Puszka von Clausewitza

Puszka von Clausewitza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Eurofobie znikają wraz z agresywnym państwem narodowościowym
Trudno o bardziej widowiskowy przykład destrukcyjnego wpływu stereotypów funkcjonujących w świadomości Europejczyków niż fiasko niedawnych rokowań pomiędzy holenderskimi a włoskimi liniami lotniczymi - KLM i Alitalią - dotyczących strategicznego sojuszu. Obie linie są przedmiotem narodowej dumy, obie korzystają z państwowego parasola, obie też borykają się z trudnościami, głównie ze względu na konkurencję ze strony większych linii europejskich oraz firm spoza Starego Kontynentu, głównie amerykańskich. Sojusz włos-ko-holenderski wydawał się wymarzonym rozwiązaniem wielu problemów, a rokowania były daleko posunięte. Tuż przed podpisaniem ostatecznego porozumienia zostały jednak zerwane.
Włosi zarzucili Holendrom skąpstwo i biurokratyczny dogmatyzm, a Holendrzy Włochom bałaganiarstwo i korupcję. Warto przy tej okazji wspomnieć, że tuż przed dopuszczeniem Włoch do strefy walutowej euro holenderski minister finansów Gerrit Zalm publicznie wyrażał wątpliwości, czy kraj tak bałaganiarski, skorumpowany i politycznie niestabilny jak Włochy potrafi opanować inflację oraz narzucić sobie surową dyscyplinę budżetową. Włosi nie pozostali dłużni i przyszli w sukurs Niemcom oraz Francuzom, którzy od lat domagają się od władz holenderskich likwidacji legalnych miejsc sprzedaży tzw. miękkich narkotyków (coffee shops), piętnują skorumpowanie policji, wojska i wymiaru sprawiedliwości. Ostatecznym ciosem w "holenderską tolerancję" dla miękkich narkotyków może się stać ujednolicenie przepisów prawnych (a co za tym idzie, zamknięcie coffee shops).
Integracja lekiem na fobie
Na pewno integracja w ramach UE osłabia fobie i stereotypy. Pokutuje co prawda przekonanie, że każdy naród europejski nie znosi narodów sąsiednich, a kocha narody, do których mu dalej, ale po 1945 r. te tradycyjne sympatie i antypatie nie są już tak silne. Holendrzy nadal kpią sobie z Niemców, ale widzą w nich najważniejszego partnera gospodar-czego, drwią z Belgów, lecz integrują się kulturalnie z Flandrią i podziwiają kulinarną "rafinadę" Walonii. Niemieckich turystów nie wita się już na plaży Katwijku pytaniem, czy wreszcie oddadzą rower babci, zarekwirowany przez Wehrmacht w 1945 r. Wzrost znaczenia NATO i osłabienie Rosji pozytywnie wpłynęły na wzrost bezpieczeństwa państw europejskich; problemem jest raczej wypracowanie strategii integracji północnej Afryki, Bliskiego Wschodu, Turcji oraz Ukrainy i Rosji w europejskiej przestrzeni gospodarczej.
Globalizacja, i ekspansja angielskiego
Dochodzimy tutaj do sedna sprawy sympatii i antypatii między narodami Europy. Po II wojnie światowej uprzedzenia osłabły, ponieważ wyraźnie zaczęła tracić znaczenie darwinowska wizja Europy, którą narzucił przenikliwy
komentator napoleońskich kampanii - pruski oficer Karl von Clausewitz. Podobnie jak Darwin skatalogował wszystkie żywe organizmy, tak von Clausewitz skatalogował wszystkie formy zbrojnych konfliktów, kładąc podwaliny pod geopolitykę dwóch wojen światowych. Najważniejsze w jego katalogu było założenie, że Bóg stworzył człowieka jako istotę narodowościową, zaś naród, aby móc tworzyć dzieje, musi mieć wojsko, dyplomację, państwo oraz szansę na to, by podbijać inne narody. Podbijaj albo zostaniesz podbity - głosił von Clausewitz. Gra o władzę w Europie jest grą o sumie zerowej - co ja wygram, inne państwo musi stracić. Otóż agresywne państwo narodowościowe odchodzi do lamusa historii, a wraz z nim zanikają eurofobie. Po pierwsze, w obliczu międzynarodowych zagrożeń (na przykład terroryzmem) suwerenne państwo nie jest w stanie zapewnić swym obywatelom należytej ochrony. Po drugie, osłabieniu ulegają niektóre atrybuty narodowości (na przykład język narodowy) - wobec wymogów globalizacji, internetyzacji oraz ekspansji angielskiego, który stał się de facto współczesną łaciną. Po trzecie wreszcie, wszelkie plany agresywnej ekspansji napotykają na zdecydowany opór międzynarodowej społeczności. Dlatego argument, że przystępując do UE, rezygnujemy z suwerenności, można włożyć między bajki.
