Piękny fałsz

Piękny fałsz

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Piękny umysł" to prawdziwa historia dopasowana do hollywoodzkiego schematu filmu z happy endem
Tomasz Raczek: Panie Zygmuncie, czy piękny umysł to musi być chory umysł?
Zygmunt Kałużyński: W tym wypadku jest to niejako uzasadnione, ponieważ bohater filmu "Piękny umysł" jest geniuszem, a medycyna twierdzi, że umysł może działać w sposób wyczynowy kosztem innych umiejętności. Na przykład taki Picasso, geniusz plastyki, był kompletnie głuchy na muzykę, mimo że w jego dziełach pojawiają się muzykanci i instrumenty.
TR: Z kolei Bertrand Russell, jeden z największych umysłów XX wieku, był podobno tak życiowo niezaradny, że bez pomocy najbliższych nie umiałby sobie zapewnić podstawowej egzystencji.
ZK: Powiem panu coś lepszego: Einstein, największy matematyk XX wieku, miał kłopoty z prostym liczeniem. Był skrzypkiem amatorem i grywał razem z Izaakiem Sternem, ale ciągle się mylił. Stern mówił mu tak: profesorze, czy pan nie umie liczyć? Raz, dwa, trzy; raz, dwa, trzy. Niech pan pilnuje taktu!
TR: Może Einstein nie mylił się w liczeniu, tylko po prostu nie miał wyczucia rytmu?
ZK: Codzienne drobne rachunki, takie, jakie się robi w pralni, również sprawiały mu kłopot.
TR: Czyli Einsteina z Russellem na zakupy nie należało posyłać.
ZK: Zresztą nie posyłano ich, a ja muszę wszystko załatwiać sam.
TR: Panie Zygmuncie, ale rozmawiamy dzisiaj o filmie, który do tej sprawy nie podchodzi bynajmniej w sposób żartobliwy. Opowiada prawdziwą historię wielkiego matematyka Johna Nasha Jr., laureata Nagrody Nobla, który zachorował na schizofrenię. Mówi pan, że jest się genialnym kosztem innych umiejętności życiowych. W tym wypadku mam wrażenie, że geniusz objawił się pomimo choroby psychicznej, nie wywołał jej.
ZK: To raczej choroba okazała się dalszym ciągiem genialności. Nagrodę Nobla Nash otrzymał w roku 1994 za teorię gier, czyli zastosowanie ścisłości matematycznej do przypadku. To bardzo trudna kalkulacja! Teoria Nasha jest przydatna na przykład w ekonomii, gdzie można przewidzieć, ile towaru dajemy na rynek, ale nie sposób przewidzieć, jakie będą jego dalsze losy - zależne od nabywców, sytuacji, wypadków. Chory na schizofrenię naukowiec wymyślił sobie coś, co pasowało do jego geniuszu: wyobraził sobie mianowicie, że został zaangażowany przez biuro wywiadu, by odczytywać tajne informacje ukryte przez organizacje szpiegowskie w tekstach gazet. To wymaga takiego samego sposobu myślenia! Jego schizofrenia była taka trudna do wyleczenia, bo połączyła się z talentem.
TR: Wyobrażam sobie, jakby Nash czytał naszą rozmowę we "Wprost" - szukając przemyconych przez wywiad słów. Ale przecież, panie Zygmuncie, schizofrenikami bywają też ludzie przeciętni. Nie jest tak, że jeśli się jest genialnym, to ceną za to jest choroba umysłowa. Taka choroba może się zdarzyć każdemu, niezależnie od stopnia jego inteligencji.
ZK: Widzi pan, w tym wypadku to ważne, że to była schizofrenia. Przecież on mógł mieć jakąś inną dolegliwość psychiczną: paranoję, kliniczną depresję, ostrą melancholię, histerię itd. Dlaczego schizofrenia? Bo ta choroba bierze się z samoobrony, z poczucia zagrożenia światem zewnętrznym. Każdy z nas miewa takie odczucia. Otóż, żeby się ocalić od strachu, schizofrenik tworzy sobie drugi, sztuczny świat, w który ucieka. To jest dezercja umysłowa. W wypadku Nasha jego umysł "zbudował" schizofrenię w sposób nieprawdopodobnie precyzyjny: widział on całe biura wywiadu, które musiał obsługiwać, szefa, który go angażuje...
