Nadwyżki i niedobory

Nadwyżki i niedobory

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czas zadbać o wytwarzanie nadwyżek, a nie powiększać niedobory majątku
O kryzysie finansów publicznych mówi się u nas dużo i na ogół są to konstatacje trafne. Zgodność poglądów dotyczy jednak tylko diagnozy objawowej - wiadomo, że pacjent jest chory. Odpowiedzi na pytanie o przyczyny choroby, a tym bardziej o terapię i recepty różnią się jednak między sobą bardzo. Znaczna część nie tylko społeczeństwa, ale i parlamentarzystów zdaje się wręcz nie dostrzegać i nie rozumieć powagi sytuacji. Strajk gdyńskich stoczniowców pokazał, jak obce zwykłym ludziom są sprawy koniunktury, konkurencyjności i sprzedaży.
Wspomniałem już kiedyś o mojej rozmowie na kempingu w Grecji w roku 1978 z sąsiadem namiotowym, bardzo przeciętnym robotnikiem szwajcarskim. Któregoś dnia wrócił zasępiony z kantoru wymiany. Delikatnie podpytany o przyczynę złego nastroju odpowiedział, że za swoje franki szwajcarskie otrzymał znacznie więcej drachm, niż się spodziewał. - No to powinien się pan cieszyć - powiedziałem. - Nic z tych rzeczy. Drogi frank to droższe szwajcarskie wyroby, a moja fabryka utrzymuje się wyłącznie z eksportu. Mogę stracić pracę - odparł. Ilu polskich pracowników zdobyłoby się na takie rozumowanie? U nas nawet rzekomi fachowcy nie chcą przyjąć do wiadomości, że głównym powodem utrudniającego eksport wysokiego kursu złotego jest wysoki deficyt budżetowy, wymagający zaciągania przez państwo długu u tych brzydkich kapitalistów. Mało tego. Nasi politycy ciągle mają nadzieję, że popyt na polskie obligacje jest niezależny od spadku stóp procentowych.
Wróćmy jednak do naszej gospodarki i finansów. Na jakiej podstawie można ocenić stan gospodarki? Dla znakomitej większości polityków miarodajne jest tempo wzrostu produktu krajowego. Mało kto zadaje sobie pytanie, jakim to dzieje się kosztem, jak wyglądają bilanse gospodarki narodowej, czy przypadkiem koszt tego wzrostu nie jest większy od efektu. Nie jesteśmy już przecież w początkowej fazie rozwoju. Okazuje się, że przyrosty naszego PKB okupywane są nadmiernymi przyrostami długu publicznego i wysokim ujemnym saldem bilansu obrotów bieżących. Tak jest nie tylko dzisiaj, gdy roczny przyrost produktu krajowego nie przekracza 10 mld zł. Nawet w tzw. lepszych latach roczny przyrost długu publicznego i ujemne saldo obrotów bieżących pochłaniały w praktyce cały przyrost produktu krajowego. Oznacza to, że go przejadamy, płacąc za konsumpcję przychodami ze sprzedaży majątku. I nie ma się co pocieszać tym, że w wielu bardziej rozwiniętych krajach też zdarza się poważny deficyt budżetowy i ujemny bilans płatniczy. Przypomnijmy więc, że w Polsce import jest większy od eksportu o 12 mld USD, a Niemcy mają 70-80 mld USD nadwyżki eksportowej. W niemieckim bilansie płatniczym wydatki to eksport kapitału, a nie przejadanie majątku.
Czas więc przestać mydlić sobie oczy przyrostami PKB bez zwracania uwagi na ich nakładochłonność. Spójrzmy też na jakość naszego PKB. To produkt często mierny jakościowo, trudno sprzedawalny, wyceniony zbyt wysoko. Nie ma się co łudzić - nie wytwarzamy dziś nadwyżek, lecz niedobory. W roku 2002 będzie dobrze, jeśli ten kiepski PKB wzrośnie o 10 mld zł. Dług publiczny zaś zwiększy się o prawie 40 mld zł, a ujemne saldo obrotów bieżących nie wyniesie mniej niż 30 mld zł, nawet przy bardzo optymistycznych szacunkach wpływów z handlu przygranicznego. Pocieszanie się w tej sytuacji dopływem zagranicznego kapitału byłoby zwykłym oszukiwaniem się.
Ciekawy jestem, czy nasz lewicowo-obrotowy rząd zdecyduje się wreszcie na jasne stwierdzenie, że czas zadbać o wytwarzanie nadwyżek, a nie powiększać niedobory. Do tego jednak potrzebna jest wola całkowitej zmiany struktury wydatków budżetowych i przekształcenia półsocjalistycznej gospodarki w gospodarkę prywatną, bo tylko ona jest zdolna do wytwarzania nadwyżek.
Czy ta wola się pojawi? Jako odpowiedź na to pytanie raz jeszcze przypomnę stary dowcip z warszawskiego pochodu pierwszomajowego: "Woli jeszcze nie ma, a Ochota już przeszła".
Więcej możesz przeczytać w 13/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0