Istnieje jednak inna klasa stereotypów i uprzedzeń. Wyraża się je w postaci sugerującej uprzedzenia do poszczególnych narodów, ale tak naprawdę rodzą się one na tle nierównomiernej integracji poszczególnych grup narodowościowych. Przywołuje się zatem uprzedzenia - ale nie dotyczą one tego, co Francuzi myślą o Polakach, a Niemcy o Węgrach, tylko tego, co obywatele państw, które z planu Marshalla skorzystały, myślą o obywatelach państw, które tego zrobić nie mogły, i na odwrót. Marshallowcy z obawą patrzą na złą infrastrukturę, masy bezrobotnych i kapitałożerność potencjalnych państw członkowskich UE, te ostatnie obawą napawa wydajniejszy przemysł, ruchliwsza siła robocza oraz niechęć marshallowców do opodatkowywania się na rzecz biedniejszych kuzynów z kontynentu.
Fortuyn i Lepper w jednym stoją domu
Założyłem kiedyś wraz z kilkoma austriackimi, brytyjskimi, włoskimi oraz belgijskimi kolegami po fachu stowarzyszenie zajmujące się tzw. kompetencją międzykulturową w zarządzaniu. Urządziliś-my konferencję w Wiedniu, na której wystąpiła między innymi Węgierka, opisująca konflikty między węgierską załogą a włoską ekipą konsultantów przysłaną do zakładu przez inwestora z Italii. Chodziło o arogancję Włochów, którzy dawali Węgrom na każdym kroku odczuć, że ponieważ są ubożsi, więc na pewno także głupsi i powinni po prostu wykonywać polecenia wydawane przez włoskiego właściciela firmy. Tak się złożyło, że w opisywanej przez nią ekipie konsultantów był nasz włoski kolega, profesor zarządzania na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie. Zaprotestował przeciwko jednostronnym ocenom, powiedział, że trzeba sobie pozwolić na nieco więcej luzu, nie powinno się dać ponieść urażonej narodowej dumie itp. Kilka godzin później spotkaliśmy się w kafejce, gdzie odbywały się rozmowy na dużym luzie, wystarczającym, by udobruchać naszą węgierską koleżankę. Im dłużej jednak zabawialiśmy się towarzyskimi, luźnymi rozmowami, tym bardziej markotniał nasz włoski kolega. Nagle zapytał ostro, dlaczego wszyscy rozmawiamy po angielsku. Z przemówienia, które następnie wygłosił, wynikało, że przysłuchiwał się naszym uwagom z ros-nącą niechęcią, gdyż wysławiał się angielszczyzną zaledwie poprawną, niewrażliwą na niuanse dowcipu. Obu wybuchom tego rodzaju można zapobiec. Konsultanci przysyłani do zagranicznych zakładów uczą się cultural due dilligence, czyli specjalnej troski w obliczu różnic kulturowych. Posługując się dla wygody angielszczyzną, staramy się okazywać szacunek lokalnym językom i umawiać się, jakie są granice stosowalności tej pierwszej. A zwalczaniem negatywnych stereotypów też można się zajmować w sposób sys-tematyczny - zarówno w podręcznikach, jak i w mediach. Jeśli się tego nie zrobi, na arenie politycznej do głosu będą się dobijać za coraz szerszym przyzwoleniem rzesz rodaków tak osobliwe postaci, jak Pim Fortuyn (głośny ostatnio przedstawiciel nowej partii Holandia do Życia; chce "ostro karać przestępców, deportować marokańskich chuliganów do Maroka", zamknąć granice przed poszukującymi azylu politycznego uciekinierami) czy Andrzej Lepper. Postaci, które zbijają kapitał polityczny na strachu przed negatywnymi stereotypami.
 

Więcej możesz przeczytać w 14/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0