ZK: Chce pan przez to powiedzieć, że im większy umysł, tym barwniejsza schizofrenia?
ZK: Tak! Dobrze pan to sformułował. Bo wielki umysł czuje się wyjątkowy i obcy. Widzimy tu zresztą zachowanie Nasha w codziennym życiu: nietowarzyski, arogancki, nawet chamski. Nagle ma ataki wściekłości, to znowu pogrąża się w zaciętym milczeniu, co jest typowe dla schizofrenika.
TR: Panie Zygmuncie, ale my przecież rozmawiamy dzisiaj o Nashu nie dlatego, że tak bardzo zainteresowały nas losy matematyka kilka lat temu wyróżnionego Nagrodą Nobla, tylko dlatego, że jego biografia została sfilmowana w Hollywood, a Russell Crowe zagrał Nasha tak przekonująco, iż dostał kilka nagród, a teraz pretenduje do Oscara. Pojawiły się jednak także głosy krytyczne: zarzucono filmowi sfałszowanie historii i pominięcie w niej zarówno wątku homoseksualnego w życiu Nasha, jak i jego rozwodu z żoną i licznych wypowiedzi antysemickich.
ZK: Tylko że film opowiada tę historię w sposób wyjątkowy. Zazwyczaj niby uczestniczymy w życiu bohaterów, ale tak naprawdę obserwujemy ich z zewnątrz; często wiemy więcej niż oni.
TR: Tutaj też tak jest, panie Zygmuncie, tylko że dopiero w drugiej połowie filmu. To jest ten sam schemat scenariusza, co w "Szóstym zmyśle", tylko tam zwrot akcji następował dopiero w finale.
ZK: Słusznie, tam również zastosowano tę metodę, że nie obserwujemy z zewnątrz, tylko wchodzimy w umysł bohatera. Czyli wierzymy, że wszystko, co Nash przeżywa, zdarzyło się naprawdę. Kiedy usiłują go zamknąć w zakładzie psychiatrycznym, on sądzi, że jest to triumf organizacji szpiegowskiej, z którą walczy. I my też tak uważamy.
TR: Fałszerstwo polega jednak na tym, że prawdziwa historia została dopasowana do hollywoodzkiego schematu filmu z happy endem.
ZK: To jest nieszczęście kina amerykańskiego - widz musi wyjść po projekcji podniesiony na duchu. To zasada, od której amerykańscy scenarzyści rzadko odstępują, zaprzepaszczając w ten sposób wartości artystyczne. Gdyby dramat Nasha pokazano prawdziwie, byłby to wielki film. Optymistyczne zakończenie rozładowuje jednak napięcie, jakie Russell Crowe stworzył, by wciągnąć nas w tragedię człowieka żyjącego we własnej, chorobliwej wizji psychicznej.
TR: A trzeba przyznać, że zrobił to nie gorzej niż Dustin Hoffman, gdy pokazywał nam, czym jest autyzm w filmie "Rain Man".
ZK: Hoffman miał zadanie łatwiejsze, bo łatwiej pokazać autyka. Crowe stworzył wielką kreację sezonu - w każdej minucie wierzymy w cierpienie bohatera; to jest film pokazujący udrękę wielkiego uczonego, który zdaje sobie sprawę ze swojej wyjątkowości, pogrążając się jednocześnie w szaleńczej fantasmagorii.
TR: "Piękny umysł" uzupełnił amerykańską trylogię poświęconą bohaterom napiętnowanym chorobą psychiczną, którzy stają się ulubieńcami widzów: "Rain Man", "Forrest Gump", "Piękny umysł".
ZK: A wie pan, że Freud powiedział, że dlatego zajmuje się chorobami psychicznymi, bo one w wyolbrzymieniu pokazują autentyczne cechy drzemiące w każdym z nas.
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0