Zagraj, że śpiewasz!

Zagraj, że śpiewasz!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Piosenka aktorska zbliżyła się do życia - może nawet za bardzo
 

Aktor musi grać, by żyć" - śpiewa Artur Barciś. A jak nie może, bo teatr upada pod ciężarem niewidzialnej ręki rynku? To musi śpiewać. A jak nie umie? To musi grać, że śpiewa. Inaczej nie zaistnieje. Po to właśnie jest Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Kiedyś trafiał tam ktoś, kto był aktorem. Dziś odwrotnie - aktorem jest ten, kto trafia na przegląd.
Żeby wziąć udział w przeglądzie, trzeba przejść eliminacje lub zostać gdzieś zauważonym przez radę artystyczną. Kryteria niejasne, ale się bronią. Gorzej z repertuarem. Kiedyś aktor śpiewał głównie Brechta (bo imponowało słowo "songi") lub coś równie mrocznego. I żeby broń Boże nie było wiadomo, o co chodzi. Normalnie śpiewać nie wypadało. Dziś piosenka aktorska zbliżyła się do życia. Może nawet za bardzo, zważywszy na pokaźny udział w przeglądzie banału musicalowego. W tym roku w konkursie i poza nim śpiewało się wszystko. Od rocka, przez ludowiznę i muzykę żydowską, do śred-niowiecza.
W konkursie nie było wybijających się osobowości. Poza Iwoną Loranc triumfowali Bogna Woźniak z Wrocławia i warszawianka Monika Dryl. Trafność werdyktów weryfikuje czas - czasem boleśnie (patrz: recital ubiegłorocznego laureata Marcina Przybylskiego), a czasem pozytywnie, czego przykładem był koncert Konrada Imieli.
Specjalne widowiska też były różne. Najlepiej przyjęto "Kombinat" z piosenkami Grzegorza Ciechowskiego. Ten spektakl wyróżniał się spójną koncepcją reżyserską, w odróżnieniu od gali poświęconej kompozycjom Jerzego Satanowskiego. Z dobrego budulca powstał telewizyjny baraczek. Widzów podzieliły kameralny spektakl "Dwoje na jednośladzie" i równie kameralny koncert "Pamiętajmy o Osieckiej". Rozmach miało za to show "Alkimja" Justyny Steczkowskiej z baletem i wielką liczbą muzyków. Zbyt wielką, bo lawina decybeli zatłukła i teksty, i wokalistkę.
Zaskoczył undergroundowiec Maciej Maleńczuk, który z towarzyszeniem zespołu muzyki dawnej i z laptopem w charakterze ściągawki wykonywał pieśni kró-la Alfonsa X Mądrego. Knotem był natomiast koncert gwiazdy Marianne Faithfull, niegdyś współpracowniczki Rolling Stonesów. Póki śpiewała czysto, babciny rock przynajmniej usypiał. Ale gdy w ramach szołmeństwa jęła palić na scenie, fałszowała tak, że nawet spać się nie dało. Tylko wstać i wyjść. Była jeszcze świetna Edyta Jungowska, profesjonalny musical "Pięciu braci Moe", ludowa "Czeczotka" Ewy Dałkowskiej i wzruszająca Bente Kahan.
Jak widać, znaczny rozrzut. Co nie chce być popem, ciągnie do Wrocławia, zresztą do popu się w ten sposób zbliżając. Mimo drogich biletów publiczność wali. Według Wojciecha Młynarskiego, piosenka aktorska to jest "śpiewanie siłą woli". Dopóki wola silna, dopóty będzie istnieć Przegląd Piosenki Aktorskiej. No i oczywiście, jak głosił fragment piosenki puszczany przed każdym koncertem - "dopóki są pieniądze".

Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0