Zakładnik Putin

Zakładnik Putin

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z Borysem Bieriezowskim, założycielem telewizji NTW
Borys Reitschuster: Oskarża pan Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji o zorganizowanie w 1999 r. zamachów bombowych na bloki mieszkalne, w których wyniku zginęło ponad 250 osób. Ma pan dowody?
Borys Bieriezowski: Tuż po zamachach w Moskwie w jednym z domów w Riazaniu znaleziono bombę. Początkowo mówiło się tylko o próbie zamachu. Dzień później FSB przyznała, że sama ją podłożyła - to miały być ćwiczenia. Eksperci potwierdzili jednak, że ładunek i zapalnik były prawdziwe.
- To jeszcze nie dowodzi, że FSB podkładała bomby także w Moskwie.
- Zanim FSB przyznała się do udziału w tamtym wydarzeniu, twierdziła, że w Riazaniu działali ci sami sprawcy co w Moskwie i korzystali z tej samej techniki.
- Jaki motyw mogli mieć funkcjonariusze FSB?
- Sądzili, że zamachy wzmocnią nienawiść do Czeczenów i zwiększą poparcie dla wojny i Putina.
- Czy prezydent Putin wiedział o tych działaniach?
- Tak. Mówił wtedy o udaremnionym akcie terrorystycznym! Czy szef FSB Patruszczew mógłby wprowadzać go w błąd?
- A dlaczego nie?
- Putin musiałby go zaraz zdymisjonować. Tak się nie stało, co oznacza, że o wszystkim wiedział.
- To wszystkie pańskie dowody?
- Po nieudanym zamachu nie było kolejnych aktów terrorystycznych. Tajne służby zdradziły się, nie mogły więc dalej działać. Poza tym do tej pory nikt nie trafił za kratki. Dlaczego Putin nie stara się rozwiązać tej zagadki?
- W 1999 r. i pan był blisko Putina. Jak to się stało, że nic pan nie wiedział o planowanych zamachach?
- Znam Putina od 1991 r. Miałem o nim jak najlepsze zdanie. Sądziłem, że może zostać prezydentem w drodze demokratycznych wyborów - tak jak Jelcyn w 1996 r. Wtedy nie używaliśmy czołgów i kałasznikowów, ale uruchomiliśmy machinę propagandową. Celowo wykorzystałem moje media do zyskania poparcia dla Jelcyna. Inne siły, jak FSB, chciały namówić Jelcyna, by odwołał wybory i rozwiązał parlament. Dążyły do tego, by Jelcyn utracił prawny mandat do sprawowania władzy i dzięki temu znalazł się pod ich kontrolą. Teraz służby specjalne dopięły swego: mają prezydenta, który daje się szantażować.
- Dlaczego chciał pan, by Putin został następcą Jelcyna?
- Był człowiekiem prawym, zresztą jest nim do dzisiaj. Jako wiceburmistrz Sankt Petersburga nigdy nie brał łapówek. Uważałem go za demokratę i człowieka o silnej woli. W tym ostatnim się nie myliłem, w pierwszym - owszem. Putin robi to, do czego jest przekonany. A do demokracji przekonany nie jest. Sądzi, że Rosja może odnosić sukcesy jedynie jako państwo autorytarne.
- Rosyjskie władze chcą pana aresztować - zarzucają panu przestępstwa gospodarcze i wspieranie terroru.
- Zawsze gdy coś wyjawiam, tajne służby znajdują zarzuty przeciwko mnie. Nie można tego brać poważnie! Chcą tylko odwrócić uwagę od włas-nych występków!
- W zeszłym roku przepowiadał pan, że Putin będzie lokatorem Kremla najwyżej do końca roku...
- Powiedziałem, że nie utrzyma się dłużej niż rok, i ten okres jeszcze nie minął. Ale sytuacja się zmieniła. Przed zamachami terrorystycznymi na Nowy Jork w Rosji szerzył się antyamerykanizm i hurrapatriotyzm. Po 11 września Putin dokonał zwrotu. Był to właściwy krok, wzmacniający jego pozycję. Ale Putin nadal popełnia błędy i udało mu się jedynie odroczyć termin.
- Pan i inni oligarchowie nie jesteście w Rosji zbyt popularni. Dlaczego wyborcy mieliby zaufać pańskiej nowej partii Liberalna Rosja?
- Nie ma dziś w Rosji partii, która miałaby odwagę przeciwstawić się władzy. Ta część sceny politycznej jest pusta.

"Focus"
Borys Abramowicz Bieriezowski
Należał do najbliższych doradców prezydenta Borysa Jelcyna i uchodził za jednego z najbardziej wpływowych Rosjan minionej dekady. Majątek tego 56-letniego oligarchy, z wykształcenia matematyka, oceniany jest na kilka miliardów dolarów. Budowę imperium finansowego rozpoczął na początku lat 90. od handlu samochodami. Pod koniec dekady zbudował koncern medialny, którego trzon stanowiła telewizja NTW.
Rosyjscy dziennikarze twierdzą, że to właśnie Bieriezowski wykreował Władimira Putina na następcę Jelcyna. Tymczasem po elekcji nowy prezydent zaczął się dystansować od oligarchy. Bieriezowski musiał oddać kontrolę nad podległymi mu kanałami telewizyjnymi. Obecnie przeciwko niemu toczy się kilka śledztw. W październiku 2001 r. wydano nakaz jego aresztowania. Swoimi interesami kieruje teraz z Londynu.

Klincz prezydenta
19 lipca 2000 r. - Borys Bieriezowski rezygnuje z mandatu deputowanego do Dumy Państwowej, by "nie brać udziału w kneblowaniu Rosji i restauracji w tym państwie reżimu autorytarnego"
15 listopada 2000 r. - Bieriezowski oskarża prezydenta Putina o korzystanie podczas kampanii wyborczej z funduszy szwajcarskich firm współpracujących z Aerofłotem
19 października 2001 r. - "w związku z malwersacjami w zarządzie linii lotniczych Aerofłot" prokuratura w Moskwie wydaje nakaz aresztowania Bieriezowskiego
14 grudnia 2001 r. - telewizja TW-6 nadaje oświadczenie Bieriezowskiego, który twierdzi, że wojna w Czeczenii to efekt prowokacji rosyjskich służb specjalnych
22 stycznia 2002 r. - władze przerywają emisję programu TW-6
5 marca 2002 r. - prokuratura zarzuca Bieriezowskiemu finansowanie Czeczenów
12 marca 2002 r. - w Muzeum Sacharowa w Moskwie odbywa się pokaz sfinansowanego przez Bieriezowskiego filmu dokumentalnego "Zamach na Rosję", który opowiada o udziale rosyjskich służb specjalnych w zamachach bombowych w Moskwie i Wołgodońsku w 1999 r.
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0