesiące. Zbudował przekaźnik mikrofalowy tysiąc razy potężniejszy niż jakiekolwiek istniejące wcześniej. To pozwoliło stworzyć znakomity system radarowy. W 1941 r., kiedy Ameryka przystąpiła do wojny z Niemcami, otrzymała ten system.
- A co miał z tego Randall?
- Randall stał się sławny, po wojnie przypadło mu w udziale kierowanie dużym departamentem w King?s College London i miał wolną rękę w prowadzeniu badań. Zdecydował się porzucić fizykę i zajął się biologią molekularną. Kupił najlepsze przyrządy do krystalografii rentgenowskiej, jakie były wtedy na rynku. Właśnie dzięki obrazom DNA uzyskanym za pomocą tych narzędzi Crick, Watson i Wilkins odkryli strukturę podwójnej spirali DNA i otworzyli drogę współczesnej genetyce. Równocześnie technologia mikrofalowa zapoczątkowała rewolucję w fizyce atomowej - strukturę atomu można było badać tysiąc razy dokładniej. W astronomii dzięki wykorzystaniu mikrofali po raz pierwszy uzyskano obrazy obiektów radiowych na niebie, co było niemożliwe przy wykorzystaniu teleskopów optycznych.
- Przyrząd skonstruowany przez fizyka dał początek trzem rewolucjom - w biologii, fizyce i astronomii?
- Następną również wywołał nowy instrument - komputer. John von Neumann konstruował go w Princeton w chwilach wolnych od pracy nad bombą wodorową.
- A odkrycie pierwszych planet pozasłonecznych? Był pan w Princeton na spotkaniu z Aleksandrem Wolszczanem, kiedy ten udowadniał sceptykom, że naprawdę je odkrył.
- Wolszczan twierdził, że znalazł planety krążące koło bardzo dziwnego obiektu - pulsara, czyli gwiazdy obracającej się około tysiąca razy na sekundę wokół własnej osi, liczącej zaledwie kilka mil średnicy. Reakcja moich kolegów była bardzo sceptyczna, to odkrycie wydawało im się nieprawdopodobne. Wolszczan potrafił ich jednak przekonać, że jego obliczenia są prawidłowe - i to mimo że nie mógł dostrzec tych planet żadnym teleskopem. Użył zupełnie nowego narzędzia - programu komputerowego, który pozwolił mu zauważyć pewne nieregularności w sygnałach wysyłanych przez pulsar. Te nieregularności powodowały dwie planety.
- W książce "Światy wyobrażone" stwierdza pan, że choć "nauka jest moim terytorium, futurologia pozostaje krajobrazem moich marzeń". Jaką przyszłość pan przewiduje?
- Widzę świat, w którym genetycy tworzą superdzieci, teoretycy nie myślą o podstawowych potrzebach ludzkości, a przedstawiciele nauk stosowanych gonią za zyskiem.
- Ale to nie jest krajobraz marzeń!
- W marzeniach chętnie sobie wyobrażam, że życie rozprzestrzeni się we wszechświecie. Cechą życia jest przecież adaptacja do różnych warunków. To by uczyniło wszechświat znacznie ciekawszym.
- Rośliny ciepłokrwiste to właśnie pana pomysł?
- To jeden z przykładów. Jeśli chce się mieszkać na Marsie, dobrze byłoby mieć tam rośliny wytwarzające ciepło.
- Sądzi pan, że to możliwe?
- A dlaczego nie? Myślę, że to przypadek, iż na Ziemi zwierzęta są ciepłokrwiste, a rośliny nie.
- Jak pan sądzi, kiedy może się rozpocząć emigracja z Ziemi na inne planety?
- Może za sto lat. Musimy się przedtem jeszcze sporo nauczyć. Nie chodzi tylko o technikę lotów kosmicznych. Etyka powinna tak kształtować nowe technologie, by nie stawały się one tylko zabawkami dla bogatych. Mam nadzieję, że inżynieria genetyczna i komputery pomogą też krajom biednym. Bo przecież istnieją technologie użyteczne dla krajów biednych. Brałem niedawno udział w światowym forum gospodarczym. Europejczycy dyskutowali z przedstawicielami Afryki o żywności genetycznie modyfikowanej. Europejczycy, a zwłaszcza Francuzi, są jej przeciwni, chcą wprowadzić zakaz jej rozpowszechniania, twierdzą, że jest niebezpieczna i nie powinna być dopuszczana na rynek. Afrykanie natomiast bardzo jej potrzebują. Mają o wiele gorszy klimat i gorszą glebę. Dla nich genetycznie modyfikowane zboża i warzywa mogą się okazać receptą na zwalczenie plagi głodu.
- Wykorzystanie inżynierii genetycznej do produkcji żywności zmniejszyłoby skalę globalnych konfliktów. A zastosowanie jej do "poprawiania" ludzi?
- Może to przynieść katastrofalne efekty. Jeśli na kupowanie "dobrych" genów stać będzie tylko niektórych, doprowadzi to do stworzenia ludzi genetycznie odmiennych od reszty - za biednej na ulepszenia genetyczne. Jest to coś, czym się martwię.

Rozmawiała Bożena Kastory
Freeman Dyson jest emerytowanym profesorem fizyki w jednej z najbardziej prestiżowych instytucji naukowych świata - Institute for Advanced Study w Princeton w USA, gdzie pracował 45 lat. Urodzony w Wielkiej Brytanii, studiował matematykę w Cambridge, podczas wojny pracował dla Royal Air Force Bomber Command. Od 1957 r. obywatel amerykański, zajmował się badaniami cząstek wysokich energii, dokonał odkryć w dziedzinie elektrodynamiki kwantowej. Jeden z najbardziej znanych i cenionych futurologów.
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0